29 września
2010
Marcin Gerwin

James Hansen zatrzymany przed Białym Domem. Zdjęcie: RAN/Flickr.

Przeczytałem wczoraj, że James Hansen, klimatolog pracujący dla NASA, został zatrzymany przez policję w związku z udziałem w proteście przed Białym Domem, którego celem było wprowadzenie zakazu wydobywania węgla poprzez usuwanie wierzchołków gór (1). W amerykańskich Appalachach do węgla nie trzeba bowiem dobierać się kopiąc głębokie tunele po ziemią, lecz po wycięciu lasu wysadza się w powietrze szczyty wzgórz i w ten sposób odsłania się złoża węgla. Przyczynia się to nie tylko do emisji dwutlenku węgla do atmosfery, co wpływa na zmiany klimatu, lecz również do skażenia okolicznych strumieni i zniszczenia krajobrazu (2).

James Hansen nie zawsze był aktywistą. Nawet wręcz przeciwnie. Przez lata unikał mediów, a nawet wystąpień publicznych, gdyż bardzo go one tremowały (i zdaje się, że nadal go tremują). Co więc się stało, że szanowany i znany na świecie naukowiec, w wieku lat 69, bierze udział w demonstracjach? James Hansen, który zajmuje się na co dzień badaniem klimatu, wie po prostu, jakie skutki może przynieść dalsze spalanie węgla, ropy i gazu i zdecydował, że nie może siedzieć bezczynnie w laboratorium i nic z tym nie zrobić. Do działania skłoniły go także jego wnuki, jak sam mówi, nie chciał, aby kiedyś powiedziały, że „Opa (dziadek) wiedział co się dzieje, ale nigdy nie wyraził tego jasno” (3).

Tak wygląda kopalnia węgla w górach, gdzie wysadza się wierzchołki wzgórz. Wyobraźmy sobie, że coś takiego byłoby proponowane w Bieszczadach.

Choć od czasu fiaska konferencji klimatycznej w Kopenhadze, o zmianach klimatu mówi się w mediach mniej, to bynajmniej zagrożenia z nimi związane nie minęły, dopiero co pobity został rekord gorąca w południowej Kalifornii – przedwczoraj, temperatura w Los Angeles wynosiła w cieniu 48,3°C (4). Tymczasem u nas, jak gdyby nigdy nic, wiadomości o planach otwarcia nowej elektrowni węglowej w województwie pomorskim, w miejscowości Rajkowy, nieopodal Pelplina, która rocznie może zużywać do 5 milionów ton węgla, przyjmowane są entuzjastycznie (5). Pani dyrektor Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Gdańsku, która wydawała decyzję o środowiskowych uwarunkowaniach dla budowy elektrowni, zaznaczyła nawet na konferencji prasowej, że elektrownia „nie powoduje konfliktów przyrodniczych” (6). Zupełnie, jak gdyby miliony ton CO2, które może emitować ta elektrownia, nie miały żadnego znaczenia. Jak gdyby emisje dwutlenku węgla nie przyczyniały się do zakwaszenia oceanów, niszczenia raf koralowych, o wpływie zmian klimatu na zagrożone gatunki zwierząt nie wspominając.

W teorii, to CO2 z elektrowni w Pelplinie może zostać wychwycone. Dyrektor zarządzający Elektrowni Północ, dr inż. Karol Pawlak, zwraca uwagę w artykule na Trójmiasto.pl, że: „Nasza elektrownia została zaprojektowana m.in. jako tzw. ‚CCS ready’. Oznacza to, że już na tym etapie zarezerwowaliśmy odpowiednie miejsce oraz zapewniamy określone gabaryty instalacji tak, by w przyszłości umożliwić dobudowanie instalacji do wychwytywania i transportu CO2 w celu jego składowania (6).” Czy taka jednak instalacja powstanie? Jeżeli jakieś traktaty w sprawie ochrony klimatu wymuszą to na elektrowniach, to być może. Rzecz jednak w tym, że CCS (ang. Carbon Capture and Storage) oznacza po prostu dodatkowy koszt dla wyprodukowania każdej kWh energii elektrycznej, czyli wyższą cenę prądu, a zatem firma, która działa dla zysku, może się do tego sama z siebie nie kwapić. Dlatego też łatwiej jest zarezerwować miejsce pod taką instalację i powiedzieć, że elektrownia jest ‚CCS ready’, zamiast wychwytywać i składować CO2 naprawdę.

Male - stolica Malediwów.

Emisje CO2 wciąż jeszcze nie są postrzegane w Polsce jako poważny problem. Takich wątpliwości nie ma natomiast prezydent Malediwów, który zdaje sobie sprawę z tego, że podnoszący się poziom morza sprawi, że jego państwo zniknie pod wodą i mieszkańcy archipelagu będą musieli się gdzieś przeprowadzić. A poziom mórz i oceanów cały czas powoli rośnie, ze względu na to, że napływa do nich nich woda z topniejących lodowców, a ponadto woda morska rozszerza się wraz ze wzrostem temperatury na świecie. Pomimo tego, że wyniki badań niezmiennie wskazują na to, że działalność człowieka ma wpływ na zmiany klimatu, to wciąż jeszcze pojawiają się w tej kwestii wątpliwości, także w Sopocie, o czym można było się przekonać podczas ostatniego wywiadu z kandydatem na prezydenta Sopotu, Piotrem Melerem.

Pytamy wszystkich kandydatów na prezydenta o to, czy uważają, że człowiek ma wpływ na zmiany klimatu czy też nie, albowiem będzie to potem skutkowało mniejszym lub większym zaangażowanie w ochronę klimatu, jeżeli dany kandydat prezydentem już zostanie. Nie chodzi to tu jednak o wiarę we wpływ człowieka na klimat. Wiara nie ma tu nic do rzeczy. Albo działalność człowieka ma wpływ na zmiany klimatu i jesteśmy to w stanie udowodnić albo nie ma. Piotr Meler podniósł ulubiony argument sceptyków, że ocieplaniu się klimatu może być winne Słońce. Zmiany aktywności Słońca to akurat jedna z najprostszych rzeczy do wykluczenia, bo jest ona badana od lat na różne sposoby, od satelitów aż po nasłuch radiowy. I wyniki badań aktywności Słońca nie pokazują żadnej nadzwyczajnej aktywności, poza zwykłym 11-letnim cyklem. Nawet ostatnio Słońce było wyjątkowo „ciche” i bynajmniej nie dociera do nas więcej ciepła z jego strony.

Historyczny kolektor słoneczny, który jako symbol miał zostać zainstalowany na Białym Domu do czasu, gdy zamontowane zostaną na nim nowe kolektory.

Skąd więc to ocieplenie? No, właśnie… Jeżeli zaczniemy sprawdzać różne możliwości, jedna po drugiej, to okazuje się, że jedyne co pozostaje to wzmocniony efekt cieplarniany, który spowodowany jest większym stężeniem gazów cieplarnianych w atmosferze i wycinanie lasów. A, jakby nie było, zmiany te są spowodowane dziś działalnością człowieka (zobacz więcej na ten temat w artykule: „Czy człowiek może zmienić klimat Ziemi?„). Sceptycy argumentują więc, że klimatolodzy manipulują wynikami badań, a co najśmieszniejsze, że wpływ na owe wyniki oraz na rządy państw na świecie ma jakieś lobby ekologiczne. Czym niby mogłoby być to ekologiczne lobby? Gdzie na globalnej liście Fortune 500, która obejmuje największe korporacje na świecie, są firmy, które produkują kolektory słoneczne, turbiny wiatrowe lub przydomowe turbiny wodne? Nie widzę żadnej w pierwszej setce, ale kto wie, może są gdzieś dalej. Widzę natomiast w pierwszej dziesiątce koncerny Royal Dutch Shell, Exxon Mobil, BP, Sinopec i China National Petroleum, czyli firmy, które zajmują się wydobywaniem ropy i gazu ziemnego, a których roczne przychody przekraczają 1,1 biliona dolarów (dla porównania: Produkt Krajowy Brutto całej Polski wyniósł w 2009 r. 689 miliardów dolarów). To natomiast, jakie dojście do Białego Domu mają ekolodzy, można było zobaczyć, kiedy Bill McKibben wraz z grupą studentów wybrali się do Waszyngtonu z propozycją, by zainstalować ponownie na dachu Białego Domu kolektory słoneczne, które polecić umieścić tam prezydent Jimmy Carter, a zdjąć Ronald Reagan. Nie udało się (7).

Skoro wyniki badań klimatologów wskazują na to, że to działalność człowieka ma wpływ na obserwowane obecnie zmiany klimatu, skąd sceptycyzm klimatyczny, który tak często pojawia się w polskich mediach? Moje podejrzenie jest takie, że wynika on ze światopoglądu publicystów i dziennikarzy (patrz: Bronisław Wildstein, Rafał Ziemkiewicz, Tomasz Wróblewski czy Witold Gadomski). Jeżeli ktoś jest miłośnikiem niczym nieskrępowanego wolnego rynku, bezustannego wzrostu gospodarczego i rozwoju technologicznego, najprawdopodobniej będzie powątpiewał we wpływ człowieka na zmiany klimatu. Dla osób o takich poglądach, temat zmian klimatu jest niezwykle niewygodny i uwiera, jak kamień w bucie. Okazuje się bowiem, że to, co uważają za wspaniałe osiągnięcie ludzkości – cywilizację przemysłowo-konsumpcyjną, której podstawą jest rewolucja przemysłowa i spalanie paliw kopalnych, może mieć jakieś wady. Łatwiej jest więc zanegować to, że człowiek może mieć wpływ na klimat i po sprawie. Problem sam znika. Pojawia się natomiast poczucie komfortu – można ze spokojnym sumieniem latać samolotem, jeździć samochodem i generalnie spalać ropę, gaz i węgiel do woli. Przyznanie bowiem, że jednak ten dwutlenek węgla, który powstaje w elektrowniach wcale taki obojętny dla środowiska nie jest, oznacza przecież „moralne konsekwencje”, jak to ujął Al Gore. A po co sobie tym głowę zawracać? Czy nie prościej jest wierzyć, że istnieje globalny spisek, który ma na celu utworzenie rządu światowego i nałożenie dodatkowych podatków na miłujących wolność obywateli? Znacznie prościej.

Przypisy:

(1) Joseph Romm, Around the world, activists arrested for protesting coal’s destruction, including NASA’s James Hansen, Climate Progress,28.09.2010.

(2) Rebecca Lindsey, Coal Controversy in Appalachia, Earth Observatory NASA, 21.12.2007 oraz Mountaintop Removal 101, Appalachian Voices.

(3) James Hansen, Am I an activist for caring about my grandchildren’s future? I guess I am, The Guardian, 26.06.2010.

(4) Jorge Madrid i Joseph Romm, No on California Prop 23: It’s getting HOT out here!, Climate Progress,28.09.2010.

(5) Na początku 2012 r. Kulczyk Investments ruszy z budową elektrowni na Pomorzu, PAP, Wirtualny Nowy Przemysł, 16.09.2010.

(6) Robert Kiewlicz, Nowa elektrownia węglowa stanie na Pomorzu, Trójmiasto.pl, 20.09.2010.

(7) Bill McKibben, The enthusiasm gap in the White House, Energy Bulletin, 16.09.2010.

Nasza elektrownia została zaprojektowana m.in. jako tzw. „CCS ready” – mówi dr inż. Karol Pawlak, dyrektor zarządzający Elektrowni Północ. – Oznacza to, że już na tym etapie zarezerwowaliśmy odpowiednie miejsce oraz zapewniamy określone gabaryty instalacji tak, by w przyszłości umożliwić dobudowanie instalacji do wychwytywania i transportu CO2 w celu jego składowania.

1 komentarz

  1. 05/10/2010

    Na Białym Domu jednak mają się pojawić kolektory słoneczne:
    http://news.yahoo.com/s/ap/20101005/ap_on_bi_ge/us_white_house_solar_power

    (może więc lobby ekologiczne ma jakąś siłę przekonywania ;)

Komentarz