6 kwietnia
2014
Marcin Gerwin

Werona, Piazza delle Erbe.

Czy architektura może być „żywa” lub „martwa” w odbiorze? Sprawdźmy to na kilku przykładach. Zacznijmy od dwóch miast położonych nad morzem – Gdańska i Bergen w Norwegii. To zestawienie może budzić pewne zastrzeżenia, gdyż skala budynków jest inna i pełnią one różne funkcje. Jeżeli jednak chodzi o nasze potrzeby, to w zasadzie nie ma to znaczenia. Pytanie nie jest bowiem o przeznaczenie budynków, o to które z nich są większe, a które mniejsze. Pytanie dotyczy wyłącznie strony estetycznej. A brzmi ono tak: które budynki, zgodnie z twoim spontanicznym, wewnętrznym odczuciem, mają w sobie więcej życia?

Przykład 1: Europejskie Centrum Solidarności w Gdańsku i Bryggen (Nadbrzeże) - budynki handlowe w Bergen.

Przykład 2: kamienice na ulicy Parkowej w Sopocie - która z nich ma w sobie więcej życia?

Przykład 3: Pomorski Park Naukowo Technologiczny w Gdyni oraz deptak w Kopenhadze - które budynki mają w sobie więcej życia?

Przykład 4: centrum handlowo-usługowe przy dworcu w Sopocie i kamienica przy ul. Parkowej - który budynek ma w sobie więcej życia?

Na wszelki wypadek dodam, że nie proponuję, aby na terenach stoczniowych w Gdańsku powstały budynki, jak te w Norwegii. Nie twierdzę także, że secesyjne kamienice to jedynie słuszny styl w architekturze. To tylko przykłady dla porównania. Opcji jest znacznie więcej.

Sprawdźmy teraz, czy architektura, która jest uważana za „tradycyjną”, z różnych stron świata, jest żywa czy martwa w odbiorze?

Praga.

Totnes, Wielka Brytania.

Ginkaku-ji, Kioto, Japonia.

Werona, Piazza Bra.

Fort Ramnagar, Waranasi, Indie.

Smolnik, Bieszczady.

A teraz sprawdźmy, czy budynki, które są reklamowane jako „nowoczesne”, są żywe czy martwe?

Instytut Salka, Kalifornia, USA.

Wydział Biologii Uniwersytetu Gdańskiego.

Dom jednorodzinny w Argentynie.

ICHOT, brama Poznania.

Brama Łodzi.

Centrum biurowe Neptun w Gdańsku.

Siedziba TVP w Warszawie.

Czy nie jest to niezwykłe, że za „nowoczesne” uważa się dziś budynki, które są martwe w odbiorze i pozbawione uroku? Tego rodzaju architektura jest dziś wychwalana przez architektów, przyznaje się jej nagrody w konkursach i pokazuje się ją jako przykład do naśladowania. Czy nie było jednak bardziej trafne uważać ją za pomyłkę? Nowoczesnością może być przecież coś zupełnie innego – troska o tworzenie miast przyjaznych dla mieszkańców, projektowanie budynków, które mają urok i w pobliżu których chce się przebywać. Spektrum możliwości, które daje architektom żywa architektura jest ogromne. Nic tylko zacząć z tego korzystać.


10 komentarzy

  1. Teresa
    06/04/2014

    Oj, już drżę na myśl co zobaczymy jako dworzec + centra handlowe w Sopocie. Takie budowle przypominające olbrzymie przemysłowe kontenery budzą grozę w większych miastach, a w naszym małym Sopocie nie potrafię ich sobie wyobrazić.
    Zgadzam się, że nie na tym polega nowoczesność i uroda miasta.

  2. 06/04/2014

    Moim zdaniem dużo zależy od otoczenia. W tym sensie nie wrzucał bym wszystkich „nowoczesnych” budowli do jednego worka. Np. PPNT moim zdaniem pasuje do tej okolicy, w której jest z Gdynia Arena i stadionem w tle. Ten sam budynek w centrum Sopotu, czy gdzieś na Świętojańskiej wyglądałby słabo, jeśli nie koszmarnie ;-).

    Podobnie każdy z osobna budynek na Świętojańskiej (może tylko trochę okrojony z migających neonów) wyglądałby dobrze. Natomiast mnie osobiście odrzuca ten bieżący miszmasz na Świętojańskiej – każdy front inny, inny kolor, inna faktura, inny kształt (sylwetka). W zasadzie przedsiębiorcy działają tam na własną szkodę – dzięki temu miszmaszowi ludzie nie mają przyjemności ze spaceru w tamtej okolicy.

  3. GD
    08/04/2014

    Jakkolwiek porównanie „żywej” lub „martwej” w odbiorze architektury jest chwytliwym zabiegiem, o tyle niezbyt uczciwym. Od razu stawia całą dyskusję w „odpowiednim” świetle.

    Idąc tym tokiem można zapytać co jest bardziej „żywe” lub „martwe” w odbiorze:
    Arktyka lub Sahara czy amazoński las tropikalny lub rafa koralowa.

    I dlaczego słowo nowoczesne jest ujęte w cudzysłów? Wyraz ten oznacza „właściwy nowym czasom”, a więc jest jak najbardziej adekwatne do opisu współczesnej architektury.

  4. 10/04/2014

    W mojej ocenie „nowoczesny” i „współczesny” to nie jest to samo – wyobraźmy sobie, że w Sopocie powstaje kamienica, która wygląda, jak te tradycyjne z XIX wieku. Na pewno będzie to budynek współczesny, gdyż powstał w obecnych czasach. Czy powiemy jednak, że będzie to budynek nowoczesny? Raczej nie, bo za takie uznaje się budynki połyskujące szkłem lub betonowe. Z nowoczesnością jest po prostu związana pewna ideologia. I ta, którą mamy dziś, nie wydaje mi się wcale fajna ;) Zdecydowanie wolałbym, aby za nowoczesny uważać budynek, który będzie przyjazny dla ludzi. I nie widzę problemu w tym, że będzie nawiązywał estetyką do tradycyjnej architektury lub po prostu z niej korzystał.

  5. Agata
    10/04/2014

    Marcin! Podane przez Ciebie przykłady architektury „żywej” łączy tak naprawdę jedna rzecz: wyraźnie zakorzenienie w miejscu i czasie w którym ta architektura powstała. Nieco wyłamuje się z tego chyba tylko kamienica przy Parkowej która interpretuje w dość dowolny sposób różnorodne elementy dekoracyjne, wpisując je w bryłę odbiegającą skalą od ówczesnego otoczenia i w tym sensie porównanie do „dworca” wydaje się być uzasadnione. Nie zgodzę się że odbudowanie w XXI w. kamienicy pozornie (!) wyglądającej jak XIX wieczna to nie nowoczesna architektura, sposób budowania i rozwiązania mn konstrukcyjne są w takim przypadku nowoczesne ! tylko „opakowanie” myli obserwatora, taka realizacja to KŁAMSTWO! (i na dodatek niezgodne z ustaleniami Karty Weneckiej z 1964r!) Marcin rozważ proszę że architektura to nie tylko powłoka zewnętrzna i zdobienia, to przede wszystkim kontekst, otoczenie, funkcjonalność , architektura to miejsce życia DLA LUDZI, współczesnych ludzi! Architektura to język, a język to nie tylko zaśpiew, akcent, to konkretne znaczenia i stojąca za każdym słowem historia jego powstania, tak jak język architektura musi się zmieniać w czasie, jeżeli nie, wtedy dopiero staje się martwa!

  6. 11/04/2014

    Agata, z mojej perspektywy, jednym z podstawowych problemów ze współczesną architekturą jest przekonanie, że „nowe” musi wyglądać inaczej niż „stare”. Tyle tylko, że jeżeli przyjrzysz się mu bliżej, to nie ma dla niego żadnego merytorycznego uzasadnienia. W Twojej ocenie budynek, który dziś ma dawną estetykę, to „kłamstwo”. W mojej ocenie jest to kontynuacja.

  7. Agata
    12/04/2014

    Marcin! kontynuacja estetyki z przełomu XIX i XX wieku niewątpliwie wpisuje się w zabudową Sopotu, przyjmując że był to czas najbardziej intensywnego rozwoju miasta(choć potem też coś się działo – lata 30 te), ale jaką wybrać estetykę dla np. Gdyni, Brazylii, Rzymu, paryskiego La Defense? jakiego czasu ma ona być kontynuacją, świetności modernizmu, renesansu (a konkretnie której jego części)??? jak ustalić który czas w historii danej przestrzeni jest tym który wyznacza kierunek rozwoju, jak merytorycznie taki wybór uzasadnić???

  8. 14/04/2014

    Agata, punktem wyjścia powinno być to, że zaprojektowany budynek będzie „żywy” w odbiorze. Jego styl to już kwestia gustu, na pewno powinien trafiać w upodobania dzisiejszych mieszkańców i pasować do okolicy. Dla Gdyni też da się coś wymyślić ;)

  9. 24/04/2014

    W odpowiedzi na powyższą wymianę zdań zadaje sobie takie pytanie; jak się czuję w okolicy miejskiej, otoczona bryłami budynków nie proporcjonalnych do tzw ludzkiej skali, płytami wysoko polerowanego granitu, dużymi szklanymi czy gładkimi powierzchniami betonu, łatwo potęgujących zgiełk miejski, przede wszystkim wynikający z chałasu „nowoczesnych” maszyn (a nie z gwaru głosów ludzkich)…? A jakiego rodzaju uczuć doznaję w otoczeniu budynków, których faktura elewacyjnej powierzchni aż „prosi się”, aby być dotknięta…, zachęca swoją naturalną nieperfekcją, chropawotościa, tak bliską naszemu ludzkiemu zrozumieniu… Kiedy nie słysze wycia syren wozów policyjnych, czy pisku cofającej sie cieżarówki ponieważ nawet te dzwięki zostają wchłonięte przez otaczającą budynki dojrzałą roślinność … Być może jest to pamięć miasta z „dawnych” czasów… czyż jednak?

    Pragnę wskazać temat, który stał sie hasłem na jednej z niedawnych miedzynarodowych konferencji dla architektów oraz specjalistów przemysłu budowlanego, „Jakie Kryteria Stanowią o Konkurencyjności Miast Świata”. W praktyce oznacza to: jakie wartości zagospodarowania przestrzennego, czy estetyki obszarów miejskich stanowią magnet dla potencjalnych mieszkańców. Obecnie w sytuacji globalnego rynku, miasta świata konkurują ze soba pragnąc stać się tym najbardziej atrakcyjnym, tym które zachęca i przyciąga turystów, ale przede wszystkim zapewnia bazę stałych mieszkanców. Zaiste pytanie dla urbanistów i architektów.

    Frank Lloyd Wright (1867 – 1959 pilar północno ameryk. mysli architektonicznej) jest znany m.in ze stwierdzenia „Bóg jest zawarty w detalu”. FLR zasłyną w historii architektury z uwagi jaką poświęcił wymogom użytkownika w każdym ze swoich projektów. A czymże są wymogi mieszkańca przestrzeni miejskiej? Czy nie jest to odpowiedz na proste pytanie; gdzie czuję się lepiej, która przestrzeń jest bardziej przyjazna dla mnie; Czy ta zimna, nie-osobowa, ale profesjonalna, którą aby zrozumieć trzeba „zaopatrzyć” wytłumaczeniem „filozofi” architekta…? Czy ta, którą łatwo rozpoznaję, do której zrozumienia nie muszę mieć „instrukcji” poruszania sie, aby nie zginąć w labiryncie tego samego, ale którą rozpoznaję „intuicyjnie” bo zawiera punkty rozpoznawcze, z którymi mogę sie utorzsamić… ja czy inna osoba, która czuje.

    W podsumowaniu powiem, aby czuć nie trzeba zastanawiać się czy analizować. Obecnie wielu odeszło od odwagi wypowiedzenia tego co czuje, jako że byłoby to coś bardzo spontanicznego, a zatem niebezpiecznego… Jak kolwiek po prze analizowaniu podjęta decyzja, może nie konieczna zgodna z tą pierwszą uczuciową reakcją, ale napewno przemyślana, a zatem bardziej bezpieczna. Myślę, że gdy już wszyscy dostatecznie zmęczymy sie tym stanem ciągłej analizy, instrukcji i braku spontaniczności zarówno indywidualnie jak i zbiorowo wtedy dopiero zaczniemy szanować wartości, które każdy z nas (z wyższym wykształceniem lub bez) może łatwo uzasadnić.

    Myślę że fajne zmiany nastąpią już w niedalekiej przyszłości… po prostu z dnia na dzień przybywa nas, tych co czują i głośno o tym mówią. Jak mówi chińska przpowiść „…. abyś żył w czasach zmian”. Czyli modernizm też minie tak jak inne trendy i mody : ))

  10. DOMINIK
    14/08/2014

    Oj, Oj.
    Najlepszą puentą będzie chyba dopowiedzieć do ostatniego komentarza- póki co, na szczęście minął Post-modernizm, a Modernizm ma się bardzo dobrze- i oby zaczął też i w Sopocie.
    A ów Marcin, lepiej żeby dla Gdyni nic nie wymyślał i „wymyślanie” zostawił architektom, jednak :).

Komentarz