5 lipca
2013
Marcin Gerwin

Zdjęcie: participatif/Flickr.

Sporym zaskoczeniem, a jednocześnie dobrą wiadomością, jest poparcie przez prezydenta Gdańska oraz przez część radnych wprowadzenia w Gdańsku budżetu obywatelskiego. Nareszcie! Gdański radny, Piotr Borawski, zapowiada nawet w Dzienniku Bałtyckim, że jego pierwsza edycja mogłaby się odbyć jeszcze tej jesieni. Czy będzie to budżet obywatelski z prawdziwego zdarzenia, taki z klasą, czy raczej farsa, jak niestety w Sopocie czy w Poznaniu? Ta kwestia jest na razie otwarta. Warto trzymać kciuki za Gdańsk, gdyż tworzenie nowej procedury, od podstaw, daje nadzieję na świeże spojrzenie i wypracowanie sensownych zasad, która spełniałaby więcej niż tylko podstawowe kryteria budżetu obywatelskiego. Szczególnie, że do wykorzystania jest wiele pozytywnych doświadczeń z Dolnego Wrzeszcza.

Gdańscy radni nie zaczęli najlepiej – w skład zespołu, który ma wypracować propozycje zasad dla budżetu obywatelskiego w Gdańsku, weszli radni tylko z jednego klubu (PO) oraz urzędnicy. Dobrą praktyką byłoby natomiast zaproszenie do współpracy przedstawicieli rad dzielnic i osiedli (z których część ma przecież doświadczenie z budżetem obywatelskim), jak również przedstawicieli gdańskich organizacji pozarządowych i inicjatyw obywatelskich. Nieco dziwne jest także pominięcie radnych z innych klubów.

Przy ustalaniu zasad w Gdańsku do rozstrzygnięcia jest wiele kwestii, a wśród nich, czy głosować jedynie w dzielnicach, czy wprowadzić również projekty ogólnomiejskie? O ile w Sopocie projekty ogólnomiejskie są oczywiste, to w Gdańsku jest nad czym się zastanawiać. Dlaczego? Spójrzmy na to, co stało się w Łodzi – mieszkańcy zgłosili tam aż 168 projektów ogólnomiejskich. Z jednej strony to świetnie, że mieszkańcy się zaktywizowali, z drugiej jednak strony – czy w trakcie głosowania mieszkańcy przeczytają dokładnie te wszystkie projekty?

Chyba we wszystkich miastach w Polsce, w których funkcjonuje budżet obywatelski, można głosować bez udziału w prezentacji projektów i debacie na ich temat. Wpływa to korzystnie na frekwencję, jednak nie jest najszczęśliwszym rozwiązaniem, jeżeli chodzi o jakość głosowania. Mieszkańcy mogą nie zapoznać się szczegółowo z opisami projektów (nie wspominając o tym, że w Sopocie mogą one w ogóle nie istnieć), głosowanie może być więc powierzchowne, a nawet przypadkowe. Aby poprawić jakość głosowania, w Dolnym Wrzeszczu na karcie do głosowania zamieszczone zostały streszczenia projektów, a ich pełne opisy były wyłożone na stołach. Mieszkańcy czytali streszczenia, zaglądali do pełnych opisów, dyskutowali między sobą. A i tak wiedzieliśmy, że nie będą znali wszystkich szczegółów, które omawiane były wcześniej podczas prezentacji projektów. Na karcie do głosowania było zresztą tylko dziesięć projektów. Czy mieszkańcy zapoznaliby się z nimi wszystkimi, gdyby było ich ponad sto?

Jak to rozwiązać? Najlepszym pomysłem, który nie był dotąd zastosowany w Polsce, wydaje się być panel obywatelski z losowo wybraną grupą np. stu mieszkańców, która odzwierciedlałaby strukturę demograficzną miasta. Zadaniem uczestników takiego panelu budżetowego byłoby zapoznanie się ze wszystkimi projektami ogólnomiejskimi, omówienie ich oraz głosowanie. W dyskusji mogliby wziąć udział wszyscy zainteresowani mieszkańcy Gdańska, jednak głosowaliby wyłącznie uczestnicy panelu. Panel pełniłby rolę podobną do ławy przysięgłych w amerykańskich sądach, a jego uczestnicy otrzymywaliby dietę, gdyż trwałby on przez wiele dni. Panel rozstrzygałby, które projekty ogólnomiejskie są najkorzystniejsze dla mieszkańców. Wynik takiego głosowania mógłby pozwolić na bardziej trafny wybór projektów, niż ma to dziś miejsce w głosowaniu powszechnym.


Komentarz