19 czerwca
2011
Marcin Gerwin

Zdjęcie: craigmarren/Flickr.

Wsparcie dla demokracji może czasem przyjść z najmniej oczekiwanej strony. W ostatnich wyborach, spośród 5 kandydatów na prezydenta 4 popierało wprowadzenie budżetu obywatelskiego, a wygrał je ten jeden, który go nie popierał. Pomimo tego może się okazać, że to właśnie prezydent Karnowski przyczyni się do wzmocnienia budżetu obywatelskiego w Sopocie – nieumyślnie, bo nieumyślnie, ale jednak. Zacznijmy od początku. Po przyjęciu rezolucji w sprawie budżetu obywatelskiego, radni spotkali się z prezydentem dwa razy, licząc na to, że włączy się on w tę inicjatywę. Choć było to ryzykowne, radni wyciągnęli do prezydenta dłoń, nie chcąc go pomijać. Okazało się, że prezydent, owszem, chce konsultować budżet, ale po swojemu, czyli w taki sposób, by wynik tych konsultacji nie był wiążący. Jest to całkowicie sprzeczne z ideą budżetu obywatelskiego, więc na takie dictum radni przystać nie chcieli. Co więcej, kiedy prezydent dowiedział się, że radni chcą zacząć budżet obywatelski już w czerwcu, postanowił swoje spotkania zrobić również w czerwcu (choć wcześniej wydał zarządzenie, że miały się zacząć 15 sierpnia) i zaplanował na ten sam dzień, co radni, nie jedno spotkanie, lecz dwa, w różnych godzinach. Jak skomentował to jeden z radnych – pewnie liczył na to, że którymś trafi w tę samą godzinę.

Co prawda, nie jest zbyt dobrze, że będą toczyły się równolegle dwie inicjatywy w sprawie budżetu Sopotu, bo może to wprowadzić trochę zamieszania, ale może to również sprawić, że mieszkańcy przyjrzą się uważniej o co w nich chodzi. A podstawowa różnica pomiędzy budżetem obywatelskim a konsultacjami prezydenta jest bardzo prosta – w jednych głos mieszkańców jest decydujący, a w drugich nie. Do tego może dojść jeszcze jeden skutek, całkiem istotny z punktu widzenia rozwoju demokracji – radni mogą zacząć się zastanawiać, jak uniknąć tego zamieszania i nakładających się terminów, bo przecież można się spodziewać, że tak będzie teraz co roku. Ponadto można zakładać, że większa liczba mieszkańców wypełni ankiety, które roześle prezydent, niż zjawi się na głosowaniu w ramach budżetu obywatelskiego, gdzie trzeba przyjść osobiście i wziąć udział w dyskusji (ankiety prezydenta będzie można wysyłać również przez internet). A to może to być trudny moment dla radnych, bo zależy im na wysokiej frekwencji. W budżecie obywatelskim nie chodzi jednak o sukces wizerunkowy, lecz o podejmowanie rozsądnych decyzji. Dlatego też głosowanie powinna poprzedzić dyskusja. Wypełnienie ankiet bez dyskusji może dać inny wynik, nawet w przypadku tej samej grupy osób.

Czy można to jakoś rozwiązać? Tak, ale byłaby to już naprawdę poważna decyzja. Gdyby budżet obywatelski obejmował wszystkie nowe inwestycje, to wszelkie inne konsultacje nie miałyby sensu, bo decydujący byłby jedynie wynik głosowania w ramach budżetu obywatelskiego, który zatwierdzałaby rada miasta (zgodnie z ustawą o finansach publicznych to rada miasta uchwala budżet, a prezydent jedynie przygotowuje projekt uchwały w tej sprawie). Dziś może się to wydawać odległa przyszłość, ale prezydent może tak dopiec radnym, że się na to zdecydują. I tym oto sposobem prezydent niechcący przyczyni się do poszerzenia demokracji w Sopocie. W zasadzie… czemu nie? Jak dla mnie powinno to iść w tym kierunku.


2 komentarze

  1. Ampersand
    21/06/2011

    Moim zdaniem konsultacje proponowane przez prezydenta to kwintesencja liberalnej demokracji – każdy na nich może powiedzieć co chce, po czym prezydent może zrobić co chce.

  2. 21/06/2011

    Trafne :)

Komentarz