29 października
2009
Marcin Gerwin
airbus---caribb

Zdjęcie: Caribb/Flickr.

Na dzisiejszej sesji rady miasta ustalono, że mieszkańcy Sopotu dołożą się do rozbudowy lotniska w Rębiechowie. Wydamy na to 5 milionów zł w dwóch ratach. A podobno były braki w budżecie miasta. Od strony formalnej nazywa się to objęciem udziałów (4%), które w teorii można będzie sprzedać, pod warunkiem oczywiście, że ktoś będzie chciał je kupić. W teorii również te udziały mogą przynosić zyski. Projekt został przedstawiony jako niezbędny do dalszego rozwoju Sopotu. Czy tak jest rzeczywiście?

Lotnisko jest oczywiście przydatne i fajnie jest móc lecieć gdzieś bezpośrednio, bez przesiadki, a większe lotnisko będzie się wiązało prawdopodobnie z większą liczbą bezpośrednich połączeń. Korzystają dziś z niego zarówno mieszkańcy Trójmiasta jak i turyści przyjeżdżający do Sopotu na wakacje. Pytanie jednak brzmi, czy na pewno będzie lepiej, jeżeli do Sopotu przyjedzie więcej turystów, a taka jest przede wszystkim intencja pomysłodawców projektu? Aha, padł także argument, że dzięki większemu lotnisku może uda się zbudować pod Gdańskiem tor formuły 1. Super. O niczym innym nie marzę.

Słuchając dyskusji na temat rozbudowy lotniska odniosłem wrażenie, że rozwój Sopotu oznacza zabudowanie każdego skrawka terenu hotelami, najlepiej ekskluzywnymi, do których co roku będzie przyjeżdżał tłum turystów, wydających na prawo i lewo pieniądze, dzięki czemu będzie więcej środków na budowę jeszcze większej liczby atrakcji turystycznych, które przyciągną jeszcze większą liczbę turystów. Przyznaję to otwarcie: nie to uważam za rozwój Sopotu. Nie chciałbym, żeby Sopot zamienił się w Monte Carlo. Wolę mały Sopot, z terenami zielonymi, gdzie latem można przejść swobodnie przez Monciak, zamiast przepychać się przez tłum.

monte-carlo-Kjunstorm

Monte Carlo - też kurort nad morzem, nawet molo jest. Jednak charakter tego miasta jest trochę inny... Zdjęcie: Kjunstorm/Flickr.

sopot

Ta rycina z Sopotem sprzed lat wisi w holu w urzędzie miasta. Jeżeli miałbym wybierać, to wolałbym mieszkać w takim Sopocie niż w Monte Carlo.

A gdyby tak postanowić, że w Sopocie nie powstanie już żaden nowy hotel? Te, co już są zaplanowane, OK, ale żaden kolejny, najwyżej pokoje gościnne w istniejących budynkach? Dlaczego? Po to, by nie zwiększać tłoku na Monciaku, na molo, na plaży i na parkingach. Wydaje mi się, że na takim rozwiązaniu skorzystają zarówno mieszkańcy jak i turyści, dla których mniejszy tłok może oznaczać lepszą jakość wizyty w Sopocie. To nie jest tak, że musimy zabudować wszystko. Otwarte tereny zielone i parki też mają swoją wartość.


4 komentarze

  1. Waldemar
    29/10/2009

    Panie Marcinie,
    Zwykle sie zgadzam z pogladami wyrazanymi w pana artykulach.
    Jednakze tym raze Pana zdanie na temat rozbudowy lotniska nie pokrywa sie z moim.. prosze nie ograniczac tej kwesti tylko do turystow – prosze pamietac o tych wszystkich osobach, ktore udaja sie do pracy korzystajac z samolotow – np marynarze, ktorych w 3M i w Sopot jest znaczna ilosc…
    Niestety od rozwoju cywilizacyjnego nie uciekniemy.. a idac pana tokiem myslowym nalezaloby tez nie inwestowac w porty, promy i drogi.. no bo ich rozwoj przyczyni sie do wiekszej ilosci turystow w 3M….
    Prosze tez nie stawiac znaku rownosci pomiedzy rozbudowa lotniska a „zabudowywaniem wszystkiego”… trzeba rzeczywiscie pilnowac bysmy nie zabudowywali wszystkich terenow… ale z rachunkiem ekonomicznym ciezko bedzie wygrac…
    Pozdrawiam
    walter_sopot

  2. 29/10/2009

    Wiem, że lotnisko to temat kontrowersyjny, ale tu nie chodzi tylko o możliwość dostania się do pracy czy wycieczki na wakacje, lecz o całościową wizję rozwoju miasta. Nie proponuję zamknięcia lotniska, ale pozostawienie go w obecnej wielkości. Pamiętam co się działo w ubiegłym roku, kiedy cena ropy podskoczyła do góry i masowo były zamykane połączenia lotnicze, a niektóre linie lotnicze znalazły się na krawędzi bankructwa. Z badań zasobów ropy wynika, że zaczną się one kurczyć w przeciągu kilku następnych lat. Najszybciej będzie znikać z rynku ropa tania, którą łatwo wydobyć. Do eksploatacji pozostaną złoża trudno dostępne, a co za tym idzie drogie. To z kolei przekłada się na ceny biletów, a także wysokość ich sprzedaży. Polecam na ten temat publikację „Preparing for Peak Oil”:
    http://www.odac-info.org/sites/odac.postcarbon.org/files/Preparing_for_Peak_Oil.pdf

    Jeżeli natomiast chodzi o dalszą rozbudowę sieci dróg, to pewnie tutaj również będę nieco w osamotnieniu, ale wydaje mi się ona zbędna. Jasne, autostrady są wygodne, ale koszty ich budowy są zbyt wysokie, a do tego dochodzą jeszcze kwestie ekologiczne i społeczne. Postawiłbym na utrzymanie w dobrym stanie tego co jest i lepszą sieć pociągów i autobusów, a całą resztę przeznaczył na ochronę zdrowia i inne projekty. To naprawdę jest masa pieniędzy.

    Wybór kierunku rozwoju należy wyłącznie od nas samych i nie ma żadnych przeszkód, by zmierzać w stronę gospodarki lokalnej.

  3. Paweł Krzyżanowski
    29/10/2009

    Panie Waldemarze,

    Poprę słowa Pana Marcina właśnie argumentując to granicami wzrostu. Rozbudowa lotniska nie jest związana z przelotami służbowymi, ale z rozwojem turystyki masowej, o czym dobrze wiemy. Uważam, że turystyka masowa oraz związane z tym inwestycje w infrastrukturę stają się jednym z głównych zagrożeń dla środowiska naturalnego naszej planety. Nie chodzi o ilość, chodzi o jakość. Czy wreszcie dojrzejemy do tego, że rozwój gospodarczy oparty na ilości nie prowadzi do niczego dobrego?

  4. Ampersand
    29/10/2009

    Lotnisko to infrastruktura konurbacji, jak elektrownie, wodociągi, wysypiska śmieci i lepiej żeby jego struktura własnościowa odzwierciedlała strukturę społeczności, których funkcjonowanie jest z nim związane. Dzięki temu możliwa jest wspólna odpowiedzialność wszystkich, którzy z niego korzystają. To, że akurat leży na terytorium Gdańska chyba nie ma znaczenia – gdyby na wsi była jedna latarnia, to utrzymywać miałby ją właściciel chałupy przy której stoi?
    Dlatego korzystamy, czy nie, mamy wizję jego rozwoju lub zburzenia, i tak do nas należy i tak – jak jezioro z którego wszyscy czerpią wodę i powinni wspólnie dbać. Czy będziemy je wykorzystywać, czy będziemy proponować zasypanie – do bieżących inwestycji wypada się dołożyć.

    A że pięć dużych baniek pójdzie bez pytania mieszkańców o opinię i bez możliwości debaty, to inna para kaloszy – lepiej niech sobie na stronach dyskutują…

Komentarz