Temat: Ordynacja wyborcza

Liczenie głosów w Irlandii. Zdjęcie: informatique/Flickr.
Jeżeli poseł lub radny przekroczy obecnie wydatki na kampanię wyborczą, może go spotkać kara finansowa. A gdyby zmienić prawo w taki sposób, że po przekroczeniu limitu wydatków traciłby od razu mandat, dlatego, że zdobył go niezgodnie z regułami kampanii? Czy okręgi jednomandatowe, które zostały wprowadzone we wszystkich gminach w Polsce, oprócz miast na prawach powiatu, są na pewno dobrym rozwiązaniem? Jak działa ordynacja, która stosowana jest w Irlandii – pojedynczy głos przechodni, czyli STV? Czy uszeregowanie kandydatów w kolejności preferencji, zamiast postawienia jednego krzyżyka, sprawdza się w praktyce? O tym, i o innych kwestiach związanych z wyborami, opowiadał na drugim spotkaniu w ramach “Warsztatów z demokracji” dr Piotr Uziębło. Fragmentów jego wypowiedzi można posłuchać na nagraniu poniżej (w dyskusji pojawiają się również głosy, między innymi, Macieja Sandeckiego z Gazety Wyborczej oraz Marii Klaman ze Świetlicy Krytyki Politycznej w Gdańsku, którzy prowadzili to spotkanie). Trzecie spotkanie już 13 lutego, o godz. 18.00, a jego tematem będą rozwiązania zapewniające bezpośredni wpływ mieszkańców na sprawy ich lokalnych społeczności, czyli na przykład budżet obywatelski. (więcej…)

Zdjęcie: reway2007/Flickr.
Zwolennicy wprowadzenia okręgów jednomandatowych podkreślają czasem, że dzięki temu zmniejszy się dominacja partii politycznych. Czy jest tak w rzeczywistości? Po raz pierwszy mieliśmy w tym roku wybory do senatu w okręgach jednomandatowych z głosowaniem większościowym – zgodnie z nowymi zasadami mandat w senacie otrzymuje w danym okręgu tylko jeden kandydat, ten, który uzyskał największą liczbę głosów. W porównaniu z poprzednią ordynacją i wyborami z 2007 roku, liczba senatorów niezależnych rzeczywiście się zwiększyła. Z jednego do czterech. PO ma teraz 63 miejsca w senacie zamiast 60, PiS 31 mandatów zamiast 39, a oprócz nich w senacie pojawiło się także PSL z dwoma mandatami. No i? Gdzie jest owo odpartyjnienie? (więcej…)

Zdjęcie: Take Back Parliament/Flickr.
Czy wspominałem już, że wybory z okręgami jednomandatowymi to zupełnie inna bajka, niż w przypadku ordynacji proporcjonalnej? Wprowadzenie okręgów jednomandatowych oznacza między innymi radykalne ograniczenie liczby kandydatów, których mamy, jako wyborcy, do wyboru podczas głosowania. Spójrzmy, jak to wygląda na przykładzie hrabstwa Somerset na południu Wielkiej Brytanii – w większości okręgów w tym hrabstwie startowało zaledwie trzech lub czterech kandydatów, a w okręgu Castle Cary było ich tylko… dwóch. Jak to wyglądało w Sopocie? W wyborach do rady miasta, w okręgu nr 1, było 50 kandydatów do wyboru, a w wyborach do sejmiku województwa, w samym tylko okręgu nr 2, w granicach którego leży Sopot, zgłosiło się 135 kandydatów. Jest pewna różnica, prawda? (więcej…)

Zdjęcie: Pieter Musterd/Flickr.
Zwolennicy okręgów jednomandatowych podkreślają często, że chodzi o odpowiedzialność radnych przed wyborcami. Jeżeli bowiem w danym okręgu jest tylko jeden radny, to cała uwaga mieszkańców skupia się na tym jednym radnym, co zobowiązuje go do większej aktywności, bo jeżeli wyborcy się zdenerwują, to w następnych wyborach nie będą chcieli na niego głosować. Taka argumentacja jest jak najbardziej uzasadniona. W czym więc problem? Aby zobaczyć, jak okręgi jednomandatowe mogą działać w praktyce, wyobraźmy sobie, że już weszły w życie i wybierzmy się na spotkanie z naszym radnym. Tak się złożyło, że radnym w naszym okręgu został pan X, który kandydował z niszowego komitetu “Na pohybel drzewom”, ale otrzymał 30% głosów, co dało mu pierwszą pozycję i mandat. (więcej…)

Zdjęcie: P J Spooner/Flickr.
Zatem już wiadomo: prezydent podpisał w środę Kodeks Wyborczy, co oznacza, że w większości miast w Polsce weszły okręgi jednomandatowe w wyborach do rady miasta (oprócz miast na prawach powiatu). Nie oznacza to jednak, że możemy w Sopocie odetchnąć i spać spokojnie, bo nas to nie dotyczy. Minister z kancelarii prezydenta zapowiada, że Bronisław Komorowski zamierza wnieść “poprawkę” do kodeksu, która ma wprowadzić okręgi jednomandatowe także w miastach na prawach powiatu, a zatem również w Sopocie, Gdańsku i Gdyni (1). Przyjrzyjmy się więc raz jeszcze temu, co oznacza to w praktyce. (więcej…)

Zdjęcie: lewishamdreamer/Flickr.
Do kolejnych wyborów lokalnych zostało jeszcze sporo czasu, jest to więc dobry moment na to, aby przyjrzeć się ordynacji wyborczej i wprowadzić w niej trochę zmian. Właściwie to sporo zmian. Ordynacja proporcjonalna, którą mamy obecnie, ma swoje plusy, jak właśnie ów proporcjonalny podział mandatów, który pozwala uniknąć sytuacji, że zwycięzca bierze wszystko, jednak brak możliwości głosowania bezpośrednio na osobę, a także konieczność startowania kandydatów z listy komitetu wyborczego, zamiast indywidualnie, sprawiają, że nie jest to ordynacja, którą tygrysy lubią najbardziej. (więcej…)
Z punktu widzenia wyborcy, głosowanie metodą STV jest bardzo proste: idziemy do lokalu wyborczego, odbieramy kartę do głosowania i piszemy “1″ przy nazwisku kandydatki lub kandydata, którego najchętniej widzielibyśmy w radzie miasta, “2″ przy nazwisku kandydatki lub kandydata, którego wybralibyśmy do rady miasta w drugiej kolejności, itd. Możemy również zaznaczyć tylko “1″, jeżeli uważamy, że tylko jedna kandydatka lub kandydat spełnia nasze oczekiwania. I… to wszystko. Wrzucamy głos do urny i możemy czekać na wynik wyborów. Co jednak dzieje się dalej z naszymi głosami? Jak przeliczane są na mandaty? (więcej…)

Zdjęcie: lewishamdreamer/Flickr.
Przyzwyczailiśmy się do tego, że idąc na głosowanie do rady miasta stawiamy krzyżyk przy nazwisku tylko jednego kandydata. Czy można głosować inaczej? Można. Można uszeregować kandydatów w wybranej kolejności, zaznaczając w kratkach 1, 2, 3…, od najlepszego naszym zdaniem kandydata, aż do najgorszego. Jeżeli ktoś chce, to może również wpisać cyferkę tylko przy nazwisku jednego kandydata lub dwóch. Metoda ta nazywa się STV, od jej angielskiej nazwy “Single Transferable Vote”, czyli pojedynczy głos przechodni (głos jest przechodni w takim sensie, że jeżeli przy liczeniu głosów okaże się któryś z kandydatów zostaje wybrany lub odpadnie, to nasz głos przechodzi na kolejną osobę z listy zaznaczonych przez nas preferencji). Co to daje? Przede wszystkim to, że do rady miasta zostają wybrane osoby, które cieszą się autentycznie największym poparciem mieszkańców. W tej metodzie można bowiem głosować na osobę, a nie na komitet. Oprócz tego jest jeszcze jedna korzyść – na cały Sopot może być tylko jeden okręg wyborczy, dzięki czemu radni będą odpowiedzialni przed wszystkimi mieszkańcami Sopotu, a nie tylko przed wyborcami ze swojego okręgu, jak obecnie, czy w przypadku okręgów jednomandatowych. (więcej…)

Momencik... 

