2 listopada
2012
Marcin Gerwin

Zdjęcie: Maria Hadden/Flickr.

„Mieszkańcy Hacker Valley [w stanie Wirginia Zachodnia, w USA] wiedzieli, że coś jest nie tak, w tej samej chwili, gdy tylko weszli do sali, w której miało się odbyć spotkanie w sprawie funkcjonowania szkół w ich hrabstwie. Krzesła nie zostały ustawione wokół stołu, ani też w okrąg, a zamiast tego ustawiono je rzędami, skierowane w jedną stronę sali, niczym do wykładu. Wyznaczeni przez stan konsultanci siedzieli twarzą do reszty sali.” Ten fragment książki Slow Democracy przypomniał mi o spotkaniach, które odbyły się w ramach budżetu obywatelskiego w Sopocie. Wyglądały one podobnie i trudno się dziwić mieszkańcom, że mało komu chce się na nie przychodzić. To nie są spotkania mieszkańców. To spotkania mieszkańców z radnymi i urzędnikami, a zupełnie nie o to chodzi w budowaniu społeczeństwa obywatelskiego. Głównym wyzwaniem dla trzeciej edycji budżetu obywatelskiego w Sopocie, będzie przygotować go w taki sposób, aby mieszkańcy mieli poczucie, że jest to ich budżet, a nie budżet radnych, prezydenta i urzędników. Nie powinna to być farsa pod hasłem „konsultacje w sprawie budżetu miasta” czy też „pomóż prezydentowi i radnym w układaniu budżetu”, lecz proces, w który autentycznie są zaangażowani sami mieszkańcy.

Zacznijmy od rzeczy prostych – spotkania powinny być prowadzone przez osoby spoza urzędu miasta i rady, mogą to być sami mieszkańcy lub może się tym zająć zaproszona organizacja pozarządowa. Krzesła na spotkaniach powinny być ustawione w okrąg. Jeżeli wiceprezydent się gdzieś śpieszy, to naprawdę nie musi na nie przychodzić, zamiast ponaglać uczestników. Warto także zmienić podział na cztery okręgi, gdyż jest on sztuczny, a okręg pierwszy, który ciągnie się od Placu Rybaków, aż po ul. Haffnera, jest po prostu za duży. Ile może więc być okręgów, aby ich skala była bardziej odpowiednia? Na przykład siedem, jak na przykładzie poniżej.

Kliknij na obrazek, aby zobaczyć powiększenie.

Kwota, która będzie przeznaczona na budżet obywatelski, powinna być określona precyzyjnie (bez słów „nie mniej niż”) i podana w czytelny sposób na ulotkach dla mieszkańców. Jeżeli do podziału na projekty lokalne będą 2 miliony zł i podzieli się tę kwotę na równe części, wówczas na każdy z okręgów przypadnie ponad 285 tys. zł. Można jednak podzielić te środki z uwzględnieniem liczby mieszkańców oraz poziomu ich zamożności, co będzie bardziej sprawiedliwe.

Jednym z ważniejszych kroków do zrobienia w Sopocie jest ocenianie przez mieszkańców wszystkich nowych inwestycji. Oznacza to, że oceniane będą również inwestycje zgłoszone przez prezydenta i radnych. Kolejną rzeczą jest połączenie głosowania z debatą, aby zapewnić, że mieszkańcy głosują po zapoznaniu się z projektami. Można to zrobić, dla przetestowania, w sprawie projektów lokalnych, a przy projektach ogólnomiejskich pozostawić głosowanie bez debaty.

Kartę do głosowania dobrze będzie poprawić, dodając na niej jasną informację, że zaznaczenie „0” obniża średnią ocenę projektu, natomiast pozostawienie pustego pola nie wlicza się do średniej. Mogą się także przydać „buźki„, dzięki którym nie ma wątpliwości, w którym miejscu ocena projektu jest pozytywna, a w którym negatywna. Dobrym pomysłem powinno być także przyśpieszenie całej procedury – spotkania mogą zacząć się na wiosnę, a głosowania w sprawie projektów lokalnych mogą się odbyć w czerwcu. Jeżeli pod ocenę mieszkańców miałyby zostać poddane również propozycje prezydenta, to głosowanie w sprawie projektów ogólnomiejskich powinno się odbyć jesienią, gdyż prezydent ma czas na przygotowanie projektu budżetu do 15 listopada.


1 komentarz

  1. Ampersand
    05/11/2012

    Ale przecież w tym roku wersja jest taka, że na tych spotkaniach było więcej osób niż w ub. roku…

Komentarz