9 października
2016
Marcin Gerwin
Zdjęcie: Paul Stein/Flickr.

Zdjęcie: Paul Stein/Flickr.

Gdy po raz kolejny usłyszałem, tym razem od Bardzo Znanej Pani Profesor, że ludzie są źli, stwierdziłem, że pora zająć się tym tematem. Dlaczego jest to istotna kwestia? Jeżeli bowiem uznamy, że ludzie są źli z natury, jak możliwa jest jakakolwiek zmiana społeczna? Jaki sens ma prowadzenie kampanii społecznych, aktywizm na rzecz równouprawnienia, ochrony klimatu, przeciwdziałania przemocy czy na rzecz praw zwierząt? Przecież i tak nic się nie zmieni, bo zmienić się nie może. Dlaczego nie? Bo przecież ludzie są źli z natury. Tak już jest. Ludzie z natury głosują na ksenofobiczne partie, z natury znęcają się nad zwierzętami, a mężczyźni biją żony. Tak już mają. Żadnej innej przyczyny ich zachowania nie ma. W kwestii dyskryminacji rasowej, niewolnictwa, praw kobiet i szerzej praw człowieka, nic się nigdy na świecie nie zmieniło. Wciąż jest tak samo. No bo i jak mogłoby się coś zmienić? Przecież ludzie są źli z natury. Taki los.

Czy rzeczywiście tak jest? Czy nigdy nie było żadnych zmian na świecie? Czy nie zdarza się, że ludzie zmieniają się na lepsze i poprawiają swoje zachowanie?

Gdyby było tak, że ludzie są z natury źli, sprawiedliwość naprawcza byłaby w ogóle niemożliwa. Jej podstawowym założeniem jest to, że ludzie są z natury dobrzy, a jeżeli zrobią coś złego, to oznacza to, że podjęli błędną decyzję. Gdy się tak stanie, zakłada się, że potrafią zrozumieć krzywdę, którą wyrządzili drugiemu człowiekowi, dzięki naturalnej empatii. Będą także chcieli tę krzywdę naprawić i przywrócić dobre relacje z osobą, która krzywdy doświadczyła. Dzieje się tak od wieków, w różnych kulturach, na różnych kontynentach. Nie jest to szczególna umiejętność, którą mają tylko Maorysi z Nowej Zelandii lub Indianie Nawaho z Ameryki Północnej, a Europejczycy już nie.

Nasz stosunek do ludzi, to, czy podchodzimy do nich z życzliwością czy też wrogo, ma znaczenie dla aktywizmu społecznego. Negatywne nastawienie nie jest czymś, co pomaga w nawiązywaniu relacji z ludźmi i w prowadzeniu kampanii społecznych.

– Nie potrafię sobie wyobrazić, że idąc na spotkanie z ministrem środowiska myślę o nim, że jest złem wcielonym, bo chce zaszkodzić Puszczy Białowieskiej – mówi Katarzyna Jagiełło z organizacji Greenpeace. – Szukam w ludziach dobra. Zaskakujące jest, jak wiele można osiągnąć, jeżeli do polityków czy urzędników podchodzi się z szacunkiem i otwartością. Doszukiwanie się złych intencji blokuje możliwość znalezienia konstruktywnego rozwiązania.

1.

Co to właściwie znaczy, że ludzie są z natury dobrzy? Oznacza to, że człowiek potrafi dostrzec cierpienie drugiej istoty i sam z siebie będzie chciał zrobić coś, co sprawi, że to cierpienie zniknie, nie oczekując w związku z tym żadnej korzyści dla siebie. To także życzenie innym dobrze. Nie oznacza to bynajmniej, że wszyscy z tego korzystają i tak się zachowują, lecz jedynie to, że każdy i każda takie zdolności w sobie ma. Czy można to jakoś potwierdzić?

Neurobiolodzy z Uniwersytetu Emory postanowili sprawdzić, jak reaguje mózg, gdy ludzie pomagają innym. Rejestrowali wówczas u badanych aktywność w tych obszarach mózgu, które są aktywne, gdy ktoś odczuwa przyjemność lub otrzymuje nagrodę. Jest to reakcja, która pojawia się w naszym mózgu, gdy udaje się zmniejszyć lub usunąć cierpienie drugiej osoby. Można to również sprawdzić samemu: jak się czujesz, gdy pomożesz drugiej osobie? Co natomiast odczuwasz, gdy z egoistycznych pobudek zadasz komuś ból?

Wyniki badań pokazują również, że pierwszym ludzkim odruchem jest dobro wspólne, a nie egoizm. Grupa badaczy z uniwersytetów Harvarda i Yale sprawdzała, jak ludzie podejmują decyzje pod presją czasu, gdy trzeba działać bardziej intuicyjnie oraz co się dzieje, gdy czasu jest więcej i jest miejsce na zastanawianie się i kalkulowanie. Przeprowadzono pięć badań, na grupie 834 uczestników i uczestniczek. Decyzje dotyczyły kwestii finansowych i można było albo zwiększyć swój zysk indywidualny kosztem grupy, albo zwiększyć korzyść całej grupy kosztem finansowego zysku osoby, która podejmowała decyzję. Wyniki wszystkich pięciu badań były takie same – gdy decyzje były bardziej intuicyjne, uczestnicy i uczestniczki wybierali korzyść całej grupy.

2.

Aby dowiedzieć się więcej, jak ludzie podchodzą do tego tematu, spotkałem się z Marią Stankiewicz, aktywistką, która działa na rzecz równego traktowania. Gdy zapytałem ją, czy ludzie są dobrzy z natury, przyglądała się w myślach różnym osobom, z którymi różniły ją poglądy. Były to Anna i Maria Kołakowskie, które starały się zablokować przejście Marszu Równości, czy zwolennicy całkowitego zakazu przerywania ciąży, którzy zjawili się na demonstracji w Gdańsku pod szpitalem położniczym. Domagali się, między innymi, podpisania przez lekarzy klauzuli sumienia. W tym samym czasie demonstrowali tam również sojusznicy szpitala, którzy popierają legalizację aborcji. Doszło do przepychanek.

– Każda z naszych grup w swoim mniemaniu chce dobrze i uważa, że to ta druga strona błądzi – zauważyła Maria Stankiewicz. – Widzę, że robią to z potrzeby serca. Wierzą, że to, co robią, jest to dobre dla świata, tylko, że ich rozumienie dobra jest inne niż moje. Kładziemy nacisk na odmienne rzeczy, mamy różne wartości. Jeżeli na demonstracji wywołują szarpaninę, to jest to desperacja. Gdybym była w ich środowisku i zajmowała się sprawami, na których tak mi zależy, to też by mnie frustrowało, że nie udaje mi się przekonać innych. Na pewno mają też potrzebę bycia wysłuchanym i szanowanym. Z kolei z Marysią Kołakowską mam wrażenie, że więcej nas łączy, niż dzieli. Obydwie mocno wierzymy w nasze idee i mamy silną potrzebę działania. Ze względu na różne doświadczenie życiowe i wychowanie w innych środowiskach, postrzegamy niektóre rzeczy skrajnie inaczej.

Maria Stankiewicz starała się zrozumieć ich punkt widzenia, to, jakie potrzeby stoją za ich działaniem. Jednak można było zauważyć coś jeszcze.

– Ty po prostu postrzegasz w ludziach ich człowieczeństwo – powiedziałem.

– No, tak – odparła Maria Stankiewicz, sama tym właściwie nieco zaskoczona.

Zapytałem, czy jej zdaniem członkowie ONR-u są również dobrzy z natury.

– Są – odpowiedziała po krótkim zastanowieniu się. – Są dobrymi ludźmi, którzy czasami robią złe rzeczy.

– A co sądzisz o ludziach, którzy czerpią przyjemność z tego, że zadają ból innym, na przykład podcinając ludziom gardła w obozie jenieckim? – dopytywałem ją jeszcze potem, w rozmowie przez telefon.

– Psychopatów, którzy nie odczuwają empatii, traktowałabym jako osoby chore czy też niepełnosprawne w tej kwestii – odparła Maria Stankiewicz. – Nie uznałabym ich za złych ludzi, lecz za osoby, które wymagają pomocy.

3.

Nie jest jednak tak, że dostrzeganie dobra w ludziach przychodzi wszystkim łatwo. U niektórych może nawet budzić sprzeciw.

– Zaprzecza to ich osobistym doświadczeniom – mówi Marianna Kasperska-Zegar, socjolożka i nauczycielka przedszkolna. – Dlaczego uznawać, że ludzie są z natury dobrzy, gdy samemu doświadczyło się krzywdy i cierpienia? Wówczas pojawia się opór przed tym, aby widzieć dobro w drugim człowieku. Potrzebne jest raczej potwierdzenie tego, że to, co się wydarzyło, jest złe. Gdy ktoś dozna krzywdy, chce, aby została ona nazwana i uznana. Jeżeli ktoś mnie krzywdzi, jakie ma to znaczenie, czy jest to osoba wewnętrznie dobra czy zła? W takiej sytuacji ludzie mogą potrzebować uznać drugą osobę za złą, aby móc się bronić. Jest to element obronny, który pozwala porządkować świat, w którym doznano niesprawiedliwości. Nadrzędne jest to, aby uznać ten ból. Zrobiono nam coś, czego nie chcieliśmy, odebrano nam poczucie sprawczości.

Sytuacja się zmienia jednak, gdy krzywda zostanie naprawiona. – Wówczas jest nam łatwiej zobaczyć wielowymiarowość drugiej osoby – zauważa Marianna Kasperska-Zegar. – Dopóki jednak ludzie nie mają poczucia, że ich krzywda została przynajmniej uznana, jest trudno im starać się zrozumieć, dlaczego sprawca się tak zachował i doszukiwać się w nim dobra. Uznanie kogoś za osobę złą, pomaga odzyskać poczucie sprawiedliwości. To trwa do czasu, dopóki krzywda nie zostanie naprawiona, a potrzeby osoby, która doznała krzywdy, nie zostaną zaspokojone.

– Jeżeli ktoś odczuwa ból, najpierw sam potrzebuje wiele empatii, aby dostrzec dobro w innych ludziach – mówi Pernille Plantener, trenerka Porozumienia Bez Przemocy oraz coach z Danii. – W ramach Porozumienia Bez Przemocy stosujemy ćwiczenie, które nazywa się rozpuszczaniem obrazu wroga. Pozwala ono pozbyć się negatywnych uczuć, które żywimy do drugiej osoby. Zaczyna się je od zrozumienia własnych potrzeb i uczuć, a dopiero potem staramy się, korzystając z empatii, dostrzec potrzeby i uczucia drugiej osoby. W naszej kulturze pogląd, że ludzie są źli, jest często kształtowany już od dzieciństwa. Dzieje się to wtedy, gdy rodzic mówi dziecku, że jest ono złe, jako osoba, zamiast odnosić się do jego zachowania. Potem może to być jeszcze wzmacniane w szkole.

– Pogląd, że ludzie są źli, może dawać poczucie sensu, gdy komuś dzieje się krzywda – zauważa Pernille Plantener. – Jednak tę potrzebę sensu można zaspokoić także w inny sposób. Gdy utrzymuje się obraz wroga czy też złego człowieka, o porozumienie jest o wiele trudniej. Tym z kolei, co pomaga, jest empatia, wsłuchiwanie się w potrzeby i uczucia oraz bycie autentycznie obecnym.

Współczucie i empatia są czymś, czym możemy obdarzyć nie tylko innych ludzi, lecz również samych siebie. Nie chodzi tu jednak o litowanie się nad sobą, lecz o to, aby zamiast obwiniać się czy oceniać krytycznie, zauważyć własne trudności czy też cierpienie i zareagować z życzliwością i z troską. Z taką samą życzliwością i współczuciem, jakim obdarzylibyśmy naszego dobrego przyjaciela, który przechodzi trudne chwile. Jak zauważa Kristin Neff, autorka książki „Self-Compassion”, gdy zamiast oceniać samych siebie lub porównywać z innymi, traktujemy siebie z łagodnością i zrozumieniem, wówczas samokrytyka będzie gasnąć i ustępować, gdyż nie będzie miała paliwa, które by ją podtrzymywało. W jej miejsce pojawia się akceptacja i poczucie własnej wartości.

4.

– Z mojego doświadczenia wynika, że jeżeli usuniesz negatywny nawyk, to zostanie on zastąpiony przez pozytywne zachowanie – mówi Andrzej Stec, nauczyciel Zen, mieszkający w Korei Południowej. – Aby usunąć nawyk, potrzebna jest najpierw pewna praca, gdyż nawyk może być silny, jednak w końcu będziesz w stanie go zmienić. Potem już nie będziesz musiał wkładać zbyt dużo wysiłku, aby utrzymać pozytywne działanie, bo ludzie z natury mają empatię i współczucie. Oprócz tego mamy też sumienie. Przestępcy również je mają. Kiedyś uczyłem w Stanach Zjednoczonych medytacji w więzieniu. Wśród skazanych byli także mordercy. Przyjmowali buddyjskie wskazania, a pierwsze z nich to „nie zabijaj”. Widziałem, że w środku każdy z nich chce być dobrym człowiekiem. Oni sami cierpią. Jeżeli ktoś robi złe rzeczy, nie może być szczęśliwy, gdyż będzie miał problemy z sumieniem. Ludzie czują się lepiej, gdy nie krzywdzą innych. Jeżeli więc chcesz być szczęśliwy, nie rozprzestrzeniaj cierpienia.

Na postrzeganie ludzi i świata mają również wpływ wartości i wzorce postaw, które są promowane w społeczeństwie.

– W mediach i w kulturze często przedstawia się negatywny obraz świata oraz przemoc – wskazuje Andrzej Stec. – Jeżeli jesteś tym codziennie bombardowany, trzeba być niesamowicie mocnym, aby temu nie ulec. Obecnie brakuje wiary w to, że wzorce moralne są ważne, brakuje również pozytywnych idoli. Za nadrzędną wartość uważa się pieniądz, a ludzka wrażliwość zostaje przytępiona w pościgu za materialnym dobrobytem. W kulturze zachodniej uważa się ponadto, że człowiek jest oddzielony od natury, co może przekładać się na agresywny stosunek do przyrody, a w konsekwencji do innych istot. Z kolei system ekonomiczny powoduje często strach o przetrwanie, co może prowadzić do przemocy i egoizmu. Gdy ludzie mają zapewniony podstawowy dobrobyt materialny lub nadzieję na jego poprawę, ich nastawienie do świata jest inne, niż gdy im tego brakuje. Do tego dochodzi przemysł zbrojeniowy, który potrzebuje nowych konfliktów dla prowadzenia biznesu.

Jak zauważa Andrzej Stec, współczesny styl życia ma u podstaw przemysłową wizję świata, która nie zapewnia ludziom szczęścia i nie sprawdza się w XXI wieku, w czasach technologii cyfrowych. – Jeżeli zaczniesz się przyglądać innym ludziom, to zobaczysz, że każdy chce być szczęśliwy – mówi. – Jeżeli promujemy pogląd, że ludzie są źli, to może być jedynie gorzej. Tymczasem to złe działanie jest jedynie nawykiem, a współczucie to rzecz wrodzona. Jeżeli więc będziemy przypominali, że ludzie mają wrodzone współczucie, wówczas możemy zmienić świat na lepsze.


Komentarz