14 maja
2009
Marcin Gerwin
monciak-new

Ul. Bohaterów Monte Cassino.

Demokracja oznacza, że mieszkańcy państwa lub lokalnej społeczności sami decydują o swoim życiu. Mieszkańcy  lokalnej społeczności, czyli np. miasta, mogą zatrudniać pracowników do pomocy w prowadzeniu swoich wspólnych spraw, tak samo jak wspólnota mieszkaniowa zatrudnia administratora budynku, który sprawdza czy przecieka dach i organizuje jego remont zgodnie z zaleceniem mieszkańców. Mieszkańcy Sopotu, zgodnie z art. 16 konstytucji tworzą wspólnotę samorządową, która zatrudnia prezydenta, radnych i wszystkich pozostałych urzędników. W czasie głosowania w wyborach lokalnych wybieramy administratora naszego miasta. Nie gospodarza. Administratora.

Właścicielem wszystkich terenów publicznych w Sopocie, od alejek nad morzem i kamienic komunalnych, poprzez szkoły i biblioteki, a kończąc na ratuszu miasta są mieszkańcy Sopotu. Molo, Monciak i plaża również stanowią wspólną własność mieszkańców Sopotu. Urzędnicy to ni mniej ni więcej tylko nasi pracownicy, którzy tymi terenami opiekują się w naszym imieniu. Problem polega jednak na tym, że nie mamy dziś możliwości podejmowania wspólnie decyzji, które moglibyśmy przekazać swoim pracownikom. Dziś możemy co najwyżej zagłosować na pakiet pomysłów, które znajdują się w programie wyborczym danego kandydata i, choć z jednymi pomysłami możemy się zgadzać, a z innymi nie, to nie mamy możliwości wybrania tylko tych projektów, które chcielibyśmy poprzeć.

dolina-potoku-grodowego

Dolina potoku Grodowego.

Czy można robić to inaczej? Tak. Mieszkańcy mogą się spotykać na otwartych spotkaniach, rozmawiać o bieżących sprawach, podejmować decyzje i przekazywać je do realizacji. To nie jest to samo, co referendum. W przypadku referendum nie ma możliwości wysłuchania opinii innych osób, nie ma okazji do rozmowy pomiędzy mieszkańcami w sprawach miasta. Spotkania mieszkańców są przydatne do tego, aby móc poznać opinię innych osób i być może nawet zmienić swoją decyzję, po wysłuchaniu racji innych.

Jak może to wyglądać w praktyce? Nasza propozycja jest taka, by np. w sprawie zagospodarowania terenów zielonych wokół grodziska decyzję podjęli bezpośrednio mieszkańcy Sopotu na otwartym spotkaniu, o którym wszyscy zostaną wcześniej poinformowani. Na takim spotkaniu będzie można usiąść nad planem i działka po działce dyskutować o tym, co chcielibyśmy tam widzieć – plac zabaw, piaskownicę, miejsce do opalania się czy zadrzewiony park. Na koniec odbywa się głosowanie i pomysły trafiają do realizacji. Proponujemy, aby obowiązywała zasada „Decydują zainteresowani”, czyli decyzję podejmują ci, którzy przyszli na spotkanie i uczestniczyli w dyskusji.

Spotkania mogłyby być prowadzone na zasadach Open Space, gdzie wszystkie zgłaszane propozycje są traktowane na równi, a tematy do rozmowy ustalają sami jego uczestnicy. W razie potrzeby mogłoby w danej sprawie odbyć się więcej niż jedno spotkanie tak, aby dać czas na zastanowienie się nad tym, która propozycja jest najlepsza. Dopiero na ostatnim spotkaniu (np. tydzień później) byłaby podejmowana ostateczna decyzja.

Doświadczenia z innych miast na świecie, jak na przykład z Porto Alegre, pokazują, że taki sposób zarządzania miastem pozwala podejmować decyzje zgodnie z realnymi potrzebami mieszkańców. Tworzą się także więzi pomiędzy mieszkańcami i poczucie wspólnej sprawy, dzięki czemu podnosi się jakość życia. Spróbujmy demokracji w Sopocie. Może tutaj także się uda.


3 komentarze

  1. Aleksander
    15/05/2009

    Uważam że czas najwyższy byśmy mocniej zaakcentowali swoje prawa do uczestnictwa w decyzjach dotyczących przyszłości naszego miasta. Urzędnicy miejscy, nawet nasi współobywatele, niestety traktują przestrzeń komunalną jako swoją suwerenną domenę. Wiedzą lepiej i uważają że to oni są powołani by układać nam życie. Protekcyjne klepanie po plecach gdy nieśmiało dzielimy się wątpliwościami, wrogość gdy próbujemy mocniej forsować swoje poglądy inne od urzędowych, fetysz słowa „inwestor”, który wyrasta na podstawowy podmiot miejskiej polityki to niestety norma. To w oczywisty sposób rodzi patologie, szukanie luk w prawie, możliwości „ułatwienia” ciężkiego urzędniczo-inwestorskiego żywota, który jakżeby był wspaniały gdyby nie mieszkańcy – obywatele. To musi się zmienić, bo alternatywą jest trwałe zaprzepaszczenie wielu atutów naszego miasta.

  2. Paweł Krzyżnowski
    15/05/2009

    Aleksander,

    Święte słowa. Dziś się liczy wyłącznie inwestor. Reszta to dodatek. Dlatego należy te role odwrócić. I dlatego bardzo ważne są takie inicjatywy jak ta.

  3. Krzysztof
    24/05/2009

    Zgadzam się w zupełności. Mieszkańcy stali się kulą u nogi urzędników, ich potrzeby przeszkodą w realizacji inwestycji nie służących mieszkańcom. Potencjał Sopocian we wszyskich znaczeniach tego słowa nie jest od dawna wykorzystywany…

Komentarz