19 marca
2011
Marcin Gerwin

Zdjęcie: Take Back Parliament/Flickr.

Czy wspominałem już, że wybory z okręgami jednomandatowymi to zupełnie inna bajka, niż w przypadku ordynacji proporcjonalnej? Wprowadzenie okręgów jednomandatowych oznacza między innymi radykalne ograniczenie liczby kandydatów, których mamy, jako wyborcy, do wyboru podczas głosowania. Spójrzmy, jak to wygląda na przykładzie hrabstwa Somerset na południu Wielkiej Brytanii – w większości okręgów w tym hrabstwie startowało zaledwie trzech lub czterech kandydatów, a w okręgu Castle Cary było ich tylko… dwóch. Jak to wyglądało w Sopocie? W wyborach do rady miasta, w okręgu nr 1, było 50 kandydatów do wyboru, a w wyborach do sejmiku województwa, w samym tylko okręgu nr 2, w granicach którego leży Sopot, zgłosiło się 135 kandydatów. Jest pewna różnica, prawda?

W okręgu Castle Cary wyszło jeszcze tak, że kandydat Partii Konserwatywnej zdobył mandat różnicą zaledwie 6 głosów, otrzymując ich 1816, co oznacza, że 1810 głosów, które oddane zostały na kandydata Liberalnych Demokratów trafiło do kosza i w ogóle nie zostało wziętych pod uwagę. Tak to już jest przy głosowaniu większościowym, gdzie zwycięzca bierze wszystko, a liczba głosów oddanych na dane ugrupowanie nie musi mieć potem odzwierciedlenia w liczbie przyznanych jej miejsc w radzie miasta. Sytuację, w której jest tylko dwóch kandydatów, mamy w Polsce w drugiej turze wyborów prezydenckich, niemniej jednak można to zmienić i wprowadzić głosowanie preferencyjne także w wyborach prezydenta. Nie byłoby wówczas drugiej tury, co ogranicza koszty wyborów i skraca kampanię, albowiem nasze preferencje odnośnie innych kandydatów, możemy, jako wyborcy, wyrazić już w trakcie pierwszego głosowania. Pozwala to także głosować na kandydatów mniej znanych, albowiem wyborcy nie muszą się już martwić, że ich głos zostanie zmarnowany. Głosowanie preferencyjne pozwala więc głosować szczerze.

Oprócz mniejszych gmin, okręgi jednomandatowe zostały wprowadzone w Polsce w wyborach do senatu, więc zapewne będziemy mogli zapoznać się z nimi już w tym roku. Mam nadzieję, że będą to pierwsze i ostatnie wybory tym systemem. Liczę na to, że kiedy wyborcy zobaczą, co stało się z ich głosami, że senatorami zostali ludzie z minimalnym poparciem społecznym, a jedna z partii politycznym nagle ma niezwykle dużą przewagę w senacie, której nigdy by nie miała przy ordynacji proporcjonalnej, to nacisk społeczny wymusi zmiany w kodeksie wyborczym i nie będziemy musieli odkrywać tego, co w Wielkiej Brytanii nazywa się „kulturą mandatów na całe życie”. Na 5 maja zaplanowane jest w Wielkiej Brytanii referendum w sprawie wprowadzenia głosowania preferencyjnego, zamiast większościowego, w okręgach jednomandatowych (system AV). Zawsze coś.

"Obecny system zapewnia mi mandat na całe życie. Proszę, nie odbieraj mi go. 16 milionów głosów zmarnowanych. Skandal z wydawaniem pieniędzy publicznych na prywatne cele, bez żadnych konsekwencji. 31 gwarantowanych mandatów, które nie zmieniły się od czasów królowej Wiktorii. Czy to jest demokracja?" - plakat: Nathaniel Avery.

"Nie może tak dłużej być... - ilość głosów w wyborach w 2010 r., ilość mandatów w wyborach w 2010 r." - plakat: Alex McMurray.

Zobacz więcej:


Komentarz