25 listopada
2010
Marcin Gerwin

Kampania na rzecz odejścia od jednomandatowych okręgów wyborczych w Wielkiej Brytanii. Zdjęcie: Roderick Parks/Flickr.

Jakiś czas temu oglądałem konferencję prasową prezydenta Komorowskiego i usłyszałem, że w kancelarii prezydenta projekt zmian w samorządzie, w ramach którego mają zostać wprowadzone jednomandatowe okręgi wyborcze w wyborach do rady miasta. Kiedy mówi się o okręgach jednomandatowych, to podkreśla się, że dzięki temu będzie można głosować na osobę, a nie na komitet i że wówczas będzie konkretny radny lub radna dbająca o sprawy danego okręgu. Jest w tym wszystkim jednak haczyk. To, czy okręg jest jednomandatowy, czyli że z jednego okręgu wybierany jest tylko jeden radny, a nie kilku, jak obecnie, nie wyjaśnia wcale, jak liczone są głosy. A jest bardzo prawdopodobne, że w pakiecie zostanie zaproponowane głosowanie większościowe.

Zdjęcie: Steve and Clare/Flickr.

Jeżeli taki system wyborczy wszedłby w życie, to mielibyśmy w Sopocie nie 4 okręgi wyborcze, ale 21 (tyle, co miejsc w radzie miasta). Jak zmieniłoby to wyniki głosowania? W Sopocie mamy akurat 21 obwodów głosowania (w jednym okręgu jest dziś 4-7 obwodów, w zależności od ilości mieszkańców).Weźmy dla przykładu obwód 21, w okręgu 4 na Brodwinie, z którego wyborcy głosują w przedszkolu, przy ul. Kolberga. Jak wyglądałby wynik głosowania, gdybyśmy mieli jednomandatowe okręgi wyborcze? Mandat otrzymałby Grzegorz Wendykowski (PO), który otrzymał tam najwięcej głosów – 146, czyli 15,11% poparcia. Wszyscy pozostali kandydaci, na których głosowało 84,89% mieszkańców mandatu by nie otrzymali. Oczywiście, w praktyce kandydatów byłoby pewnie mniej, jednak spójrzmy na pozostałe wyniki w tym obwodzie: Jarosław Kempa 131 głosów, Bartosz Łapiński 127 głosów, czyli całkiem blisko. Jednak głosowanie większościowe oznacza, że zwycięzca bierze wszystko. To tak, jak gdyby w wyborach prezydenckich nie było drugiej tury.

Z ciekawości zajrzyjmy także do wyników głosowania w Muzeum Sopotu, tutaj mandat otrzymałaby Małgorzata Maj (PO), na którą zagłosowało 80 osób (15,38%), dalej jest Henryk Hryszkiewicz (KS) 74 głosy, Cezary Jakubowski (PO) 38 głosów i na tej kolejnej pozycji Andrzej Kałużny (PiS) i Jacek Karnowski (Samorządność) – oboje po 28 głosów.

Zdjęcie: Ric James/Flickr.

Ta metoda głosowania, okręgi jednomandatowe plus głosowanie większościowe, prowadzi do tego, że ogromna część głosów jest marnowana. Gdyby choćby była druga tura, to myślę, że wszyscy rozumiemy, że wynik głosowania mógłby być inny. Podstawowy problem, który pojawia się przy tej metodzie jest jednak taki, że poszczególni radni byliby odpowiedzialni jedynie wobec bardzo niewielkiej liczby mieszkańców z danej okolicy Sopotu. A przecież głosowaliby w sprawach całego miasta. Dla przykładu: radny, który zostaje wybrany przez grupę mieszkańców, głosujących w Muzeum Sopotu (dolny Sopot), będzie podejmował decyzje w sprawach Brodwina, osiedla Przylesie czy mieszkańców ul. Haffnera, choć żaden z mieszkańców z tych nawet nie mógł na tego radnego zagłosować. Już teraz mamy ten problem, bo radni są odpowiedzialni jedynie przed wyborcami ze swojego okręgu, a okręgów mamy cztery (i tak dobrze, że nie 21).

Kolejny problem, który pojawia się w tym systemie, jest taki, że zachęca on wyborców do głosowania taktycznego, zamiast oddawania głosu na tego kandydata lub tą kandydatkę, którą uważamy za najlepszy wybór. Dlaczego? Weźmy za przykład raz jeszcze obwód z lokalem wyborczym w Muzeum Sopotu. Załóżmy, że jest to okręg jednomandatowy i że mamy tam wyborcę PiSu, który uważa, że najlepszym kandydatem jest Andrzej Kałużny. Wyborca ten zauważa jednak, że jego kandydat ma małe szanse na zwycięstwo. Bardzo nie chce jednak, żeby do rady miasta dostał się ktoś z PO, oddaje więc głos taktyczny na Henryka Hryszkiewicza z Kocham Sopot, by zmniejszyć szanse na wybór pani Maj (mam nadzieję, że radni nie obrażą się za to, że użyłem ich do tego przykładu, chodzi tu jedynie o aspekt edukacyjny). W ten sposób nie głosuje jednak na swojego ulubionego kandydata, lecz głosuje taktycznie, o czym więcej można przeczytać tutaj.

Czy na pewno jest to fajne? Osobiście wolałbym oddawać głos na tego kandydata lub kandydatkę, który w mojej ocenie będzie najlepszym radnym lub radną. Czy jest ordynacja, która pozwala tak głosować? Tak, ale o tym już w następnym odcinku z serii o ordynacji wyborczej.

P.S. W okręgach jednomandatowych można również głosować preferencyjnie, oznaczając kandydatów w wybranej kolejności – jest to metoda Alternative Vote. Poprawia ona kwestię marnowania głosów, jednak nie rozwiązuje kwestii braku odpowiedzialności radnych przed wszystkimi wyborcami.

Zobacz także:


5 komentarzy

  1. Kuba
    25/11/2010

    Dlatego konieczne jest stworzenie programu zgromadzeń dzielnicowych, dzięki którym mieszkańcy sami decydowaliby o swojej dzielnicy…

  2. Ampersand
    26/11/2010

    Na szczęście nigdzie nie jest powiedziane, że w Sopocie będzie 21 okręgów w wyborach samorządowych.

  3. 26/11/2010

    O ile się postaramy :) Projekt przygotowywany przez kancelarię prezydenta zakłada przecież właśnie utworzenie okręgów jednomandatowych. Dlatego potrzebna jest propozycja innych rozwiązań, które moglibyśmy wprowadzić w Sopocie już na przyszłe wybory.

  4. Ampersand
    27/11/2010

    i zakłada 21 okręgów w Sopocie?

  5. 27/11/2010

    Jeżeli weszłyby okręgi jednomandatowe, to okręgów byłoby tyle, ile miejsc w radzie miasta. Jeżeli więc nie zmieniłaby się liczba radnych, to okręgów byłoby 21.

Komentarz