Konferencja klimatyczna w Kopenhadze zakończyła się klapą. To nic strasznego. Gorzej, że cele, które zostały tam zaproponowane, nijak się mają do potrzeby zapewnienia ochrony klimatu naszej planety. Pobawiłem się chwilę symulatorem emisji dwutlenku węgla i w żadnym z ustawień nie udało mi się ograniczyć wzrostu średniej temperatury na Ziemi do 1,5°C (1). Zakładam, że symulator jest zepsuty. Przyjęty w Kopenhadze cel – nie więcej niż 2°C ocieplenia, nie gwarantuje ocalenia lodu morskiego w Arktyce, raf koralowych, ani wielu małych wysp, jak Malediwy czy Kiribati. Bez lodu w Arktyce w całym rejonie zrobi się cieplej, bo ciepło ze słońca będzie pochłaniane przez Ocean Arktyczny, zamiast odbijane przez lód.
Ochrona klimatu ma na celu zapewnienie ludziom i przyrodzie dobrych warunków do życia, przede wszystkim wystarczającej ilości wody i pożywienia. Zaproponowane 2°C to tylko średnia dla całej planety, lokalne zmiany temperatur mogą być znacznie większe. Może to oznaczać długotrwałe susze, powodzie, a przez to zniszczone plony. Suszą jest szczególnie zagrożona Afryka Południowa, a także południowy-zachód Stanów Zjednoczonych. Efekt ocieplenia, który jest spowodowany wzrostem stężenia gazów cieplarnianych w atmosferze, ma opóźniony zapłon, bo oceany rozgrzewają się bardzo powoli. Oznacza to, że nawet jeżeli przestalibyśmy dzisiaj spalać węgiel, gaz i ropę, to pełne skutki poprzednich emisji CO2 odczujemy dopiero w przyszłości. Pomimo deklaracji, że celem jest nie przekroczenie 2°C ocieplenia, propozycje, które realnie były na stole w Kopenhadze, mogą doprowadzić do wzrostu średniej temperatury aż o 3,9°C (2). To dużo za dużo.
Od strony czysto technicznej, nawet całkowite przestawienie się na energetykę odnawialną jest możliwe, i to przy wykorzystaniu dostępnych teraz technologii. Zatem zróbmy to. Duża ilość lokalnych działań może przynieść lepszy skutek niż mgliste deklaracje polityków. Przykłady rozwiązań z Vauban w Niemczech czy BedZed w Londynie pokazują, że nie musi się wiązać to z utratą jakości życia, a nawet może ją poprawiać.
Potrzebne jest także wsparcie dla inicjatyw w krajach rozwijających się, gdzie ludzie nie są w stanie sami ruszyć z ochroną lasów czy wprowadzaniem ekologicznego rolnictwa. Na południu Madagaskaru, mała organizacja Hoavy pomaga farmerom z wioski Ranobe w prowadzeniu szkółki drzew i we wprowadzaniu ekologicznych technologii. Ranobe leży na skraju jednego z ostatnich fragmentów suchego lasu, z którego wiele gatunków roślin i zwierząt nie występuje nigdzie indziej na świecie. Obok wioski znajduje się także zarastające trzcinami jezioro. – Kiedy przyjechaliśmy do Ranobe po raz pierwszy, dwa lata temu – pisze Martina Petru z Hoavy,- poziom wody w jeziorze był wyższy o 2 metry.
W tym roku deszcze przyszły o kilka miesięcy później niż zazwyczaj. Plony były mizerne, a mieszkańcy okolicznych wiosek wypalają las, by zwiększyć obszar swoich upraw. Pola ryżowe zakładane są także na brzegu jeziora. Dalsze zmiany klimatu i nieregularne opady deszczu mogą jeszcze pogorszyć sytuację w tym regionie. Zagrożone są nie tylko lasy, ale także życie tych ludzi. W październiku mieszkańcy Ranobe również wzięli udział w międzynarodowej akcji 350 tak, jak Sopot, Londyn czy Waszyngton. Posadzonych zostało obok wioski 350 sadzonek z 13 lokalnymi gatunkami drzew, a w szkółce rośnie sobie 3500 następnych sadzonek z 50 gatunkami drzew i czeka na wysadzenie do ziemi.
Poniżej kilka zdjęć z Ranobe:
Kuchenka słoneczna.
Udoskonalona, energooszczędna kuchenka na drewno.
Sprytne rozwiązane w przydomowym ogródku - woda z umytych naczyń nawadnia rośliny. Ogrodzenie ma chronić przed zjedzeniem roślin przez zwierzęta.
Przypisy:
1. C-Learn, The International Climate Change Simulation, http://forio.com/simulation/climate-development/index.htm. Naprawdę, mogli dodać tam także optymistyczne scenariusze ;)
2. Sustainability Institute, Scoreboard Science and Data, http://climateinteractive.org/scoreboard/scoreboard-science-and-data/climate-interactive-scoreboard