21 lipca
2010
Marcin Gerwin

Annie Leonard.

Jeżeli masz zwyczaj sprawdzać, jakie składniki zawierają produkty, które kupujesz, to wiesz, że kremy, szampony, a nawet pasty do zębów, zawierają często substancje chemiczne o niewymawialnych nazwach. Co się pod nimi kryje? W zasadzie nie wiadomo, bo ta informacja nie jest już zawarta na opakowaniu. Czy są bezpieczne? Można mieć taką nadzieję, ktoś przecież powinien to sprawdzać, ale… czy rzeczywiście ktoś to sprawdza? Co właściwie zawierają kosmetyki? Kto decyduje o tym, które składniki są bezpieczne, a które nie? O tym, jak wygląda to w Stanach Zjednoczonych, opowiada Annie Leonard w najnowszym filmie ekipy The Story of Stuff Project – „Opowieść o kosmetykach”, który w całości można obejrzeć poniżej.

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=pfq000AF1i8[/youtube]

Wydaje mi się, że w zarówno w Polsce, jak i w Europie, sprawa wygląda nieco lepiej, państwo i agencje rządowe nie zostały jeszcze rozmontowane przez duże firmy w takim stopniu, jak w Stanach Zjednoczonych. Gdyby ktoś się pytał, co oznacza słowo „deregulacja”, które ostatnio pojawiło się w Polsce, to w praktyce oznacza ono usuwanie przepisów, które przeszkadzają firmom maksymalizować zyski. Oczywiście, oznacza ono także  usuwanie przepisów, które są absurdalne, jednak sama niewidzialna ręka wolnego rynku nie zapewni tego, że kosmetyki i inne produkty będą bezpieczne dla zdrowia i przyjazne dla środowiska. Potrzebna do tego jest kontrola społeczeństwa, na przykład poprzez wyspecjalizowane agencje rządowe. Jak wskazuje Annie Leonard, aby zapewnić, że na rynek będą trafiały bezpieczne kosmetyki, trzeba zmienić system, czyli tu akurat sposób, w jaki dopuszczane są do sprzedaży składniki chemiczne. Kampania przeciwko jakiemuś szamponowi mogłaby być bardziej medialna, ale kluczem do rozwiązania wielu problemów jest właśnie zmiana systemowa.

P.S. Także kosmetyki mogą mieć certyfikat ekologiczny, a o tym, jakie standardy muszą spełniać, aby go otrzymać, można przeczytać tutaj.

Zobacz także:


Komentarz