1 sierpnia
2010
Marcin Gerwin

Zdjęcie: edmittance/Flickr.

Na pierwszy rzut oka, może się wydawać, że konsultacje to konsultacje. Tak jednak nie jest. Konsultacje z mieszkańcami mogą mieć bardzo różne formy, może to być bowiem klasyczna dyskusja publiczna lub ankieta przeprowadzana przez instytut socjologiczny. Mogą to być także stosowane w Niemczech komórki planujące (niem. planungszellen), może to być sondaż deliberatywny (ang. deliberative poll) lub werdykt obywatelski (ang. citizens jury). Sęk jednak w tym, że część z tych metod zakłada, że udział w spotkaniach może brać tylko wybrana losowo grupa mieszkańców, a nie wszyscy zainteresowani. Czy w takim razie możemy uznać, że takie konsultacje są demokratyczne?

To nie jest przypadek, że w regulaminie konsultacji społecznych proponujemy tylko te formy konsultacji, które zapewniają udział wszystkich zainteresowanych osób – dyskusję publiczną i dyskusję w grupach, na zasadach Open Space lub World Café. Chodzi tu właśnie o demokrację, o możliwość udziału w konsultacjach i wypowiadania się dla wszystkich zainteresowanych mieszkańców, a nie jedynie losowo wybranej grupy 12 lub 25 osób. Z sondażem prowadzonym przez ankieterów jest podobnie. Nawet zapytanie o opinię tysiąca mieszkańców Sopotu, co jest dużo jak na nasze miasto, oznacza, że ok. 32 tysiące osób zostało pominiętych. Nie ma tu znaczenia, że wynik sondażu telefonicznego mógłby być taki sam, co wynik dyskusji publicznej. Istota demokratycznych konsultacji polega na tym, że wszyscy mieszkańcy, którzy chcą wziąć udział w spotkaniach, mają zapewnioną taką możliwość.

To natomiast, co jest fajne w metodach takich, jak werdykt obywatelski to to, że decyzje są podejmowane po dogłębnym przeanalizowaniu tematu. Aby jednak to było możliwe, to cały proces może trwać kilka dni, obejmuje on bowiem nie tylko samą dyskusję pomiędzy uczestnikami, lecz także prezentacje ekspertów, które mają na celu umożliwienie mieszkańcom zrozumienie sprawy, możliwości, jakie mają do wyboru i skutków ich decyzji.

Jak to pogodzić z demokratycznymi założeniami? Przecież nie wszystkim będzie się chciało poświęcać tyle czasu na udział w konsultacjach. Pomocne tu będzie dobre rozłożenie ich w czasie i zapewnienie wstępnych informacji np. w internecie lub w formie drukowanej jeszcze przed spotkaniami. Dlatego właśnie proponujemy utworzenie specjalnej strony poświęconej konsultacjom społecznym, na której można będzie zamieszczać różne analizy, a także wstępne stanowiska (Na stronie urzędu miasta pojawiła się zakładka „konsultacje społeczne„, która powstała na podstawie naszej propozycji. Dostrzegam pewne różnice. Podobno urząd nie ma pieniędzy na coś lepszego). Sednem natomiast jest to, że w pełnych konsultacjach wezmą udział osoby zainteresowane danym tematem. Jeżeli, na przykład, spotkania dotyczyłyby kwestii parkingów, a kogoś by ten temat nie interesował (mnie na przykład nie bardzo), to by na nie nie przyszedł. Z kolei osoby zainteresowane tym tematem będą skłonne poświęcić półtorej godziny na wysłuchanie wykładu o problemach z parkowaniem w mieście (naprawdę są od tego specjaliści, np. Donald Shoup). Czyli w praktyce – informacja o konsultacjach odnośnie parkingów w mieście trafia do wszystkich, a na spotkanie przychodzą tylko zainteresowani. Wówczas nawet jeżeli na spotkanie przyjdzie 12 osób i podejmą one decyzję, to możemy mówić, że została ona podjęta demokratycznie.

Można tu zauważyć, że to przecież na to samo wychodzi – tu 12 osób i w losowo wybranej grupie też 12 osób. W czym więc problem? Różnica polega na tym, że jeżeli okazałoby się, że sprawa parkingów interesuje 200 osób, to wszyscy mogli by wziąć udział w konsultacjach. A tak, przy zastosowaniu innej metody, na przykład werdyktu obywatelskiego, mogą tylko stać pod drzwiami sali i irytować się, że ich głos zostanie pominięty. Pół biedy jeszcze parkingi. A gdyby to były konsultacje w sprawie Parku Grodowego, hali widowiskowo-sportowej lub przystani jachtowej? Lepiej nawet o tym nie myśleć.

P.S. Pojawia się tu ciekawa kwestia – czy decyzje podejmowane przez radnych są demokratyczne?


4 komentarze

  1. andrzej
    01/08/2010

    no właśnie obawiam się że w naszym kraju będzie to wyglądało tak iż zwycięży lobby a szumu narobi wiec na klepisku jak zawsze

  2. 02/08/2010

    Promujemy konsultacje społeczne i demokrację właśnie po to, aby wykluczyć zakulisowe naciski grup interesów i by decyzje były podejmowane w trosce o dobro mieszkańców, a nie konkretnego lobby. Celem regulaminu jest ustalić taki mechanizm podejmowania decyzji przez mieszkańców, że dla radnych będzie jasne, czego mieszkańcy oczekują i że powzięli opinię po dogłębnym przeanalizowaniu danej sprawy, więc nie można powiedzieć, że mieszkańcy się nie znają, w związku z czym robimy to, co sami uważamy za stosowne ;)

  3. andrzej
    02/08/2010

    to wiem boję się mieszkańców i tej słowiańskiej jak mówił Poniedzielski zadumy nad demokracją – do zobaczenia na kabarety.pl – tej niemocy jak w przypadku powodzi która zalewa te same miejsca i wszyscy tacy zdziwieni i władzunia i ludkowie miejscowi – czyli jak zbieramy podpisy i walimy kawę na ławę to wszyscy za tylko co zrobią jak ich nie będziemy kierunkować i tłumaczyć jak im wyrośnie koło nosa kolejna wiekopomna budowla będą zdziwieni?….
    czy ludeczkowie są świadomi a jeżeli to czy nie jest im wszystko jedno … Im down?

  4. 02/08/2010

    Rozumiem te wątpliwości, niemniej jednak, doświadczenia z przeprowadzaniem konsultacji pokazują, że ludzie potrafią wykazać się mądrością i jak wskazuje James Fishkin (http://cdd.stanford.edu/news/2010/pdforum/), przy sondażu deliberatywnym wychodzi, że ludzie w grupie potrafią być bardzo bystrzy. Po angielsku jest nawet na to ładne określenie – „collective genius”. Cały widz z konsultacjami polega na tym, aby umożliwić ludziom podejmowanie „poinformowanych decyzji”, czyli dobrze zorganizować konsultacje.
    Co do powodzian, to w moim odczuciu to nie demokracja jest problemem, jeżeli już, to jej brak :) Jestem przekonany, że gdyby dla osób z terenów zalewanych przez powódź zorganizować konsultacje odnośnie tego, jak chcą ten problem rozwiązać, gdyby zaprosić ekspertów, którzy przedstawili by im całą paletę możliwości, to ich wnioski byłyby całkowicie rozsądne, a wybrane rozwiązania skuteczne. Nie słyszałem jednak, by ktoś takie spotkania chciał organizować, a burmistrzowie i prezydenci często mają przekonanie, że sami wiedzą lepiej. A właśnie to zaangażowanie zwykłych ludzi w przeanalizowanie problemu i podejmowanie decyzji jest kluczowe, bo dzięki temu są w stanie podjąć się rzeczy, które być może na początku by z góry wykluczali, np. przeprowadzkę, a tak, uzyskawszy wiedzę na temat możliwych opcji, mogą dojrzeć do zdroworozsądkowych decyzji. Bez udziału w konsultacjach oczekiwaliby natomiast, że ktoś załatwi wszystko za nich. To jest właśnie jedna z podstawowych wad demokracji przedstawicielskiej, że ludziom nie przychodzi do głowy, że mogą zrobić coś samemu.
    Polecam także artykuł o konsultacjach w Poznaniu:
    http://cdd.stanford.edu/press/2009/wyborcza-copoznaniacy.pdf

Komentarz