10 lutego
2011
Marcin Gerwin

Kiedy patrzymy na co Unia przeznacza pieniądze, to naprawdę można zacząć się zastanawiać, na jakiej właściwie podstawie przyznawane są dotacje. Sopot dopiero co otrzymał dofinansowanie na projekt, który obejmuje „wykonanie ostatniego wylotu C odprowadzającego wody deszczowe w głąb Zatoki Gdańskiej”, czyli, innymi słowy, na budowę trzeciej rury. Oznacza to, że z plaży znikną wyloty trzech potoków na północ od molo, a będziemy mieli za to rurę. Cały ten projekt obejmuje, jak się domyślam, również inne prace związane z kanalizacją deszczową i one akurat mogą być sensowne. Czy konieczna jest jednak nowa rura? 

Argumenty ze strony urzędu miasta za budową poprzedniej rury były przeróżne. A to, że rura ma zapobiegać podtopieniom w dolnym Sopocie, że chodzi o dostosowanie się do restrykcyjnych dyrektywy unijnych, że sopockie potoki to, zgodnie przepisami, ścieki a nie potoki, a od jednego z radnych usłyszałem nawet, że dzięki temu, że powstała rura, to w wodach sopockiego kąpieliska nie pojawiły się w zeszłym sezonie sinice (w rzeczywistości źródłem zakwitów sinic są wody otwartego Bałtyku, z dala od sopockich plaż) (1). W związku z tym jednak, że poziom wód gruntowych w dolnym Sopocie jest wciąż wyjątkowo wysoki, na działkach przy ulicy Okrzei stoi woda i przebija ona także przez szczeliny w podziemnych garażach, to, jak rozumiem, nie ma już wątpliwości, że rura tej kwestii nie rozwiązała. Co jednak udało się dzięki niej uzyskać to to, że nie zapychają się piaskiem wyloty potoków (co prawda ten sam efekt można osiągnąć odsuwając wylot potoków dalej od brzegu morza i nie musiało to kosztować kilkadziesiąt milionów złotych).

O co chodzi natomiast z tymi przepisami unijnymi? Być może jakieś dyrektywy unijne istnieją, niemniej jednak chodzi przede wszystkim o ustawę Prawo wodne, zgodnie z którą: „Zabrania się wprowadzania ścieków do wód powierzchniowych w obrębie kąpielisk, plaż publicznych nad wodami oraz w odległości mniejszej niż 1 kilometr od ich granic” (art. 39.2b). Na ten przepis powoływał się ponoć urząd miasta, tłumacząc radnym konieczność budowy rury. Przepisy jednak aż tak restrykcyjne nie są, skoro miał być kilometr od granicy kąpieliska, a rura ma tylko ok. 350 metrów (2).

Czy jednak sopockie potoki to ścieki? Ta sama ustawa podaje definicję ścieku i cieku naturalnego. Za ciek naturalny uważa się: „rzeki, strugi, strumienie i potoki oraz inne wody płynące w sposób ciągły lub okresowy, naturalnymi lub uregulowanymi korytami” (art. 9.1.1). Natomiast co do ścieków, to lista ich przykładów jest długa, zgodnie z ustawą są to m.in.: „a) wody zużyte, w szczególności na cele bytowe lub gospodarcze, c) wody opadowe lub roztopowe, ujęte w otwarte lub zamknięte systemy kanalizacyjne, pochodzące z powierzchni zanieczyszczonych o trwałej nawierzchni, w szczególności z miast, portów, lotnisk, terenów przemysłowych, handlowych, usługowych i składowych, baz transportowych oraz dróg i parkingów” (art. 9.1.14). Do sopockich potoków wpadają więc ścieki, czyli wody opadowe z dróg i parkingów, niemniej jednak same potoki ściekami nie są.  Co to oznacza? Oznacza to, że wszystko wskazuje na to, że przepis, który mówi o tym, że wyloty potoków muszą być wyprowadzone kilometr od granicy kąpieliska ich nie dotyczy…

Niemniej jednak, nawet jeżeli ten przepis nie obejmuje sopockich potoków, to jest oczywiste, że woda w kąpielisku powinna być czysta, szczególnie w Sopocie, gdzie każdego roku tysiące ludzi przyjeżdża, by poleżeć na plaży i wykąpać się w morzu. Czy jednak woda, która spływa sopockimi potokami do zatoki, jest brudna? Na tej samej stronie urzędu miasta, na której zamieszczona jest informacja o udzieleniu dofinansowania na budowę rury, możemy przeczytać, że:

„pomimo wysokich temperatur oaz nawalnych deszczy w sezonie letnim 2010 w Sopocie ani razu nie doszło do konieczności zamknięcia kąpielisk z powodu zbyt wysokiego stężenia bakterii coli, co miało miejsce na sąsiednich kąpieliskach.”

Skoro więc nie było konieczności zamykania kąpielisk, a rury na północ od molo nie było, to do czego jest ona nam właściwie potrzebna?

Jakość wody w sopockich potokach jest badana od wielu lat, a wyniki tego monitoringu są dostępne w wydziale inżynierii środowiska. Są już wyniki badań za 2010 rok i stan sanitarny sopockich potoków, który dotyczy skażenia mikrobiologicznego, jest określony w podsumowaniu jako „prawie dobry i stabilny”. Potok Grodowy, który ma zostać ujęty w rurę, określony jest jako ciek czysty, Kamienny Potok jako ciek dość czysty, natomiast Potok Babidolski jako ciek o zadowalającym stanie sanitarnym (3). Ponadto, prowadzone są także badania fizykochemiczne, a ich wyniki wskazują, że wody trzech cieków: Potoku Grodowego, Kamiennego Potoku i Potoku Babidolskiego „można w odniesieniu do ośmiu oznaczanych wskaźników określić jako więcej niż dobre. Za podstawę przyjęto fakt, że 100 % wyników badań mieściło się poniżej granicy I klasy jakości określonej przez Rozporządzenia Ministra Środowiska z 20 sierpnia 2008 r.” (4)

Mamy więc klops. Unia daje pieniądze (i to całkiem spore, bo ok. 25,5 miliona zł) tyle że projekt, który ma za nie zostać zrealizowany nie ma większego sensu. Niektórzy mogą łapać się za głowę, bo przecież skoro unia daje nam pieniądze, to trzeba je brać. Ale chwileczkę. „Nam” – czyli właściwie komu? Mieszkańcom Sopotu? Przecież te pieniądze można wydać tylko na ten projekt, nie można za nie sfinansować docieplania budynków czy remontów ulic. Ponadto, z budżetu Sopotu trzeba będzie dołożyć jeszcze 2,8 miliona zł wkładu własnego. Nie jest to mało, a ta kwota nie jest zapisana w tegorocznym budżecie. Najrozsądniejszą rzeczą byłoby więc wyłączyć z całości projektu ten jeden element, czyli rurę, i zrealizować pozostałe rzeczy. Czy jednak można tak zrobić? Nie wiem. A osobiście szkoda mi tych potoków.

Przypisy:
(1) Alicja Katarzyńska, Piękny Bałtyk, czyli… Gdzie podziały się sinice?, Gazeta Wyborcza Trójmiasto,
(2) Katarzyna Moritz, Efektowne „topienie” wielkiej rury, Trójmiasto.pl,
(3) Monitoring wód powierzchniowych na terenie Miasta Sopotu w roku 2010, pod red.: dr Jacka Nowackiego i mgr inż. Teresy Szumilas, s. 37,
(4) Ibidem, s. 38.


4 komentarze

  1. Anna
    13/02/2011

    Za niedługo ta sama Unia stwierdzi, że w głąb Bałtyku są wyprowadzane ścieki – wody opadowe, które do czasu rur miały szansę teoretycznie podczyścić się i dotlenic na plaży. Trzeba bedzie wywalic kolejne pieniądze, tym razem własne, miasta – czyli z chodników, kultury, elewacji – i przywrócic stan pierwotny oraz kolejne pieniądze wywalic na system oczyszczania wód opadowych z ulic. Pisali i protestowali sopoccy naukowcy i miłośnicy krajobrazu – nawet moja wypowiedz wydrukowano i co z tego. Za to, co zrobiono z potokami jest odpowiedzialne PO, Karnowski i każdy z mieszkańców, który na nich głosował w poprzednich wyborach cztery lata temu. Ale zapłacą za to wszyscy…

  2. Ampersand
    14/02/2011

    Rura jest po to, żeby zmieściła się w środku cała dotacja unijna, co pozwoli na objęcie prowadzenia w rankingu wykorzystania tych dotacji.

  3. andrzej
    15/02/2011

    ta rura jest jak MIŚ ona odpowiada żywotnym interesom całego społeczeństwa to jest rura na skalę naszych możliwości my otwieramy tą rurą oczy niedowiarkom mówimy patrzcie to nasze

  4. Ania
    23/02/2011

    Oglądając mapy Sopotu przecinające plażę strumienie od razu rzucają się w oczy. To właśnie niewątpliwie wyróżniało naszą plażę od innych; Strumienie były też miejscem zabaw dzieci budujących tamy. Po wczorajszym spacerze nasuwa się też jeszcze jedno spostrzeżenie wpływające strumienie – niestety w tej chwili juz tylko po lewej stronie mola- tworzą w zamarźnietej wodzie małe enklawy dla ptaków wodnych. Czy zamknięcie tych strumieni w rury i wprowadzenie ich w głąb morza – nie spowoduje zagrożenia dla zimujących u nas ptaków? I czy sama idea likwidacji potoków nie jest sprzeczna z punktu widzenia konserwatorskiego?? Myślę tutaj o Konserwatorze Zabytków Miasta Sopotu – jak wiadomo Sopot jest wpisany do rejestru zabytków jako zespół urabanistyczny.

Komentarz