24 marca
2011
Marcin Gerwin i Maja Grabkowska

Zdjęcie: kingcountryparks/Flickr.

Przedstawiamy tekst, który napisaliśmy jako replikę na felieton Piotra Weltrowskiego na Trójmiasto.pl na temat konsultacji z mieszkańcami w Sopocie.

Jako autorzy projektu nowego regulaminu konsultacji społecznych w Sopocie, z zainteresowaniem śledzimy toczące się wokół tego tematu dyskusje (kto by pomyślał, że wywoła on takie emocje, wydawało się nam, że regulamin jest mało „medialny”). Wbrew temu, co można przeczytać w relacjach mediów, nie jest to temat nowy – projekt uchwały w sprawie regulaminu konsultacji złożyliśmy, w ramach inicjatywy uchwałodawczej mieszkańców, już w sierpniu ubiegłego roku, a zanim jeszcze to zrobiliśmy, projekt był dwukrotnie omawiany na komisji statutowej i zawiera poprawki zgłoszone przez radnych poprzedniej kadencji. Natomiast pierwszą osobą z urzędu miasta, której przesłaliśmy projekt regulaminu do dyskusji, był prezydent Jacek Karnowski, a było to rok temu, w marcu. Jak to się więc stało, że regulamin konsultacji wciąż nie trafił na sesję? 

Projekt utknął już na samym początku w radzie miasta z powodu negatywnej opinii pani radcy prawnej. Na czym polegał problem? Okazało się, że pani radca nie zgadza się m.in. z tym, by konsultacje były prowadzone w „dowolnej, ważnej dla mieszkańców Sopotu sprawie”. Według pani radcy powinny one dotyczyć spraw ważnych dla „gminy”, a nie dla „mieszkańców”. Według nas natomiast (i według ustawy o samorządzie gminnym) gmina to właśnie mieszkańcy, a nie urząd miasta. Poprosiliśmy zatem o niezależną opinię konstytucjonalistę, by to rozstrzygnąć (opinię można przeczytać tutaj). Potem nadszedł czas wyborów samorządowych i opóźnienia związane ze zmianą składu rady miasta.

Korzystając z tego, że regulamin wciąż nie był kierowany na sesję, nanosiliśmy do niego poprawki (o których informowaliśmy na bieżąco na naszej stronie internetowej) i ostateczną wersję projektu regulaminu przekazaliśmy przewodniczącemu rady miasta w połowie lutego. Tymczasem w felietonie Piotra Weltrowskiego „Na sporze między politykami mogą wygrać sopocianie” można przeczytać, że „dopiero przygotowywany nowy regulamin” był opracowywany „teoretycznie przez mieszkańców, jednak pod ‘patronatem’ Fułka”. No cóż, niezupełnie.

W przywołanym tekście cytowany jest również prezydent Karnowski, który twierdzi, że od zawsze starał się spotykać się z mieszkańcami. Prezydent, owszem, spotyka się z sopocianami (choć nie zawsze było łatwo się o to doprosić), pojawia się jednak pytanie, co z tych spotkań wynika? Ustalenia wypracowywane wspólnie z mieszkańcami, dotyczące choćby przyszłości Parku Grodowego, pozostają do tej pory niezrealizowane. Natomiast po spotkaniu w sprawie sopockich błoni można odnieść wrażenie, że prowadzone przez prezydenta „konsultacje” to raczej spotkania, na których przedstawiciele urzędu miasta zamiast poddawać planowane projekty pod publiczną dyskusję, jedynie informują mieszkańców o podjętych już decyzjach.

Proponowany przez nas regulamin konsultacji ma to zmienić i dać mieszkańcom narzędzia, dzięki którym zostaną włączeni w proces decyzyjny i które ułatwią wypracowywanie konsensusu. Taki bowiem cel powinien przyświecać organizowaniu konsultacji społecznych. Konsultacje z mieszkańcami to nie uciekanie od odpowiedzialności ze strony radnych, lecz podstawowy element demokracji lokalnej. To sposób na to, by mieszkańcy mogli przekazać swoim reprezentantom opinię na temat planowanych inwestycji czy innych projektów. Nieporozumieniem jest więc przedstawianie dyskusji na temat konsultacji jako politycznej przepychanki pomiędzy prezydentem a radnymi. Chodzi tu przecież o coś więcej – o realny udział mieszkańców w życiu miasta, o prawdziwą demokrację.


2 komentarze

  1. Paweł Krzyżanowski
    26/03/2011

    Wg mnie na razie są to Sopocianie dla konsultacji. Ale powiem szczerze: w którym mieście w Polsce prezydent spotyka się z mieszkańcami w ramach konsultacji? Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że konsultacje to zasłona dymna: tak jak w przypadku Parku Grodowego zdanie większości mieszkańców jest jasne, ale pan prezydent i tak forsuje swoje. Swoją drogą to dziwne, że w Sopocie przeprowadzane są konsultacje z mieszkańcami, a w takiej Gdyni czy Gdańsku informuje się jedynie mieszkańców gdzie np. powstaną wysokościowce. A pomimo to sprawa Parku Grodowego, przy właściwie zdecydowanym podejściu mieszkańców, nie jest rozwiązana. To Park Grodowy, a inne sprawy, np. sopockie błonia? Jak kulawa jest demokracja. Osobiście nie znam w Gdyni nikogo, kto by popierał prezydenta Szczurka w jego działaniach, wszyscy, których znam narzekają, że betonuje Gdynię, ale on zdobywa 80% w wyborach. Więc jak to jest? Podobny jest casus Karnowskiego.
    Jak dotrzeć do ludzi, którzy narzekają na władzę, jednocześnie na nią głosując?

  2. andrzej
    26/03/2011

    święte słowa pałac dla paca czy pac dla pałaca

Komentarz