2 sierpnia
2012
Marcin Gerwin

Ustalenie przejrzystego sposobu przeprowadzania konsultacji społecznych ma podstawowe znaczenie dla jakości demokracji. Budżet obywatelski jest ważny, jednak nie wszystkie sprawy nadają się do tego, by poddać je pod głosowanie w ramach budżetu obywatelskiego. Jak ma wyglądać Plac Przyjaciół Sopotu? Który projekt zagospodarowania terenów przydworcowych bardziej przypadł mieszkańcom do gustu? Czy przy ul. Okrzei, w miejscu po działkach, powinny powstać apartamenty czy raczej powinien to pozostać teren zielony, na przykład park lub miejski ogród? Do przedyskutowania tego typu kwestii służą konsultacje społeczne, a regulamin konsultacji określa, jak mają one zostać zorganizowane.

Z doświadczeń sopockich wiadomo, że bywało tak, że na spotkanie z mieszkańcami nie zostały wydrukowane żadne plakaty (tak było w sprawie Parku Grodowego) lub że istotne dla mieszkańców kwestie, jak wycięcie drzew na Placu Przyjaciół Sopotu są załatwiane za pomocą sondy internetowej, której wynikiem można łatwo manipulować. W uniknięciu tego typu sytuacji ma pomóc właśnie nowy regulamin konsultacji społecznych.

Jak jednak sprawić, aby konsultacje społeczne  były przeprowadzane sensownie? Czy wystarczy, aby była to ankieta wyłożona w urzędzie miasta czy też za każdym razem powinny się odbywać debaty publiczne? Z naszej perspektywy – otwarta debata powinna być organizowana za każdym razem. Dlaczego? Chodzi o to, że w trakcie debaty mieszkańcy mogą zapoznać się ze stanowiskami wszystkich zainteresowanych stron, czy będą to radni, prezydent, eksperci czy inni mieszkańcy i wówczas w końcowym głosowaniu mogą wyrazić swoją opinię świadomie. Jest to więc coś zupełnie innego niż oddawanie głosu na chybił trafił, co możliwe jest w konsultacjach pisemnych lub internetowych, gdzie mieszkańcy mogą wypełnić ankietę w ogóle nie zastanawiając się nad sprawą. Jeżeli konsultacje społeczne mają być podstawą do podejmowania decyzji w sprawach miasta, czy nie warto, aby ich wynik był ustalony po przeanalizowaniu przez mieszkańców różnych opcji, zamiast jedynie przypadkowym postawieniem krzyżyka w ankiecie?

Organizację konsultacji społecznych w formie deliberacyjnej, czyli takiej, która polega na dyskusji mieszkańców, ma zapewnić § 4. 1 nowego projektu regulaminu konsultacji społecznych, zgodnie z którym:

Konsultacje społeczne mogą być przeprowadzane wyłącznie w formie debaty publicznej. Plan konsultacji społecznych może jednak uwzględniać etap dyskusji w podgrupach, prelekcje lub warsztaty.

Ten punkt nie spodobał się pani mecenas z urzędu miasta (innej niż poprzednimi razy), która uznała go za niedopuszczalny, gdyż, w jej opinii, „zarzucić mu należy ograniczenie swobody wypowiedzi”.

Hm. Żaden punkt regulaminu konsultacji nie zabrania mieszkańcom wypowiadania się w trakcie spotkań, jak również nie zabrania oddawania głosu w końcowej ankiecie. Każdy mieszkaniec może przyjść na debatę, zabrać głos, o ile ma na to ochotę, a co najważniejsze może wypełnić ankietę, której wynik będzie podany do publicznej wiadomości. Ponadto, jeżeli ktoś nie chce lub nie może wziąć udziału w debatach, to może zwrócić się do radnych lub do prezydenta z wnioskiem lub z petycją w danej sprawie, co gwarantuje art. 63 Konstytucji RP:

Każdy ma prawo składać petycje, wnioski i skargi w interesie publicznym, własnym lub innej osoby za jej zgodą do organów władzy publicznej (…).

Przyjęcie uchwały w sprawie regulaminu konsultacji, w zaproponowanym przez nas brzmieniu, nie znosi tego punktu konstytucji. Ustawa o samorządzie gminnym daje natomiast radzie miasta prawo samodzielnego ustalenia zasad i trybu przeprowadzania konsultacji społecznych, co oznacza, że akurat w Sopocie konsultacje społeczne mogą być przeprowadzane w formie debat, by zapewnić, że ich wynik nie jest przypadkowy, lecz że mieszkańcy, oddając głos, zapoznali się ze sprawą i z różnymi punktami widzenia. Jeżeli demokracja ma mieć sens, to debata publiczna jest po prostu podstawą.

Na wczorajszym spotkaniu komisji statutowej przyszło więc radnym zadecydować, czy opinia prawna pani mecenas jest prawidłowa. Nieczęsto się zdarza, że radni kwestionują opinie prawne, była to więc sytuacja dosyć wyjątkowa. Dyskusja na temat punktu „wyłącznie w formie debat” była długa i momentami gorąca. Radni zastanawiali się, czy nie jest to zbyt duże ograniczenie. Jakiekolwiek jednak złagodzenie tego zapisu sprawia, że w istotnych dla mieszkańców Sopotu kwestiach można by było przeprowadzić konsultacje społeczne w innej formie niż debaty, a to z kolei powoduje, że wzrasta ryzyko nierzetelnego organizowania konsultacji. Dlatego właśnie pozostawienie sformułowania „wyłącznie w formie debat” jest tak istotne. Po wymianie argumentów radni zagłosowali, a wynik tego głosowania był następujący: 2 głosy za pozostawieniem słowa „wyłącznie”, 1 za wykreśleniem, 1 wstrzymujący się i 1 nieobecny.

Radni nie zgodzili się także z opinią pani mecenas, która sugerowała, że należy wykreślić z regulaminu § 4. 2, który brzmi: „W debatach może wziąć udział każdy, kto jest zainteresowany przedmiotem konsultacji.” Jej zdaniem ten punkt jest niedopuszczalny. Radni uznali jednak, i to jednogłośnie, że głos w debatach mogą zabrać wszyscy zainteresowani, nawet jeżeli nie są mieszkańcami Sopotu. Głosować w ankiecie mogą jednak wyłącznie mieszkańcy.

Do uchwały zostały dodane jeszcze dwa punkty, do czego przyczyniła się jedna z mieszkanek Sopotu, które dotyczą ustawienia 20 tablic informacyjnych, jak również uruchomienia na stronie internetowej Sopotu newslettera, dzięki któremu mieszkańcy będą mogli otrzymywać informację o organizowanych konsultacjach społecznych na email.

Jeżeli wszystko dobrze pójdzie, to regulamin zostanie poddany pod głosowanie na najbliższej sesji – 31 sierpnia.

P.S. Minusem jest natomiast to, że regulamin konsultacji nie będzie głosowany jako projekt obywatelski, czyli taki, który wnieśli sami mieszkańcy, lecz jako projekt społeczny, który wnoszą radni. Radni zaproponowali takie rozwiązanie, by uniknąć ewentualnej dyskusji na temat tego, czy nie zostało wniesionych zbyt wiele poprawek i czy projekt nie różni się za bardzo od tego, pod czym podpisywali się mieszkańcy.


Komentarz