28 października
2011
Marcin Gerwin

Prof. Magdalena Środa zauważyła kiedyś, że ego jednego z polityków jest tak duże, że musi je wieźć przed sobą na taczce. Przyglądając się poczynaniom niektórych prezydentów miast czy wiceprezydentów, można czasem odnieść wrażenie, że im również taka taczka mogłaby się przydać. Nie tylko bowiem posłowie, lecz także prezydenci miast i radni nabierają po wyborach dziwnego przekonania, że to, że zostali wybrani na przedstawicieli mieszkańców, oznacza, że mogą podejmować decyzje sami, nie dbając o opinię tych, których reprezentują i że mogą pomijać rozmowę z mieszkańcami na etapie planowania inwestycji. Prowadzi to do wydawania sporych sum na projekty, które nie mają akceptacji społecznej, choć finansowane są ze wspólnych pieniędzy. Czy można działać inaczej? Można i, co ciekawe, pozytywny przykład współpracy pomiędzy urzędem miasta a mieszkańcami nie pochodzi z miasta w Brazylii czy w Ekwadorze, lecz z… Gdyni.

Już na samym początku projektu rewitalizacji ulic Zamenhoffa i Opata Hackiego w gdyńskiej Chyloni przyjęte zostało założenie, że nic nie będzie się w nim działo bez udziału mieszkańców. A dotyczyło to zarówno rzeczy drobnych, jak budowa placu zabaw czy remont klatki schodowej w bloku, jak i opracowania całościowej koncepcji modernizacji osiedla, która zakłada poprawę stanu ulic i dróg, remonty bloków, budowę parkingów, parków, skwerów i wymianę kanalizacji. W przetargu na projekt architektoniczny zagospodarowania osiedla urząd miasta Gdyni po raz pierwszy zapisał wymóg, że projekt musi powstać we współpracy z mieszkańcami.

Konsultacje w jego sprawie trwały ponad rok, mieszkańcy przedstawiali architektom swoje oczekiwania odnośnie tego, jak chcieliby, aby ich okolica została urządzona, a na ich podstawie architekci stworzyli koncepcję zagospodarowania terenu. Przyjęte założenie było również takie, że gdy projekt trafi do konsultacji wewnątrz urzędu miasta, to uzgadniające go wydziały będą mogły ingerować w niego jedynie wówczas, gdyby przyjęte rozwiązania okazały się niezgodne z przepisami. Urzędnicy nie mogli natomiast zmieniać propozycji zgłoszonych przez mieszkańców tylko dlatego, że im się one nie podobały. Więcej o projekcie rewitalizacji społecznej w Chyloni, o jego przebiegu i rezultatach, można przeczytać tutaj.

O doświadczeniach ze współpracy z mieszkańcami Chyloni opowiada także krótki film w reżyserii Rafała Głombiowskiego „Osiedle takie jak nasze„, który powstał na zamówienie Fundacji Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych.

Zobacz także:


2 komentarze

  1. Jacek
    02/11/2011

    Działania w większości pozorowane, żeby nie inwestować w rewitalizację infrastrukturalną w tym rejonie. Obserwuję sprawę od wielu lat z bliska…Trochę można przeczytać o tym na naszej stronie http://naszagdynia.eu

  2. ergo
    20/11/2011

    @jacek
    Rewitalizacja infrastrukturalna :))) niezły wymysł piewców polbruku i fontanienek na rynkach. smiechu warte nazywanie remontów ulic rewitalizacją
    e_rgo

Komentarz