1 lipca
2010
Lidia Makowska i Katarzyna Szczepańska

Gdańsk, starówka. Zdjęcie: denmar/Flickr.

W listopadzie 2009 r. złożyłyśmy – jako mieszkanki Wrzeszcza – obywatelski projekt zmian w statucie Gdańska, który wprowadzał możliwość zgłaszania uchwał przez mieszkańców. Jest to pierwszy etap kampanii „Demokracja to nie tylko wybory”. Akcję rozpoczęliśmy wspólnie z Marcinem Gerwinem i Mają Grabkowską z Sopockiej Inicjatywy Rozwojowej, którzy równolegle przestawili projekt inicjatywy uchwałodawczej w Sopocie. O ile sopoccy radni, już w marcu br., niemal jednogłośnie zatwierdzili zmianę statutu miasta, ustalając liczbę podpisów potrzebnych do zebrania pod projektem uchwały na 200, to w Gdańsku radni z PO wprowadzili wysoki próg 2000 podpisów.

Jako autorki projektu Inicjatywy Uchwałodawczej mieszkańców Gdańska zabieramy głos w debacie Gazety Wyborczej Trójmiasto „Czy radni i prezydent boją się obywateli?”. Cieszymy się, że redakcja GW rzetelnie i z nonkonformistyczną odwagą podjęła temat istoty samorządności w Trójmieście i nie ograniczyła się do spłaszczenia problemu do sporu wokół liczby podpisów. Słusznie bowiem zauważył Prezydent Paweł Adamowicz w wywiadzie z red. Markiem Górlikowskim, że „to nie podpisy są problemem”. W ważnych sprawach my, mieszkańcy, potrafimy się mobilizować i bez problemu zbierzemy wymaganą ilość podpisów.

Miasto to organizm żywy

O co zatem chodzi w sporze wokół Inicjatywy Uchwałodawczej? Problem leży w (nie)rozumieniu istoty samorządności w Gdańsku. Prezydent i jego zastępcy oraz część radnych z PO preferują model autorytarnego sprawowania władzy. Prezydent Adamowicz stwierdza na łamach GW, że „mieszkańcy oczekują od władzy wykonawczej przede wszystkim sprawnego zarządzania miastem”. Taka teza była do przyjęcia 20 lat temu, na początku polskiej transformacji, gdy społeczności lokalne dopiero budowały swoją tożsamość i struktury organizacyjne. Obecnie coraz szersze grupy Polek i Polaków są gotowe poświecić swój wolny czas na działania pro publico bono. Oczy otworzył nam zeszłoroczny kryzys gospodarczy i obecny krach w Grecji. Zachwiało się przekonanie o skuteczności kapitalistycznego (w języku neoliberalnym „sprawnego”) modelu zarządzania miastem, zgodnie z kreatywną bankowością i korporacyjnymi regułami, których jedynym celem jest wypracowanie zysku. Tymczasem miastotwórcze potrzeby wspólnoty mieszkańców nie dają się sprowadzić do rachunkowych słupków. Miasto to organizm żywy, dobro wspólne, dzieło wielu pokoleń. W Unii Europejskiej prawo do jego współtworzenia mają wszyscy użytkownicy przestrzeni miejskiej (a nie tylko podatnicy, co zwykle podkreślają władze Gdańska).

Gdański model „sprawnego zarządzania miastem” jest coraz częściej krytykowany przez mieszkańców, domagających się przejrzystości i realnego wpływu na politykę miasta. Tymczasem działania wokół wprowadzenia prostej zmiany, jaką jest inicjatywa uchwałodawcza, obnażyły antydemokratyczne myślenie części radnych, prezydenta Gdańska i jego zastępców. Gazeta Wyborcza Trójmiasto celnie to podsumowała pisząc: „Samorządność otrzymała wczoraj w Gdańsku cios w samo serce”.

Spór polega także na niechęci i braku zaufania władz miasta Gdańska, części urzędników oraz części radnych do włączania mieszkańców we współtworzenie miasta. Prezydent Adamowicz od lat uporczywie wmawia nam (i powtórzył to w wywiadzie z red. Górlikowskim), że w Gdańsku „brak jest ludzi, którzy naprawdę chcą zająć się sprawami społecznymi”. Tymczasem rok temu powstała Gdańska Sieć Partnerstw Lokalnych, w której swoje siły i potencjał połączyli społecznicy, „naprawdę zajmujący się sprawami społecznymi”. Prezydent Adamowicz był w Ratuszu Staromiejskim na uroczystym podpisaniu porozumienia, widział na własne oczy imponującą grupę ponad setki osób, zaangażowanych w budowę lokalnych społeczności.

Powszechny model konsultacji społecznych

Na ostatniej sesji Rady Miasta pan Adamowicz mówił, że obawia się „inflacji” oddolnej aktywności. A zatem widzi naszą konstruktywną i racjonalną siłę i potencjał. Skąd zatem kolejne niezrozumiałe (niewiarygodne?) stwierdzenie pana Adamowicza w wywiadzie z red. Górlikowskim, w którym prezydent Gdańska narzeka, że „zbytnie otwarcie na inicjatywy uchwałodawcze rodzi postawę roszczeniową, recenzencką, a nie postawę współodpowiedzialności i współgospodarzenia”. Skąd takie przekonanie, skoro blokuje się mieszkańcom możliwość sprawdzenia się we współtworzeniu miasta? Coraz większa ilość osób nie boi się wziąć odpowiedzialności za współtworzenie swojego otoczenia. Trzeba nam to tylko umożliwić, dać nam szansę. Dlaczego by nie wprowadzić systemowych narzędzi do skutecznego włączania mieszkańców we współzarządzanie miastem? Myślimy tu m.in. o powszechnym modelu konsultacji społecznych, z coraz większą śmiałością wprowadzanym w innych polskich miastach (w Krakowie, Warszawie, Słupsku). Modele uzupełniania narzędzi demokracji przedstawicielskiej (rządzi prezydent i rada miasta) o demokrację bezpośrednią (przedstawiciele mieszkańców współdecydują, w oparciu o wspólnie wypracowane zasady) od kilku lat z powodzeniem praktykowane są w miastach niemieckich czy brytyjskich. Wystarczy tylko skorzystać z doświadczeń i gotowych wzorców naszych europejskich sąsiadów.

W Gdańsku tymczasem nawet nie zaproszono nas – autorek inicjatywy uchwałodawczej – (pomimo pisemnej prośby) na spotkanie Komisji Samorządu i Ładu Publicznego Rady Miasta Gdańska. Chciałyśmy porozmawiać o istocie demokracji, przedstawić radnym nasze argumenty, zaproponować konstruktywne rozwiązania, jak aktywizować mieszkańców do samorządności. Niestety, jedynie dwóch radnych (Sylwester Wysocki i Maciej Krupa) odpowiedziało nam prośbę o rozmowę w komisji. Panowie, choć najbardziej zaangażowani w procesy demokratyczne, nie zdołali jednak przekonać kolegów i koleżanek z Rady Miasta Gdańska. Radny Wysocki jest jedynym niezrzeszonym w klubie PO lub PiS reprezentantem, a radny Krupa musiał się poddać dyscyplinie klubowej, choć oficjalnie na swoim blogu postulował 1000 podpisów i wspierał inicjatywę wnoszenia uchwał przez rady osiedli. Przewodniczący Komisji Samorządu i Ładu Publicznego, Jarosław Gorecki, milczał.

Zaprosiłyśmy zatem wszystkich radnych na spotkanie 28 kwietnia pt. Demokracja to nie tylko wybory do Wrzeszcza. Z 34 radnych zjawiło się, z różnych względów, tylko troje (Jarosław Gorecki, Mirosław Zdanowicz i Małgorzata Chmiel). W debacie prowadzonej eksperymentalną metodą Open Space uczestniczyli też społecznicy z Gdańska: przedstawiciele rad osiedli, zainteresowani samorządnością mieszkańcy, przedstawiciele organizacji pozarządowych. Naszym głównym postulatem było zwiększenie kompetencji rad dzielnic (i osiedli) i umożliwienie im zgłaszania projektów uchwał. Mieszkańcy wyrazili też zdecydowaną potrzebę obniżenia liczby podpisów pod projektem uchwałodawczym do 1000 osób. Zdaniem obecnych na spotkaniu radnych byłoby to niepożądane, gdyż mogłoby doprowadzić do sparaliżowania prac rady i urzędu miasta pomysłami aktywnych mieszkańców.

Król jest nagi

Lęk niektórych radnych przed wyborcami wydaje się tak wielki, że przesłania im fakty: projekty uchwałodawcze mieszkańców przechodzą przecież zwykłą procedurę weryfikacji w komisjach, potem na sesji rady, wymagają zgody skarbnika, jeżeli wiążą się z wydatkami. Każdy nietrafiony pomysł można odrzucić, tu radni dalej zatrzymują pełnię swojej władzy.

Dobrze byłoby, by radni częściej przypominali sobie, że służą mieszkańcom i nas reprezentują. Rola aktywnego radnego powinna wykraczać daleko szerzej poza sporadyczne dyżury czy głosowanie na sesjach w ratuszu zgodnie z wolą prezydenta i dyscypliną klubową. Warto także, by prezydenci Gdańska zaczęli dostrzegać niezadowolenie mieszkańców z narzuconego nam feudalnego porządku, krytykowanego (nieoficjalnie) nawet wśród niektórych radnych PO.

Warto wreszcie nazwać rzeczy po imieniu: król jest nagi i czas uszyć nowe szaty. W miejsce obecnego porządku samowładzy Platformy Obywatelskiej w Gdańsku postulujemy przywrócenie modelu opartego o podstawowe wartości demokratyczne, gdzie ceni się dyskusję i różnorodność poglądów i gdzie jest przestrzeń na spory ideowe i prezentację alternatywnych rozwiązań. A przede wszystkim gdzie jest zaufanie, wola i umiejętność rozmowy i wypracowania kompromisów.

Źródło: Portal wrzeszcz.info.pl. Tekst ukazał się 14 czerwca 2010 r. w Gazecie Wyborczej Trójmiasto. Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji GW.


Komentarz