4 stycznia
2011
Marcin Gerwin

Z punktu widzenia wyborcy, głosowanie metodą STV jest bardzo proste: idziemy do lokalu wyborczego, odbieramy kartę do głosowania i piszemy „1” przy nazwisku kandydatki lub kandydata, którego najchętniej widzielibyśmy w radzie miasta, „2” przy nazwisku kandydatki lub kandydata, którego wybralibyśmy do rady miasta w drugiej kolejności, itd. Możemy również zaznaczyć tylko „1”, jeżeli uważamy, że tylko jedna kandydatka lub kandydat spełnia nasze oczekiwania. I… to wszystko. Wrzucamy głos do urny i możemy czekać na wynik wyborów. Co jednak dzieje się dalej z naszymi głosami? Jak przeliczane są na mandaty?

Można to zrobić na kilka sposobów. Najczęściej stosowana (co nie znaczy, że najlepsza) jest metoda Droop’a, od nazwiska Henry’ego Droopa, który zaproponował ją w 1868 roku. Metoda ta używana jest między innymi w Irlandii. Wygląda ona tak: dla uproszczenia przyjmijmy, że w radzie miasta Sopotu mamy tylko 5 kandydatów i 3 mandaty do obsadzenia. W wyborach bierze udział 100 wyborców (wyjątkowo niska frekwencja, jak na Sopot), którzy oddają głosy numerując wszystkich kandydatów. Aby było ciekawiej, jako kandydatów podałem polskich sportowców (mam nadzieję, że nie będą mieli nic przeciwko temu) i wyszło to tak:

Zaczynamy od ustalenia progu Droop’a, po przekroczeniu którego można otrzymać mandat. Formuła do jego obliczenia wygląda następująco:

Drodzy humaniści, proszę nie panikować, to całkiem łatwe. Oddanych zostało 100 ważnych głosów. Dzielimy więc 100 przez liczbę mandatów (3), do której dodajemy 1 (czyli dzielimy 100 przez 4). Wychodzi nam 25, do czego dodajemy 1 i mamy 26 (gdyby wyszedł ułamek, to wynik zaokrągla się w dół). A zatem próg Droop’a wynosi w naszym przykładzie 26. Prawda, że łatwe?

Teraz sprawdzamy ile głosów otrzymali kandydaci pierwszego wyboru: Adam Małysz – 45, Justyna Kowalczyk – 38, Irena Szewińska – 17. Mamy już zatem dwoje zwycięzców, próg Droop’a przekroczyli bowiem Adam Małysz i Justyna Kowalczyk. Kto jednak zajmie trzecie miejsce w sopockiej radzie miasta?

Adam Małysz otrzymał 19 głosów więcej niż wymagane 26 głosów, a nadwyżka Justyny Kowalczyk wynosi 12. I teraz: tę nadwyżkę głosów dzieli się pomiędzy pozostałych kandydatów. W jaki sposób? Proporcjonalnie do liczby uzyskanych przez nich drugich miejsc, u wyborców głosujących na kandydata, który już został wybrany. W naszym przykładzie drugie pozycje zajmują akurat kandydaci, którzy już otrzymali mandaty, przechodzimy więc do trzeciej preferencji, gdzie znajdujemy Małgorzatę Glinkę. Otrzymuje ona 19 głosów z puli wyborców Adama Małysza i 12 głosów z puli wyborców Justyny Kowalczyk. Daje jej to 31 głosów, przekracza zatem próg Droop’a i wchodzi do rady miasta. Gratulujemy!

W ramach STV proponowane są jeszcze innych metod przeliczania głosów takie, jak australijski system Wrighta, dzięki którym można skorygować problemy, jakie pojawiają się na przykład przy rozdzielaniu nadwyżek głosów w klasycznej metodzie Droop’a. System Wrighta jest już na tyle skomplikowany, że do obliczania wyniku przydaje się komputer. Interesująca jest także metoda Shulzego, opracowana przez Markusa Schulze, która powstała na bazie metody Condorceta. Metoda Condorceta jest jak faza grupowa w mistrzostwach świata w piłce nożnej, gdzie każdy gra z każdym. Wyniki, które otrzymali kandydaci, zestawia się parami i sprawdza się, który z nich otrzymał więcej głosów.

Markus Schulze rozwinął metodę Condorceta w taki sposób, że jego metoda pozwala wyeliminować możliwość manipulowania wynikiem przez głosowania taktyczne, czego można próbować zarówno w zwykłej metodzie Condorceta, jak również w metodzie Droop’a. Głosowanie taktyczne może mieć miejsce na przykład wtedy, gdy partia polityczna zaleca swoim sympatykom nie zaznaczać swego najlepszego kandydata, jako kandydata pierwszego wyboru, lecz by taktycznie umieścić go na drugim miejscu (zamiast głosować zgodnie ze swoimi prawdziwymi preferencjami). Jeżeli wówczas głosy przeliczy się klasyczną metodą Droop’a, to ta strategia może się powieść. Natomiast metoda Schulzego ma zabezpieczenie przed takimi pomysłami, a o tym, jak to działa można przeczytać tutaj. To wszystko to zresztą i tak drobiazgi, w porównaniu z głosowaniami taktycznymi, jakie czasem są po prostu wymuszone w okręgach jednomandatowych, przy ordynacji większościowej.

"Gdzie jest mój głos?". Demonstracja w Londynie na rzecz odejścia od ordynacji większościowej. Zdjęcie: London Permaculture/Flickr.

"Co myślę o brytyjskiej demokracji? Myślę, że byłby to dobry pomysł!". Zdjęcie: lewishamdreamer/Flickr.

Zobacz także:


Komentarz