6 października
2010
Marcin Gerwin

Zdjęcie: edmittance/Flickr.

Otrzymaliśmy już opinię pani radcy prawnej z urzędu miasta, odnośnie projektu regulaminu konsultacji społecznych, który, wraz z podpisami ponad 300 mieszkańców, złożyliśmy na początku sierpnia. Na początek zakwestionowana została podstawa prawna, czyli to coś, co podaje się w nagłówku uchwały. Kierując się regulaminem konsultacji z Łodzi, który zresztą został niedawno przyjęty i również był sprawdzany pod kątem prawnym, podaliśmy jako podstawę prawną art. 18 ust. 2 pkt 15 w związku z art. 5a ust. 2 ustawy o samorządzie gminnym, co, tłumacząc na ludzki, oznacza, że rada gminy może podejmować uchwały w innych sprawach, które leżą w jej kompetencjach, niż tylko te, które zostały wymienione w art. 18 ust. 2, a są to m.in. zasady i tryb przeprowadzania konsultacji z mieszkańcami, na co wskazuje art. 5a ust. 2. Pani radca uważa to za błąd, albowiem jej zdaniem powinniśmy byli podać jedynie art. 5a ust. 2. Nie ma problemu, możemy ten pierwszy artykuł wykreślić z projektu uchwały.

Druga rzecz, na którą zwróciła uwagę pani radca to to, że w § 1 regulaminu napisane jest, że „Konsultacje społeczne mogą zostać przeprowadzone w dowolnej, ważnej dla mieszkańców Sopotu sprawie”, a, w jej opinii, czym innym jest sprawa „ważna dla mieszkańców” a sprawa „ważna dla gminy”. „Zważyć należy, że pojęcia te nie są tożsame” – pisze pani radca. Pokazuje to niestety sposób myślenia wielu osób, pracujących w urzędzie miasta, zgodnie z którym gmina to urząd, a nie mieszkańcy. Przytaczam więc raz jeszcze, w całości, pierwszy artykuł ustawy o samorządzie gminny, który tłumaczy, czym jest gmina:

Art. 1.
1. Mieszkańcy gminy tworzą z mocy prawa wspólnotę samorządową.
2. Ilekroć w ustawie jest mowa o gminie, należy przez to rozumieć wspólnotę samorządową oraz odpowiednie terytorium.

Tak więc: gmina to mieszkańcy. Te pojęcia są tożsame i nie ma żadnego rozdźwięku pomiędzy interesem gminy, a interesem mieszkańców, gdyż oznacza to dokładnie to samo. Na dobrą sprawę można by więc machnąć ręką i napisać: „ważnej dla gminy Sopot sprawie”. Wydaje mi się jednak, że w związku z tym, że niektórzy mieszkańcy Sopotu również myślą, że gmina to urząd miasta, to lepsze będzie użycie słowa „mieszkańcy” tak, jak zrobiono to w Słupsku i w Łodzi, aby dla wszystkich było jasne, o czyje dobro chodzi.

Zastrzeżenia wzbudził także punkt § 1.3 b, zgodnie z którym „Celem konsultacji społecznych jest rozstrzygnięcie sprawy dotyczącej wspólnoty samorządowej, przy udziale mieszkańców Sopotu.” W ocenie pani radcy ten punkt jest niezrozumiały i niezgodny z prawem, bo prowadzi do tego, że prezydent lub rada miasta będą musieli zrobić to, czego oczekują od nich mieszkańcy. Obawę pani radcy budzi również to, że może się zdarzyć tak, że prezydent będzie zobowiązany do zrobienia czegoś, co jest niezgodne z prawem i wówczas to on poniesie za to odpowiedzialność, a nie mieszkańcy. Tak oczywiście nie jest. Wynik konsultacji społecznych nie jest wiążący ani dla prezydenta, ani dla radnych. Prezydent nie musi się stosować do woli mieszkańców, jeżeli jest ona niezgodna z prawem. Aby nie było w tej kwestii wątpliwości, można dodać na koniec regulaminu zdanie „Wyniki konsultacji nie są wiążące dla Prezydenta i Rady Miasta”. Ale nawet bez tego zdania tak jest, bo wynika to z wolnego mandatu radnych i prezydenta, co oznacza, że nie są oni związani wolą wyborców i jest to zapisane w ustawie, więc nie można tego znieść uchwałą, która jest aktem prawnym niższego rzędu.

Natomiast cel organizowania konsultacji (czyli  § 1.3) został przedstawiony w dwóch podpunktach dlatego, że obejmuje on dwie, nieco różne sytuacje. Pierwszy punkt dotyczy sytuacji, w której jest już gotowy jakiś pomysł, na przykład projekt parku, i radni lub prezydent chcieliby przedstawić go mieszkańcom i usłyszeć ich opinię na jego temat (§ 1.3 a – celem konsultacji społecznych jest poznanie opinii mieszkańców Sopotu w danej kwestii i przedstawienie jej Prezydentowi i Radzie Miasta). Druga z kolei opcja jest taka, że nie ma jeszcze gotowego rozwiązania, a jest jedynie problem do rozstrzygnięcia. Regulamin stwarza więc możliwość do tego, by członkowie wspólnoty samorządowej, czyli zarówno mieszkańcy, radni, prezydent, jak również urzędnicy, mogli się spotkać i porozmawiać, na przykład o tym, jak rozwiązać kwestię korków ulicznych czy budowy nowych ścieżek rowerowych. Taki właśnie jest sens zakwestionowanego przez panią radcę § 1.3 b.

Pani radca uważa również, że § 5 regulaminu („Koszty związane z prowadzeniem konsultacji społecznych pokrywane są z budżetu miasta Sopotu”) jest zbędny, albowiem nie ma innego podmiotu, który mógłby pokrywać koszty organizowania konsultacji. No, niezupełnie. W związku z tym, że, zgodnie z regulaminem, konsultacje mogą być ogłaszane również na wniosek grupy co najmniej 200 mieszkańców Sopotu, ktoś może wpaść na pomysł, że skoro to wniosek mieszkańców, a nie prezydenta, to niech mieszkańcy pokryją koszty konsultacji. Aby tego uniknąć, § 5 powinien pozostać. Nie ma tu niebezpieczeństwa, że na konsultacje będzie wydawany majątek, albowiem określony w nim został także pakiet podstawowych wydatków, które mają być pokrywane z budżetu miasta i wcale nie są one duże: udostępnienie sali,  rozpowszechnienie informacji o konsultacjach w sposób określony w par. 7 ust. 1, druk ankiet i wynagrodzenie dla moderatora. Powołanie zespołu ekspertów, z czym mogłyby się wiązać większe koszty, mogłoby się odbywać dopiero za zgodą Rady Miasta Sopotu, która miałaby ustalić, czy jest to uzasadnione.

Kolejną kwestią jest brak „wskazania podmiotu decydującego o formie konsultacji” w § 6. I tu zgoda, warto dodać punkt, który będzie to określał wprost – w domyśle był to prezydent, jednak nie zostało jednoznacznie powiedziane. Czy jednak musi to być prezydent? Forma przeprowadzenia konsultacji jest kluczowa, jak również wybór moderatora. Kto zatem ma organizować konsultacje i je prowadzić? Z doświadczeń innych miast wynika, że konsultacje idą sprawnie tam, gdzie jest osoba, która potrafi je dobrze poprowadzić, w większych miastach może być nawet cały wydział do spraw konsultacji społecznych. Jak to rozwiązać w Sopocie? Tę kwestię proponuję pozostawić na dziś otwartą i porozmawiać z radnymi i pracownikami urzędu, by osiągnąć tu konsensus. Chodzi bowiem o to, by wszyscy zgadzali się z tym, jak mają być przeprowadzane konsultacje i by było to dla wszystkich jasne dlaczego właśnie tak, a nie inaczej. Propozycja z naszej strony jest więc taka, by utworzyć roboczy zespół ds. regulaminu konsultacji, który by się zajął ustaleniem tych szczegółów. W jego skład weszliby zainteresowani radni, pracownicy urzędu miasta, którzy mieliby potem zajmować się organizowaniem konsultacji oraz inicjatorzy projektu (czyli my). Otwarte spotkanie też mogłoby się odbyć, aby zainteresowani mieszkańcy Sopotu również mogli się wypowiedzieć. Do ustalenia byłaby wówczas jeszcze kwestia, kto jest odpowiedzialny za liczenie głosów, czyli § 8.13.

Ostatnia uwaga pani radcy dotyczy § 12.2 („Jeżeli w danej sprawie pojawiły się nowe okoliczności, to decyzję o ponownym przeprowadzeniu konsultacji społecznych może podjąć Rada Miasta Sopotu, większością 2/3 głosów”), albowiem, w jej opinii, pojęcie „nowe okoliczności” jest zbyt ogólne. Pozwolę sobie się z tym nie zgodzić, gdyż nie wiadomo, jakie dokładnie okoliczności mogą sprawić, że konsultacje trzeba będzie powtórzyć. A o tym, czy okoliczności te są na tyle istotne czy nie, ma decydować właśnie rada miasta. Nie upieram się jednak przy 2/3 głosów. Może to być zwykła większość. Intencja tych 2/3 była taka, by konsultacje były powtarzane wtedy, gdy dla większości radnych jest to oczywiste, a nie są to jedynie podchody grupy radnych. Ale zaznaczam, tu się nie upieram.

W ramach podsumowania dodam jeszcze, że do dobrze prowadzonych konsultacji tak naprawdę nie jest potrzebny superregulamin, w którym są ustalone wszystkie szczegóły konsultacji. Jeżeli jest dobra wola i chęć współpracy z mieszkańcami, to te wszystkie zapisy stają się drugorzędne. I to ta dobra wola jest podstawą dla dobrych konsultacji społecznych.

a) rozstrzygnięcie sprawy dotyczącej wspólnoty samorządowej, przy udziale mieszkańców Sopotu.


Komentarz