2 grudnia
2010
Marcin Gerwin

Zdjęcie: lewishamdreamer/Flickr.

Przyzwyczailiśmy się do tego, że idąc na głosowanie do rady miasta stawiamy krzyżyk przy nazwisku tylko jednego kandydata. Czy można głosować inaczej? Można. Można uszeregować kandydatów w wybranej kolejności, zaznaczając w kratkach 1, 2, 3…, od najlepszego naszym zdaniem kandydata, aż do najgorszego. Jeżeli ktoś chce, to może również wpisać cyferkę tylko przy nazwisku jednego kandydata lub dwóch. Metoda ta nazywa się STV, od jej angielskiej nazwy „Single Transferable Vote”, czyli pojedynczy głos przechodni (głos jest przechodni w takim sensie, że jeżeli przy liczeniu głosów okaże się któryś z kandydatów zostaje wybrany lub odpadnie, to nasz głos przechodzi na kolejną osobę z listy zaznaczonych przez nas preferencji). Co to daje? Przede wszystkim to, że do rady miasta zostają wybrane osoby, które cieszą się autentycznie największym poparciem mieszkańców. W tej metodzie można bowiem głosować na osobę, a nie na komitet. Oprócz tego jest jeszcze jedna korzyść – na cały Sopot może być tylko jeden okręg wyborczy, dzięki czemu radni będą odpowiedzialni przed wszystkimi mieszkańcami Sopotu, a nie tylko przed wyborcami ze swojego okręgu, jak obecnie, czy w przypadku okręgów jednomandatowych.

Jak działa STV w praktyce? Bardzo prosto. Dostajemy listę kandydatów do rady miasta Sopotu i wpisujemy na niej liczby w wybranej kolejności:

Przykładowa karta do głosowania.

Od strony wyborcy jest to wszystko. Jedyna zmiana, która przychodzi mi do głowy, odnośnie samego głosowania, to że warto jest wówczas poznać większą liczbę kandydatów na radnych, aby móc ich ładnie uszeregować. To dobrze, bo jest to zachęta do świadomego głosowania.

Molo w Lake Worth. Zdjęcie: Eighties1980/Wikipedia.

Małą rewolucję można natomiast zrobić w składzie rady miasta. Nie musimy bowiem wybierać 21 radnych. W Sopocie wystarczy ich pięciu, góra siedmiu. Ale za to zatrudnionych na pełny etat. Chodzi tu o to, aby radni mieli czas na zajmowanie się sprawami mieszkańców. Dziś, kiedy radny ma stałą pracę, a do tego rodzinę, to na pisanie projektów uchwał może po prostu nie mieć czasu. I dlatego zresztą jest tak mało projektów uchwał, które przygotowują radni, a większość piszą pracownicy urzędu miasta. Wówczas mielibyśmy taki skład rady, jak w dziś w niektórych miastach w USA, na przykład w Lake Worth na Florydzie, które liczy sobie ponad 36 tys. mieszkańców, czyli podobnie jak Sopot. A jest tam tylko 5 radnych. Zaletą takiego systemu jest to, że radni uczestniczą w spotkaniach wszystkich komisji, a nie tylko dwóch. Dzięki temu mają okazję lepiej poznać projekty uchwał, w sprawie których przecież potem głosują.

W dużych miastach radnych również mogłoby być mniej, w Gdańsku jest dziś 34 radnych, a mogłoby być ich tylko 9. W takim wypadku większe kompetencje powinny zostać przyznane radom dzielnic, przede wszystkich możliwość tworzenia własnego budżetu oraz uchwalanie miejscowych planów zagospodarowania. Wówczas decyzję o remontach dróg w Oliwie zatwierdzaliby radni z Oliwy, a do Gdańska Głównego można by było nadal jechać po dowód osobisty. I tu też radnych dzielnicy nie musiałoby być jakoś szczególnie dużo. Idealnie byłoby natomiast, gdyby wydatki z budżetu dzielnicy ustalano w ramach budżetu obywatelskiego.

Domyślam się, że niektórzy członkowie partii politycznych mogą zgrzytać zębami, czytając o tych pomysłach, bo zmniejszenie liczby radnych w Sopocie do 5 znacznie zmniejsza ich szanse na to, by dostać się do rady miasta. Chciałbym jednak zauważyć, że prawo, a w tym ordynacja wyborcza, nie powinno być stanowione w interesie polityków, lecz w interesie mieszkańców. A, przynajmniej na moje oko, ordynacja STV jest korzystna dla mieszkańców.

Na koniec jeszcze parę słów na temat samej metody STV. Została ona po raz pierwszy zastosowana już dawno temu, w 1856 roku, w Danii, a nadaje się do zastosowania tylko dla okręgów wielomandatowych. Obecnie korzysta się z niej w Irlandii, w Szkocji, na Malcie, w niektórych wyborach w Australii i w Nowej Zelandii, w wyborach do izby wyższej parlamentu w Indiach czy w Cambridge, w stanie Massachusetts i około 20 innych miast w Stanach Zjednoczonych. STV oznacza możliwość głosowania preferencyjnego i proporcjonalny podział mandatów, a w obrębie samego STV jest  kilka sposobów przeliczania głosów na mandaty, ale o tym już w następnym odcinku.


Komentarz