6 marca
2011
Marcin Gerwin

Powódź w Cambridge, USA. Zdjęcie: giladlotan/Flickr.

Kiedy temperatura powietrza rośnie, woda paruje szybciej. To jednak jeszcze nie wszystko. Kiedy robi się cieplej, powietrze może utrzymać więcej pary wodnej – na każdy 1°C wzrostu temperatury, jest to ok. 7% pary wodnej więcej. Parują oceany, parują morza i jeziora. Co dzieje się z tą parą wodną? Czy zostaje ona w powietrzu? Nie, skrapla się i spada z powrotem na ziemię w postaci deszczu, i to w przeciągu kilku dni. Jest zatem jasne, że im więcej wody wyparuje, tym więcej spadnie jej potem z powrotem jako deszcz. Czy emisje dwutlenku węgla mogą więc mieć wpływ na powodzie i nawałnice deszczu?

Większe stężenie dwutlenku węgla w atmosferze sprawia, że wzmocniony zostaje efekt cieplarniany, a przez to zostaje zatrzymane więcej ciepła wypromieniowanego przez ziemię. To nie jest więc tak, że powodzie, które pojawiają się latem w Polsce są całkowicie przypadkowe, że jest to tylko zrządzenie losu, na które nie mamy żadnego wpływu. Usypywanie wyższych wałów przeciwpowodziowych nie rozwiązuje problemu, podobnie jak zakup pomp dla strażaków. Nie jest to rozwiązaniem, albowiem przyczyna powtarzających się ostatnio powodzi leży gdzie indziej.

Opublikowane w lutym w magazynie Nature wyniki badań intensywnych opadów wskazują, że „wzrost stężenia gazów cieplarnianych spowodowanych działalnością człowieka wpłynął na obserwowany wzrost liczby intensywnych opadów deszczu na około dwóch trzecich obszarów lądowych na półkuli północnej, z których pochodzą dane.” (1) O ile trudno jest powiedzieć, że konkretna nawałnica lub susza została spowodowana przez działalność człowieka, to wzrost stężenia dwutlenku węgla, metanu i innych gazów cieplarnianych sprawia, że takie zdarzenia stają się bardziej prawdopodobne. „Jest obecnie systematyczny wpływ na te wydarzenia pogodowe – mówi Kevin Trenberth, dyrektor Sekcji ds. Analizy Klimatu NCAR, w wywiadzie dla Climate Progress, – wynikający z faktu, że w atmosferze jest więcej pary wodnej, niż powiedzmy 30 lat temu. Jest to około 4% więcej, co wzmacnia burze, zapewnia im mnóstwo wilgoci i jest to niefortunne, że społeczeństwo nie postrzega ich jako jednego z przejawów zmian klimatu. A prognozy odnośnie tych rzeczy [opadów ekstremalnych] są takie, że w przyszłości będą one jeszcze większe i jeszcze gorsze.” (2)

Z kolei James Hansen z NASA zaznacza, że o ile standardową odpowiedzią naukowca na pytanie, czy, na przykład, powodzie w Pakistanie w 2010 roku zostały spowodowane przez globalne ocieplenie będzie „nie”, to gdyby zadać to pytanie inaczej i zapytać: „Czy zdarzenie to miałoby miejsce, gdyby poziom stężenia CO2 w atmosferze pozostawał na poziomie sprzed epoki przemysłowej, 280 ppm?”, to odpowiedź brzmiałaby „Najprawdopodobniej nie”, co oznacza, że „tak, człowiek miał na nie wpływ”. (3) Dla przypomnienia – średnie stężenie dwutlenku węgla w atmosferze wynosi obecnie 391 ppm. (4)

Oczywiście, w przeszłości zdarzały się wielkie powodzie. Rzecz jednak w tym, że wzrost temperatury, a przez to wzrost zawartości pary wodnej w powietrzu sprawiają, że zwiększa się prawdopodobieństwo ich występowania. „Powódź stulecia była niegdyś czymś, czego warto było mieć świadomość – pisze James Hansen, – lecz nie było zbyt prawdopodobne, że nastąpi ona wkrótce i można było wykupić ubezpieczenie w dobrej cenie. Prawdopodobieństwo jej wystąpienia nie musi jednak bardzo wzrosnąć, aby wydarzenie, które miało miejsce raz na 100 lat, miało miejsce kilka razy na przestrzeni wieku, a także by pojawiło się w tym okresie coś, co działo się wcześniej raz na 500 lat.” (5)

Co ciekawe, w zależności od regionu, opady ekstremalne mogą obejmować także opady śniegu. Materiał na ten temat można obejrzeć na ABC News:

Co zatem można z tym zrobić? Odpowiedź jest prosta – jeżeli chcemy uniknąć kłopotów z klimatem, to powinniśmy przestać spalać paliwa kopalne i przestawić się na korzystanie z odnawialnych źródeł energii. Dodatkową korzyścią będzie tu czyste powietrze, a to przecież jest ze wszech miar pożądane. Czy rachunki za ogrzewanie muszą wtedy wzrosnąć? To zależy, jeżeli bowiem postawimy równocześnie na docieplanie budynków, to ilość energii, która potrzebna jest do ogrzewania mieszkań może się na tyle zmniejszyć, że rachunki nie będą wyższe. W Polsce ruszył niedawno program „Dobry klimat dla powiatów„, do którego Sopot również może przystąpić, albowiem jest miastem na prawach powiatu (wysłałem dziś w tej sprawie list do prezydenta). Celem programu jest ograniczenie emisji gazów cieplarnianych, to da się zrobić i będzie to krok w stronę rozwiązania problemu, zamiast jedynie minimalizowania skutków zmian klimatu. Możemy zrobić więcej niż tylko budować kolejne wały przeciwpowodziowe i dowozić żywność ludziom z zalanych terenów.

Przypisy:
(1) Seung-Ki Min, Xuebin Zhang, Francis W. Zwiers i Gabriele C. Hegerl, Human contribution to more-intense precipitation extremes, Nature, 17.02.2011. Zobacz także: Joe Romm, Two seminal Nature papers join growing body of evidence that human emissions fuel extreme weather, flooding that harm humans and the environment, Climate Progress, 16.02.2011.

(2) Climate Progress, Exclusive interview: NCAR’s Trenberth on the link between global warming and extreme deluges, 14.06.2010.

(3) James Hansen, How Warm Was This Summer?, 2010.

(4) Mauna Loa Observatory, NOAA.

(5) James Hansen, op. cit.


Komentarz