15 czerwca
2015
Marcin Gerwin

Zdjęcie: Steven Vance/Flickr.

Gdy w jakimś mieście pojawia się nowy regulamin konsultacji społecznych, zwykle chętnie do niego zaglądam, by zobaczyć, jak to wyszło i czy może udało się zaproponować jakieś pozytywne rozwiązania. Do wprowadzenia nowych zasad konsultacji społecznych przygotowuje się Gdańsk, projekt uchwały w tej sprawie jest do pobrania tutaj. Po zajrzeniu do środka, na samym początku od razu zaskoczenie - jako jeden z celów przeprowadzania konsultacji społecznych wymienia się „pozyskanie społecznego zrozumienia dla projektowanych rozwiązań”. Hmm. Czyli innymi słowy oznacza to, że jeżeli prezydent lub radni obmyślą sobie jakiś projekt, to będą potem mogli przeprowadzić konsultacje po to, by przekonać mieszkańców i mieszkanki, że jest to projekt słuszny. Tymczasem konsultacje społeczne powinny służyć zupełnie czemuś innemu - zasięgnięciu opinii mieszkańców i mieszkanek, by następnie podjąć jak najlepszą decyzję, zgodnie z ich oczekiwaniami. Na pewno natomiast nie służą przepychaniu gotowych rozwiązań.

Przyznam, że nieco intrygujący jest par. 3 ust. 5, zgodnie z którym „Konsultacje powinny być organizowane w sposób umożliwiający ich uczestnikom (…) wzięcie udziału w procesie konsultacji”. Coś tu nie wyszło. Zakładam, że jest to wpadka redakcyjna, więc nie ma potrzeby tego szerzej komentować.

Na plus warto natomiast wskazać przyznanie mieszkańcom możliwości zgłaszania wniosku o przeprowadzenie konsultacji społecznych, po zebraniu odpowiedniej liczby podpisów. Powinien być to standard w każdym mieście. Zostało jednak zaproponowane aż 1000 podpisów, co wydaje się być jak na Gdańsk nadmiernie wysoką liczbą, jeżeli weźmie się pod uwagę, że wniosek może być od ręki odrzucony. Co więcej, podana została tylko jedna liczba dotycząca wymaganych podpisów, co oznacza, że tyle samo podpisów trzeba będzie zebrać w sprawie dotyczącej całego miasta, jak i nawet najmniejszej dzielnicy. Warto więc wprowadzić osobną liczbę podpisów dla konsultacji społecznych na poziomie dzielnicy, a drugą wyższą, na przykład 500, na poziomie całego miasta. W związku z tym, że dzielnice Gdańska bardzo różnią się liczbą ludności (od mniej niż 2 tysiące, do powyżej 40 tysięcy), liczbę wymaganych podpisów można powiązać z liczbą mieszkańców dzielnicy. Kolejna rzecz, która bardzo by się przydała, to określenie liczby podpisów, po zebraniu której przeprowadzenie konsultacji byłoby obowiązkowe – na przykład 2500 na poziomie całego miasta.

Do rozważenia jest także, czy decyzję w sprawie przeprowadzenia konsultacji społecznych powinna podejmować rada miasta czy, jak zostało to zaproponowane w Gdańsku, prezydent. Przyznając tę kompetencję prezydentowi można zakładać, że będzie to ścieżka szybsza. Minusem jest jednak to, że jeżeli decyzję podejmował będzie prezydent, to nie odbędzie się publiczna debata w tej sprawie na sesji rady miasta (co ważne jest w sytuacji, gdyby wniosek o przeprowadzenie konsultacji miał zostać odrzucony).

W gdańskim projekcie regulaminu konsultacji wymieniona została długa lista form ich przeprowadzania, jak wysłuchanie publiczne i sondaż opinii (w tym nawet jakościowy). Zastanawia mnie jednak, czym są „panele eksperckie”, gdyż o czymś takim nie słyszałem, a definicji nie podano. Na tej długiej liście zabrakło natomiast panelu obywatelskiego, który jest, moim zdaniem, jednym z najlepszych sposobów przeprowadzania konsultacji społecznych, a ponadto odbył się już raz w Gdańsku, więc nie jest to aż taka nowość w tym mieście.

Nie bardzo rozumiem także, dlaczego konsultacje miałyby być przeprowadzane za każdym razem w co najmniej dwóch formach jednocześnie. W ten sposób można bowiem uzyskać dwa, całkowicie różne wyniki konsultacji – inny może być na przykład wynik debaty publicznej, a na co innego może wskazywać ankieta. Co wówczas zrobić z takim wynikiem, jak go interpretować? Jest zdecydowanie lepiej, jeżeli wynik konsultacji będzie jednoznaczny. To nie jest tak, że im więcej form konsultacji zastosuje się naraz, to tym bardziej trafny uzyskamy wynik. Każda forma konsultacji ma jakiś sens i powinno się ją stosować w określonej sytuacji. Zastanawiam się także, czym różni się otwarte spotkanie z mieszkańcami od debaty publicznej? Myślałem, że to jest to samo.

Regulamin dopuszcza udział w konsultacjach zewnętrznych ekspertów, nie precyzuje jednak, kto będzie ich wskazywał. Czy ma to robić wyłącznie prezydent? Radni? Czy możliwość wyboru ekspertów będą mieli mieszkańcy i mieszkanki biorący udział w konsultacjach? Jeżeli tak, na jakich zasadach? Jeżeli nie, dlaczego nie? Myślę bowiem, że wszyscy zgodzimy się, że jeżeli okazałoby się, że prezydent zamawia dwie lub trzy ekspertyzy wyłącznie po to, by wykazać, że jego (lub jej) pomysł jest świetny, to nie ma większego sensu. Przynajmniej z perspektywy mieszkańców i mieszkanek.

Z kolei na plus propozycji gdańskiego regulaminu warto zaliczyć to, że w raporcie podsumowującym konsultacje ma być podawane uzasadnienie, dlaczego odrzucone zostały jakieś wnioski zgłoszone w ramach konsultacji. Brakuje natomiast możliwości zgłaszania protestu w sprawie nieprawidłowego przeprowadzenia konsultacji społecznych. Taki protest mogłaby rozpatrywać rada miasta i jeżeli zostałby on uwzględniony, wówczas konsultacje mogłyby zostać powtórzone.

Dobrze jest również, że regulamin zapewnia prowadzenie strony internetowej na temat konsultacji społecznych. Niemniej jednak w całym regulaminie jest do poprawienia, moim zdaniem, sporo różnych kwestii. Część z nich to drobiazgi, inne natomiast, jak wprowadzenie paneli obywatelskich i zróżnicowanie liczby podpisów w zależności od tego, czy konsultacje mają się odbywać na poziomie miasta czy dzielnicy, wydają mi się kluczowe i zdecydowanie warto to jeszcze dodać.


Komentarz