26 września
2013
Marcin Gerwin

Jednym z podstawowych mankamentów budżetu obywatelskiego w Sopocie jest to, że jest… mało obywatelski. Wrażenie jest takie, że jest to raczej budżet urzędowy lub budżet radnych, który zawiera pewne elementy partycypacji mieszkańców, jednak wciąż ma niewiele wspólnego z budżetem obywatelskim z prawdziwego zdarzenia. Co jest nie tak? Po pierwsze, zasady jego funkcjonowania ustala komisja rady miasta, zamiast robić to wspólnie z mieszkańcami. Oczywiście, na spotkaniu komisji można zabrać głos lub przesłać radnym swoją propozycję, jednak nie o taki charakter współpracy chodzi. Po drugie, spotkania z mieszkańcami są prowadzone fatalnie i są to spotkania urzędników i radnych z mieszkańcami, a nie spotkania mieszkańców. Dodanie w nazwie spotkania „obywatelskie” nie rozwiązuje sprawy. Po trzecie zaś, nie bardzo wiadomo, co dzieje się z realizowanymi projektami, gdyż brakuje grupy mieszkańców, która monitorowałaby postępy w realizacji projektów wybranych w budżecie obywatelskim. Jak można to wszystko naprawić?

Zacznijmy od stworzenia w Sopocie rady ds. budżetu obywatelskiego, wzorem brazylijskich miast, członkami której byliby nie tylko radni i urzędnicy, lecz także przedstawiciele organizacji pozarządowych i mieszkańcy. W składzie rady mogliby się znaleźć: 2 przedstawiciele każdego z klubów w radzie miasta, 2 przedstawiciele prezydenta, 2 osoby wskazane przez Sopocką Radę Organizacji Pozarządowych oraz 5 losowo wybranych mieszkańców, spośród osób, które chciałyby zostać członkami rady. Podstawowym zadaniem rady byłoby opracowywanie propozycji zasad budżetu obywatelskiego na następny rok. Oczywiście, jej spotkania powinny być otwarte, a wszyscy zainteresowani mieszkańcy czy radni powinni mieć możliwość zgłaszania swoich uwag.

W zasadach budżetu obywatelskiego w Sopocie warto przemyśleć raz jeszcze szczególnie etap zgłaszania projektów. Przydałyby się dyskusje na temat priorytetów rozwoju miasta (być może nawet wyodrębnianie kwot na określone tematy, jak pomoc społeczna czy infrastruktura), a także grupy tematyczne, których do tej pory nie było – na przykład grupa ekologiczna, społeczna, sportowa i inne. Do poprawienia jest nadal kwestia wyboru projektów tak, aby był to wybór świadomy, zamiast głosowania na nie do końca jasne hasła.

Pomysł, do którego warto wrócić, to prowadzenie spotkań i kampanii informacyjnej przez na przykład organizację pozarządową, jak ma to miejsce w Łodzi, dzięki czemu spotkania i cała inicjatywa nie będzie miała urzędowego charakteru, który może być zniechęcający dla części mieszkańców.

Odnośnie monitoringu, nadzór nad realizacją projektów mogłaby pełnić losowo wybrana grupa na przykład pięciu mieszkańców. Relacje tej grupy byłyby zamieszczane na stronie internetowej budżetu obywatelskiego. No właśnie – stronie. Byłoby świetnie, gdyby wreszcie powstała. Nie udało się przez trzy pierwsze edycje, może jednak uda się w czwartej.

Propozycję utworzenia rady ds. budżetu obywatelskiego przesłaliśmy dziś prezydentowi Sopotu.


1 komentarz

  1. Sławek
    27/09/2013

    Bardzo dobry pomysł, żeby przenieść kwestie związane z budżetem obywatelskim na nowy poziom. Uważam, że budżet jest mrzonką, gdyż wyraża oczekiwania urzędników wobec danej dzielnicy a nie jej mieszkańców. Ponad to podział administracyjny budżetu na okręgi wyborczy jest najgorszą z możliwych opcji. Po pierwsze dlatego, że granice okręgów wyborczych w małym stopniu odzwierciedlają same dzielnice oraz sąsiedztwo mieszkanów. Ja sam mieszkam w w jednym okręgu, kolejny jest już za 20 metrów, a trzeci za 200m. I w jaki sposób ja mam brać udział w decydowaniu, jeżeli moją najbliższą okolicą są 3 okręgi? Po drugie same okręgi są za duże – powinno się stworzyć je w taki sposób by odzwierciedlały potrzeby danej dzielnicy, a nie okręgu wyborczego, który de facto jest tworem urzędników miejskich. Mam nadzieję, że kolejny budżet obywatelski pójdzie w kierunku większego wpływu na tworzenie planu i rewizji podziału stref

Komentarz