3 sierpnia
2011
Marcin Gerwin

Na ostatnim spotkaniu komisji ds. budżetu obywatelskiego zostało ustalonych kilka ważnych spraw, a wśród nich to, że do wniosku składanego przez mieszkańców w ramach budżetu obywatelskiego wymagane będzie, by załączony był szacunkowy kosztorys. Dzięki takiemu rozwiązaniu można liczyć na to, że mieszkańcy nie będą jedynie rzucali pomysłów, lecz że dokładnie je przemyślą, a zgłaszane projekty będą bardziej dopracowane. Trudno zresztą wymagać, by kosztorys zrobili radni lub urzędnicy, którzy raz, że nie muszą dokładnie wiedzieć o co chodziło pomysłodawcom, a dwa, że jest to czasochłonne. Przeciwko temu, by podawanie kosztorysów było wymagane, zamiast jedynie zalecane, protestował przewodniczący klubu PO, Lesław Orski, kiedy jednak zapytałem go, czy zamierza uzupełnić kosztorysy dla projektów zgłoszonych przez mieszkańców, obruszył się i odparł, że on nic robić nie będzie. Wiadomo jednak, że mieszkańcy nie muszą znać się na opisywaniu projektów, jak również na sporządzaniu kosztorysów, tak więc zapewnienie dla nich wsparcia w tej kwestii byłoby bardzo przydatne.

Kolejną istotną kwestią jest to, że radni z klubów Kocham Sopot i PiS opowiedzieli się za tym, by mieszkańcy Sopotu głosowali nad wyborem projektów wspólnie i nie zgodzili się na podział puli środków na budżet obywatelski na 4 okręgi wyborcze. Gdy przewodniczący klubu PO nalegał na głosowanie w okręgach, jeden z mieszkańców obecnych na komisji zaznaczył: „Nie zgadzamy się na to, by nas dzielić”. Sopot jest na to po prostu zbyt mały. Z naszej perspektywy wspólne głosowanie jest jednym z najważniejszych aspektów budżetu obywatelskiego, chodzi bowiem o to, aby mieszkańcy nie myśleli jedynie o chodniku pod własnymi oknami, lecz by starali się mieć na uwadze to, że mieszkańcy Sopotu tworzą lokalną wspólnotę, by dbali o wspólne dobro, by wspierali się nawzajem i dbali o międzyludzką solidarność. Wspólne głosowanie bardzo nie podoba się prezydentowi, jak również przewodniczącemu klubu PO, który uważa, że doprowadzi to do „głosowania np. mieszkańców Przylesia przeciw mieszkańcom Brodwina albo seniorów przeciwko młodzieży.” W jego opinii solidarność polega na tym, że każdy okręg Sopotu zajmuje się swoimi sprawami. Doprawdy?

Radni PO i Samorządności zarzucili pozostałym członkom komisji, że podejmują „próby tworzenia rzeczywistości prawnej sprzecznej z obowiązującym na terenie naszego Kraju prawem”, czego dowodem ma być to, że nie ma w polskim prawie określenia „budżet obywatelski”. Zgoda, nie ma. Czy jednak być musi? Podstawą do wprowadzenia budżetu obywatelskiego w Polsce jest sama idea demokracji, która zawarta jest zarówno w konstytucji, jak i w ustawie o samorządzie gminnym, a zgodnie z którą mieszkańcy Sopotu są suwerenem, a radni są ich przedstawicielami. Radni, jako reprezentanci mieszkańców, mogą zapytać się mieszkańców, na co chcą, aby zostały przeznaczone ich własne pieniądze, a następnie wprowadzić wybrane przez mieszkańców projekty do budżetu miasta. Co jest w tym strasznego? Pewnie to, że nie będą to projekty wybrane przez prezydenta, który zna przecież potrzeby mieszkańców lepiej niż oni sami.

Zarówno prezydent, jak i radni PO i Samorządności proponują, by obywatelski był cały budżet Sopotu. „Nie godzimy się na rzucanie mieszkańcom ochłapów w postaci 1% budżetu. To niepoważne, niedemokratyczne i nieobywatelskie” – zauważa Lesław Orski. Cały budżet Sopotu miałby powstawać jako budżet obywatelski? Brzmi imponująco, czyż nie? Co jednak rozumieją przez budżet obywatelski prezydent oraz radni PO i Samorządności? Jak wynika z ich wypowiedzi, chodzi im o to, że mieszkańcy będą mogli zgłosić swoje propozycje do budżetu na przyszły rok, jednak to prezydent i radni zadecydują (w swej mądrości – jak to określa pełnomocnik prezydenta Marcin Skwierawski) ostatecznie o tym, czy je uwzględnić czy nie. I to ma być poważne, demokratyczne i obywatelskie?

Radni z klubów Kocham Sopot i PiS zdecydowali się z kolei na inny, odważny krok. Jako pierwsi radni w Polsce postanowili, że mieszkańcy będą mogli sami zadecydować o przeznaczeniu 1% z budżetu miasta. Jasne, że 1%, owe 3 miliony zł, to niewiele. Niemniej jednak przełomowe jest to, że decyzja mieszkańców ma być wiążąca. A skoro ma być wiążąca, to cały proces powinien być tak przygotowany, by decyzje podejmowane przez mieszkańców były jak najbardziej świadome i by mogli potem być zadowoleni ze zrealizowanych projektów. Miejmy nadzieję, że radni nie zrezygnują z prób budowania realnej demokracji, pomimo przeszkód, które piętrzy przed nimi prezydent. To wszystko są historyczne wydarzenia i liczymy na to, że wkrótce w budżet obywatelski włączy się więcej mieszkańców.


Komentarz