18 marca
2010
Marcin Gerwin i Kamil Pachałko

Zdjęcie: neil-san/Flickr.

Kiedy Rob Hopkins usłyszał o tym, jakie konsekwencje niesie ze sobą zmniejszenie się wydobycia ropy, był to dla niego szok. Rob prowadził już ekologiczny styl życia, uprawiał część żywności na własne potrzeby, przygotowywał się do założenia ekowioski i budował dla siebie ekologiczny dom z gliny i słomy. Pracował wówczas jako nauczyciel permakultury w Irlandii i uczył projektowania ekologicznego ogrodów, budynków czy całych farm. Nigdy wcześniej nie słyszał jednak o czymś takim jak peak oil, czyli o szczycie wydobycia ropy. Pierwszego dnia kursu postanowił pokazać studentom film dokumentalny „The End of Suburbia” (Koniec przedmieść) i zaprosił na wykład geologa zajmującego się ropą, dr Colina Campbella, który występował w tym filmie i akurat mieszkał w okolicy. Ten dzień odmienił jego życie. Rob zrozumiał bowiem, że styl życia w bogatych państwach uprzemysłowionych jest dziś w pełni uzależniony od dostaw ropy, surowca, którego zasoby nieubłaganie się kurczą. Według raportu ITPOES, dostawy ropy na świecie mogą zacząć się zmniejszać już w latach 2013-2014.

Rob Hopkins. Zdjęcie: edmittance/Flickr.

Rob zaczął się zastanawiać, jak pojedzie po zakupy, jak będzie odwiedzać przyjaciół itd. Uświadomił sobie, że choć nie mieszka na klasycznym amerykańskim przedmieściu, to w jego miejscowości, Kinsale, samochód również jest niezbędny do załatwiania podstawowych spraw. Choć wiedział, że sam potrafi zaprojektować dom i ogród tak, by być samowystarczalnym, co jednak z innymi? Będzie pilnował ogrodu z bronią w ręku, podczas gdy jego sąsiedzi nie będą mieli co jeść i czym się ogrzać?

Usiadł więc ze studentami i zaczęli się zastanawiać, jaki wpływ na Kinsale będzie miało zmniejszenie się wydobycia ropy oraz jak przejść do niezależności od jej dostaw. Po wielu dyskusjach, a także rozmowach z mieszkańcami, powstał plan zmniejszenia zużycia energii w Kinsale do 2021 r. (Energy Descent Action Plan). Został w nim zaproponowany szereg rozwiązań w kwestii energetyki odnawialnej, żywności, transportu czy edukacji. Mniejsze dostawy ropy oznaczają nie tylko niedogodności z dojazdem samochodem do pracy. Od ropy jest dziś całkowicie uzależniony m.in. system produkcji i dystrybucji żywności. Ropa potrzebna jest do produkcji nawozów, do wysiewania nasion, pielęgnowania upraw, do zbiorów i wreszcie do dystrybucji. Bez ropy cały ten system przestaje działać. Tak powstała inicjatywa Transition (ang. przejście), obejmująca m.in. uprawy lokalnych ogrodów czy uczenie się wielu zapomnianych dziś umiejętności, jak np. robienie zapasów na zimę.

Zdjęcie: terriem/Flickr.

Zaproponowana wizja Kinsale w przyszłości, w 2021 r., to nie miasto przez które bezgłośnie unoszą się w powietrzu pojazdy, znane z filmów science-fiction, napędzane garścią odpadków, ale miasto, w którym i wokół którego uprawia się żywność. Wszystkie trawniki zostały tam zamienione na ogrody, a kosiarki do trawy są ozdobą w lokalnych pubach i niczym kamienne toporki stanowią wspomnienie minionej ery taniej ropy. Wzdłuż ulic rosną drzewa owocowe, a w parkach zostały założone sady. Ludzie odkrywają stare odmiany warzyw i wymieniają się nasionami. Mieszkańcy Kinsale jedzą zdrowe jedzenie, w harmonii z porami roku. W miejscu parkingu samochodów zbudowana została szklarnia, kolejny element miasta, dzięki któremu mieszkańcy będą mogli łatwiej sobie radzić w razie kryzysu globalnej gospodarki.

Program nauczania w szkołach w 2021 r. został zmieniony tak, aby uczyć dzieci i młodzież praktycznych umiejętności, potrzebnych do ekologicznego życia w Kinsale. Szkoły są miejscami, gdzie zostały zastosowane wszelkie przykłady ekologicznych rozwiązań, z własnym ogrodem włącznie. Uczniowie uczą się tam tradycyjnych rzemiosł, jak stolarstwo czy kowalstwo, uprawiają ogrody, hodują zwierzęta, wyplatają kosze, montują kolektory słoneczne i turbiny wiatrowe. Prowadzone są także zajęcia z permakultury, a zdobywane w szkole umiejętności pozwalają uczniom dobrze sobie radzić w świecie, w którym brakuje paliw kopalnych.

Domy w Kisale, w 2021 r., są już docieplone i energooszczędne. Przez szpary w oknach już nie ucieka ciepło. Do budowy nowych budynków wykorzystywane są lokalne surowce, a ich wznoszeniem i renowacją zajmują się lokalni artyści. Wykorzystuje się w nich do ogrzewania odnawialne źródła energii, a standardy budowlane przyjęte przez radę miasta stanowią, że wszystkie nowe budynki muszą być pasywne, aby nie potrzebowały niemal wcale dodatkowej energii do utrzymania w nich ciepła. Energię elektryczną zapewniają przede wszystkim turbiny wiatrowe, a ciepłą wodę kolektory słoneczne. Materiały budowlane ze starych budynków, jak cegły czy dachówki, są wykorzystywane ponownie.

Wnętrze domu wykonanego w technice "cob", czyli z gliny zmieszanej ze słomą. Zdjęcie: neil-san/Flickr.

Rozkwitła także medycyna naturalna, a zamiast kupowania w aptece leków wyprodukowanych przez międzynarodowe koncerny, nacisk jest położony na zapobieganie pojawianiu się chorób, na to, by mieszkańcy byli zdrowi. Pomagają w tym czyste środowisko, dostęp do świeżej i zdrowej żywności, więzi społeczne i satysfakcjonująca praca. Aktywnie działa także nowe Centrum Zdrowia, zbudowane z naturalnych i nietoksycznych materiałów, którego zadaniem jest promowanie zdrowego stylu życia. Zmniejszyła się otyłość wśród dzieci i jest także mniej przypadków astmy.

Z powodu wysokich cen ropy, na ulicach Kinsale jest dużo mniej samochodów osobowych, a mieszkańcy jeżdżą za to na rowerach i korzystają z miejskich elektrycznych autobusów. Powstały nowe ścieżki i parkingi dla rowerów w wielu miejscach miasta, pojawiły się również obszary przeznaczone wyłącznie dla ruchu pieszych. Zbierany jest olej roślinny z kuchni w domach i restauracji i przerabiany na paliwo dla samochodów. Działa klub „car-sharing” (dzielenia się samochodami), dzięki któremu nie trzeba być właścicielem samochodu, aby móc z niego skorzystać w razie potrzeby. Na stacjach benzynowych zamontowane są moduły fotowoltaiczne i można na nich podładować elektryczne samochody.

Rozwiązany został problem śmieci, wszystkie produkty nadają się do ponownego przetworzenia lub są biodegradowalne. Zmniejszona została ilość niepotrzebnych opakowań. Wszystkie odpady organiczne są przeznaczane na kompost i trafiają ponownie do ogrodów. Działa także lokalna papiernia, w której przerabiane są stare gazety i książki.

Funt z Lewes w Wielkiej Brytanii. Zdjęcie: Mike Grenville/Flickr.

W Kinsale, w 2021 r., podstawą lokalnej gospodarki jest własna waluta, która pozwala wyłączyć się z globalnej gospodarki. Mieszkańcy mogą korzystać z waluty lokalnej, która uznawana jest tylko w Kinsale i jego najbliższej okolicy, waluty regionalnej (honorowanej na przykład tylko w kilku hrabstwach na południu Irlandii) oraz waluty międzynarodowej, czyli Euro. Własna, lokalna waluta służy do tego, by podstawowe potrzeby mieszkańców mogły być zaspokajane w obrębie lokalnej gospodarki, dzięki czemu tworzone są lokalne miejsca pracy. Miejscowy bank czasu ułatwia koordynowanie aktywności wolontariuszy, którzy mogą zgłosić się do niego z ofertą bezpłatnej pomocy innym w różnych dziedzinach. Wahania kursów akcji na światowych giełdach nie mają już znaczenia dla mieszkańców Kinsale. Ich życie biegnie spokojnie, mają czas na spotkania towarzyskie, na uprawianie ogrodów, na gotowanie prawdziwych obiadów, zamiast kupowania mrożonek w paczkach i na zabawę z dziećmi. Ta wizja dobrego życia, była jednym z powodów, dla których inicjatywy Transition zaczęły pojawiać się na całym świecie.

Zaczęło się w Totnes

Pierwszym miastem, w którym rozpoczął się proces przejścia, jest Totnes w Devon, na południu Wielkiej Brytanii, które liczy sobie 8 tysięcy mieszkańców. Rob przeprowadził się tam po powrocie z Irlandii. W Totnes poznał Naresha Giangrande, który również interesował się tematem peak oil. Postanowili wraz z innymi mieszkańcami stworzyć pozytywną wizję przyszłości miasta odpornego na kryzysy przychodzące z zewnątrz, niezależnego od dostaw ropy i gazu, a jednocześnie by nie przyczyniało się do zmian klimatu na świecie poprzez emisje gazów cieplarnianych.

Podstawowym założeniem inicjatyw Transition jest włączenie w proces przemian wszystkich mieszkańców miasta, firm, urzędów, organizacji społecznych i szkół – tak, aby była to wspólna sprawa, rozumiana i akceptowana przez wszystkich. Chodzi w nich także o to, aby jakość życia w mieście nie tylko nie zmniejszyła się, lecz nawet by była lepsza niż obecnie. Choć sama inicjatywa jest zawsze oddolna i wychodzą z nią zwykli mieszkańcy, to zaangażowanie się w nią rady miasta i lokalnego biznesu jest kluczowe. Dzięki wsparciu rady miasta projekty mogą uzyskać finansowanie, promocję i pozwolenia na budowę. Natomiast zaangażowanie firm pozwala na serio budować lokalną gospodarkę. W Totnes na przykład powstała firma transportowa, która odbiera zużyty olej z restauracji, przerabia go na biodiesela i wykorzystuje jako paliwo dla małych taksówek-motorikszy, jakie są popularne na ulicach miast Indii.

Totnes w Wielkiej Brytanii. Steve B/Flickr.

W Totnes działa dziś 10 grup tematycznych, zajmujących się m.in. energią, budownictwem, żywnością i zdrowiem. Prowadzonych jest niemal 20 różnych projektów, a w inicjatywę zaangażowało się łącznie ok. 300 osób. Pierwszym krokiem były spotkania edukacyjne i pokazy filmów dla mieszkańców, by mogli lepiej zrozumieć, na czym polega kryzys paliwowy i zmiany klimatu powodowane przez ludzi. Zapobieganie im jest drugim, kluczowym elementem ruchu Transition.

Jednym z najbardziej znanych projektów Transition Totnes jest wprowadzenie miejscowej waluty – funta Totnes, banknotów o takiej samej wartości, jak „normalne” funty. Można nią płacić jedynie w lokalnych sklepach, które włączyły się do akcji (jest ich już ponad 70). Dzięki temu pieniądze nie mogą „wyciekać” z lokalnej społeczności. W ubiegłym roku wystartował także projekt „Podziel się ogrodem”, w ramach którego w nieużywanych ogrodach mogą uprawiać warzywa osoby, które nie mają dostępu do ziemi. W zamian za możliwość korzystania z ogrodu oddają właścicielowi część plonów. Z projektu korzysta obecnie 30 ogrodników amatorów. Trwają prace nad przewodnikiem po lokalnej żywności i pomocą w docieplaniu domów, instalacją kolektorów słonecznych do ogrzewania wody oraz modułów fotowoltaicznych do wytwarzania prądu. Rozpoczął się także projekt sadzenia orzechów włoskich, orzechów laskowych, jadalnych kasztanów, orzeszników (pekanów) i migdałów.

Ideą Transition jest budowanie lokalnych gospodarek, które byłyby w znacznej mierze samowystarczalne. To miasta pełne ogrodów, korzystające z lokalnych, odnawialnych źródeł energii, miasta, w których ludzie żyją w wolniejszym tempie niż gdzie indziej, a wiele osób utrzymuje się z tradycyjnych rzemiosł.

Po zaledwie czterech latach, od kiedy zaczęli działać mieszkańcy Totnes, na świecie pojawiło się już 278 oficjalnych inicjatyw Transition, od Wielkiej Brytanii, poprzez Irlandię, USA, aż po Australię, Finlandię, Japonię i Nową Zelandię. Kolejnych kilkaset znajduje się w fazie początkowej, zarejestrowanych jako mullers, czyli ci, którzy dopiero zapoznają się z tematem i szukają ludzi do zespołu. O ile najpierw inicjatywy były zakładane w małych miejscowościach, to powstały także grupy w dużych miastach, jak Sydney w Australii czy Tucson w Arizonie w USA. Aby zostać oficjalną inicjatywą Transition, należy spełnić kilkanaście kryteriów wymienionych na stronie Transition Network (www.transitiontowns.org). Grupa inicjatorów musi liczyć minimum 4 osoby, które rozumieją kwestie szczytu wydobycia ropy i zmian klimatu i którym dobrze się razem współpracuje. Ważne jest by miały one możliwość nawiązania współpracy z radą miasta, chciały współdziałać z innymi inicjatywami Transition, były otwarte na ludzi i zalecane jest, by choć jedna z osób ukończyła kurs permakultury. Kiedy grupa jest już gotowa, wystarczy wysyłać formularz ze zgłoszeniem do Totnes.

Kurs permakultury. Zdjęcie: London Permaculture/Flickr.

Pierwsza polska inicjatywa zainspirowana ruchem Transition to Sopocka Inicjatywa Rozwojowa. Nie jest ona oficjalną inicjatywą, albowiem zaczęliśmy w Sopocie od innej strony niż klasyczne inicjatywy Transition. Naszym punktem wyjścia jest bowiem demokracja uczestnicząca. Wyszliśmy z założenia, że zakładanie nowej organizacji pozarządowej nie jest potrzebne, bo mieszkańcy Sopotu już mają swoją własną organizację, a jest nią gmina Sopot. Gmina oznacza wspólnotę samorządową, która zatrudnia radnych, prezydenta i całą masę urzędników, którzy działają dla wspólnego dobra jej członków. Gmina to innymi słowy mieszkańcy. Mamy swój własny budżet, parki, ulice, molo, plażę i wiele różnych budynków. Możemy to wszystko wykorzystać do działań na rzecz zrównoważonego rozwoju. – Urząd miasta przyzwyczaił się do tego, że wszelkie decyzje może podejmować właściwie samodzielnie, a konsultacje społeczne sprawiają wrażenie działań fasadowych – mówi Maja Grabkowska z Sopockiej Inicjatywy Rozwojowej. – Tymczasem mieszkańcy Sopotu najlepiej znają swoje potrzeby i mają nieraz świetne pomysły na rozwiązywanie miejskich problemów. Aby móc z tego potencjału korzystać, potrzebny jest demokratyczny sposób zarządzania miastem.

Celem demokracji uczestniczącej jest także to, by nie narzucać mieszkańcom rozwiązań, na które mogą nie chcieć się zgodzić. Chodzi o to, aby mogli zaangażować się w sprawy miasta, by rozumieli na co i po co wydawane są pieniądze z ich z podatków, czyli ze składek na wspólne cele, i by dzięki współdecydowaniu o wydatkach z budżetu brali także pod uwagę to, że nie wszystko da się sfinansować i że trzeba ustalić priorytety. O ile na przykład budowa przystani jachtowej przy molo w ogóle brzmi dobrze, to dopiero jeżeli wejdzie się w szczegóły i zacznie się zastanawiać jak to ma działać, ile będzie kosztować i czego nie będzie można sfinansować w związku z taką megainwestycją, zaczyna się na ten pomysł patrzeć inaczej. Priorytetowe stają się też inwestycje, które są w interesie ogółu mieszkańców, a nie osobiste marzenia aktualnego prezydenta. W związku z tym, że przy takim sposobie ustalania wydatków z budżetu miasta, nie trzeba dbać o interesy partyjne i myśleć o następnej kampanii wyborczej, można podejmować racjonalne decyzje planując daleko w przyszłość. Ważne jest także to, że wszyscy mieszkańcy mają możliwość wypowiedzenia się na temat planowanych projektów, jak choćby odnośnie tego, czy pomysł zakupu kolektorów słonecznych dla szkół podoba im się czy nie. Przy takim podejściu wszystkie pomysły, nawet te ekologiczne, muszą najpierw uzyskać akceptację większości mieszkańców.

Pierwszym, małym sukcesem, na drodze do demokracji uczestniczącej w Sopocie, jest przyznanie mieszkańcom inicjatywy uchwałodawczej, czyli możliwości samodzielnego przygotowywania projektów uchwał. Przedtem mogło to robić 5 radnych, komisja, przewodniczący rady miasta lub prezydent. Dzięki przyjętej zmianie statutu miasta, projekty uchwał może wnosić także grupa 200 mieszkańców. Rozwiązanie to zostało już wcześniej wprowadzone w niektórych miastach w Polsce, na przykład w Słupsku, Opolu, Łodzi czy Warszawie. Mała liczba podpisów wymaganych pod wnioskiem jest kluczowa, bo jeżeli będzie ich 15 tysięcy tak, jak w Warszawie, to będzie to skutecznie blokować aktywność mieszkańców. W Słupsku potrzeba jedynie 400 podpisów i na wniosek mieszkańców przeszła już uchwała o budowie ścieżek rowerowych, czyli akurat w duchu inicjatyw Transition.

Miastem, w którym rada miasta włączyła się aktywnie w proces Transition, jest Monteveglio we Włoszech. Radni postanowili uczynić priorytetem swoich działań przystosowanie Monteveglio na czas mniejszych dostaw ropy i promowanie energii odnawialnej, by chronić klimat – jest to pierwsza rada miasta, która oficjalnie określiła globalny cel zmniejszania emisji CO2 w atmosferze jako 350 ppm (części na milion). W planowanie przyszłości miasta mają być bezpośrednio zaangażowani mieszkańcy. Jest to wszystko możliwe, albowiem radni Monteveglio podzielają pogląd inicjatyw Transition, że w nieodległej przyszłości wystąpią problemy z dostawami paliw kopalnych, że model ekonomiczny oparty na niekończącym się wzroście gospodarczym ma poważne ograniczenia i że chcieliby, aby ich lokalna społeczność była dobrze przygotowana na czas, gdy na świecie zacznie się kryzys energetyczny. Choć z początku to nadchodzące braki ropy były głównym motorem inicjatyw Transition, dziś zaczęły one obejmować także odpowiedź na kryzys gospodarczy.

Westcliff wkracza do akcji

– Pomysł na to, by zacząć inicjatywę w Westcliff pojawił się podczas rozmowy w pubie ze Stevem Jordanem – mówi Graham Burnett. – Steve obejrzał film „Koniec przedmieść”, a ja z kolei rok wcześniej słuchałem wystąpienia Roba Hopkinsa, który opowiadał o ruchu Transition. Pomyśleliśmy wówczas, czemu by nie założyć inicjatywy Transition w naszym mieście?

Postanowienie, podjęte pod wpływem lokalnego piwa w pubie, musiało poczekać na realizację jeszcze kilka miesięcy. W końcu zorganizowane zostało pierwsze spotkanie i pokaz filmu o tym, jak mieszkańcy Kuby poradzili sobie z nagłym spadkiem dostaw ropy. Na to spotkanie przyszedłem ja – Kamil, od dawna zainteresowany sprawami ekologii i lokalnej demokracji.

Po filmie Graham i Stephen przedstawili ideę Transition Towns. Pierwszym krokiem jest zawsze powołanie Grupy Sterującej. W Westcliff-on-Sea (gmina Southend-on-Sea) weszło doń kilka osób aktywnych w innych inicjatywach, m.in. członek rady stowarzyszenia dzielnicowego, przewodniczący regionalnego związku ogrodników ekologicznych, wykładowca college’u oraz ja – student na wydziale pracy socjalnej. Później dołączyło do jeszcze kilka osób, m.in. zakonnica zainteresowana sprawami społecznymi i „ekoduchowością”. Grupa miała dużo entuzjazmu, bogatą pulę doświadczeń i masę lokalnych kontaktów, więc wiele drzwi stało otworem. Jednocześnie z braku wolnego czasu musieliśmy się skupić na najbardziej efektywnych działaniach, budujących bazę poparcia dla projektu. Ważna była tu rada twórców idei Transition, by nie nadwerężać się i pracując nad „odpornością” swojej miejscowości, dbać również o własne siły.

Warsztaty dla ogrodników w Southend. Zdjęcie: Southend-on-Sea in Transition/Flickr.

Część naszego wysiłku służy uświadomieniu lokalnym grupom, władzom i mieszkańcom – bez straszenia! – konsekwencji zmian klimatycznych i wyczerpywania się zapasów taniej ropy. Głębokie zrozumienie tych problemów zwiększa szansę przyjęcia przez mieszkańców modelu Transition jako sposobu na powstrzymanie negatywnych tendencji.

– Większość osób wie coś o zmianach klimatu za sprawą mediów – mówi Graham Burnett, –– ale wydaje mi się, że ludzie wciąż nie słyszeli zbyt wiele na temat szczytu wydobycia ropy. Niemniej jednak w obydwu przypadkach albo te sprawy bagatelizują albo kupują opowieść o tym, że społeczeństwa całkowicie się rozpadną i wszyscy będziemy walczyć o ostatnie krople ropy niczym bohaterowie filmu „Mad Max”. Nic więc dziwnego, że wolą myśleć o czymś innym!

Zaczynamy od tłumaczenia, że wyzwania, przed którymi stoimy, są poważne i skomplikowane, a my nie mamy wszystkich odpowiedzi. Przedstawiamy, oparte na raportach specjalistów, możliwe scenariusze wydarzeń: od katastroficznych, gdy postępowanie lokalnych społeczności w ogóle się nie zmienia, po pozytywne, które mogą się zdarzyć, jeśli rozpoczniemy sprawdzone projekty Transition, w które każdy może się zaangażować.

Ludzie lubią praktyczne projekty inicjatyw Transition, jak zakładanie osiedlowych ogrodów (ang. community garden), bo są one „nieagresywne”, ukierunkowane na konstruktywne rozwiązania. Podoba im się również to, że mogą zobaczyć efekty działań w swojej społeczności. Wiele osób wyraziło chęć współpracy, w zależności od własnych zainteresowań. Są jednak i tacy, którzy odczuwają strach lub mają opory, żeby zmienić dotychczasowy sposób myślenia i styl życia. Staramy się dla nich tworzyć atmosferę zrozumienia i przekonać do pozytywnych rozwiązań.

Inne grupy głównie organizują demonstracje i to może odpychać wiele osób – mówi Alicja – podczas gdy Transition Westcliff nikogo nie odstraszy, bo ma pozytywne nastawienie i nie skupia się na szukaniu winnych.

Początkowo na spotkaniach pojawiało się nie więcej niż 40 osób. Zbieraliśmy od nich adresy e-mail i numery telefonów – budowaliśmy w ten sposób listę potencjalnych współpracowników. Obecnie utrzymujemy kontakt z ok. 300 osobami (m.in. poprzez biuletyn informacyjny), z których 50 to liderzy różnych grup, przekazujący informacje dalej. Powstała strona internetowa, a lokalni dziennikarze sami podchwytują „nasze” tematy. Ostatnio grono odbiorców znacząco się zwiększyło – zrobiliśmy prezentację w college’u w Essex oraz zostaliśmy zaproszeni do lokalnej szkoły. O ile na początku zainteresowanie było niewielkie, co nieco nas frustrowało, obecnie ludzie często kontaktują się z nami, aby dowiedzieć się więcej o Transition Westcliff.

Punktem wyjścia dla inicjatyw Transition jest rozumowanie, że jeżeli będziemy chcieli uporać się z problemem szczytu wydobycia ropy i zmian klimatu indywidualnie, to nawet jeżeli będziemy bardzo się starać, to tak naprawdę niewiele będziemy mogli zrobić. Wymiana wszystkich żarówek w domu na energooszczędne to dobry pomysł, ale nie pomoże zamknąć elektrowni węglowych, które emitują dwutlenek węgla. Podobnie nasz własny przydomowy ogród nie rozwiąże wszystkich problemów z brakiem ropy, jak choćby tego, że sąsiedzi nie będą mieli dostępu do żywności. Jeżeli pozostawimy to wszystko w rękach rządu, to patrząc na to w jakim tempie i kierunku idą jego działania w Polsce, a nawet w Wielkiej Brytanii, to również nie uda się osiągnąć zbyt wiele. Jest jednak jeszcze jedna możliwość – wspólne działanie w mieście czy wsi. Łącząc siły z innymi mieszkańcami możemy zrobić więcej niż w pojedynkę. A gdy w lokalne działania włączy się wiele miast i wsi, to będziemy mieli konkretne efekty na dużą skalę. Stąd właśnie inicjatywy Transition.

Praktyczne i widoczne

Od początku mieliśmy w Westcliff wiele zapału do praktycznych działań. Ograniczał nas jednak brak czasu i społecznego wsparcia. Dodatkowo, wiele spraw trzeba było przedyskutować, gdyż okazało się, że rozumienie koncepcji TT jest odmienne u różnych osób. Pomimo trudności rozpoczęliśmy realizację kilku małych projektów i jednorazowych inicjatyw, wykorzystujących lokalne zasoby. Ludzie wydają się bardziej zainteresowani ideą Transition, gdy konkretne projekty już funkcjonują blisko nich.

Inicjatywy takie, jak „Spacer po ogrodach użytkowych”, „Wycieczka po ekodomach”, „Podnieś jabłko” (ang. apple scrumping), „Podziel się ogrodem” czy cieszący się dużym zainteresowaniem Festiwal Dobrego Życia, pokazują ludziom, że nie zajmujemy się tyko teorią, ale podejmujemy konkretne działania. Do „Wycieczki po ekodomach” zgłosili się już właściciele domów, którzy mają podzielić się swoimi doświadczeniami z instalacją różnego rodzaju sprzętu. W ubiegłym roku na wycieczkę po ekodomach w Transition Stroud zjawiło się ponad 250 osób na 12 tys. mieszkańców, więc przygotowujemy się na to, że u nas będzie podobnie.

Projekt „Podziel się ogrodem”, prowadzony przez różne inicjatywy Transition w Wielkiej Brytanii, tak się spodobał programowi telewizyjnemu Channel 4, że miesiąc temu zrobili na swojej stronie internetowej zakładkę „Podziel się swoim kawałkiem ziemi” (landshare.channel4.com) dla całego kraju, pod patronatem znanego w kucharza i ekologicznego farmera. Z kolei w ramach projektu „Podnieś jabłko” mieszkańcy umawiają się na zbieranie jabłka w ogrodach. Często wiele jabłek się marnuje, bo nie ma ich komu zebrać ani co z nimi zrobić. A jeżeli zorganizuje się wokół tego wydarzenie, to można na przykład na miejscu wycisnąć z nich sok albo potem zjeść je w szarlotce.

Konkurs na najlepszą szarlotkę. Zdjęcie: Mike Grenville/Flickr.

Gdy ogłosiliśmy, że planujemy zorganizować Festiwal Dobrego Życia, swoje entuzjastyczne wsparcie zgłosiło kilkoro lokalnych terapeutów, specjalistka ds. zdrowia psychicznego z lokalnej służby zdrowia, wykładowczyni z lokalnego Uniwersytetu i lokalna organizacja zajmującą się promocją zdrowia. A wszystko to za sprawą jednego e-maila, który ludzie przesyłali do swoich znajomych, a my tylko czekaliśmy na odzew.

Praktyczne działania idą znacznie sprawniej, jeśli uda się zbudować więzi z lokalnymi władzami. Zaczęliśmy od zebrania adresów e-mail wszystkich radnych Westcliff i zaproszenia ich do współpracy. Odpowiedziały tylko dwie osoby… Mimo tego, co miesiąc wysyłamy biuletyn do wszystkich samorządowców, aby byli świadomi istnienia naszych działań. Jesteśmy również w kontakcie z lokalną administracją. Zaprosiliśmy na spotkanie tych urzędników, których zakres odpowiedzialności sprawia, że mogą być potencjalnie zainteresowani naszymi inicjatywami. Ze strony gminy zaowocowało to m.in. pomysłami na współpracę oraz zaproszeniem nas na posiedzenie Komitetu ds. Zrównoważonego Rozwoju.

Wykorzystać lokalny potencjał

Wiele grup w naszym mieście już robi rzeczy zgodne z ideą Transition – choćby lokalny związek kredytowy. Co prawda ich liderzy nie widzą jeszcze możliwości współpracy z nami, jednak powoli próbujemy budować wzajemne zrozumienie i wspierać te organizacje, np. przez wspólne imprezy i promocję ich działalności na naszych spotkaniach i w biuletynie informacyjnym.

Wydaje się, że w wielu miejscowościach, gdzie prężniej rozwijają się grupy Transition, już wcześniej było wielu działaczy zainteresowanych lokalnymi sprawami, będących jednocześnie ekspertami w różnych dziedzinach, na których wspiera się idea przejścia – uprawa żywności, budownictwo, odnawialne źródła energii. W naszym mieście albo nie dotarliśmy jeszcze do takich osób, albo pracują nad swoimi projektami i nie widzą zbieżności z nami, albo ich po prostu nie ma, bo np. zostali „wyssani” z Southend do pobliskiego Londynu. Dlatego nasza praca polega w znacznej mierze na tworzeniu „kadr” poprzez szkolenia i imprezy – tak, abyśmy później mieli odpowiednią grupę do realizacji większej ilości projektów. Od czasu do czasu odkrywamy inicjatywy, które wkomponowują się w zakres działania Transition Westcliff, np. niezależnie od nas organizowane kursy ekologicznej uprawy ogrodów.

Westcliff było pierwszym Transition Town w hrabstwie Essex, ale niedawno pojawiły się bliźniacze inicjatywy w Maldon, Writtle i Rayleigh. Jesteśmy w kontakcie, wspieramy się wiedzą i materiałami, planujemy wspólne spotkania. Wiele osób, które dotąd nie miały kontaktu z tematami zmian klimatycznych, szczytu wydobycia ropy czy „lokalizmem”, ma szansę zaangażować się w nową działalność. Jednocześnie trzeba mieć na uwadze, że model Transition wymaga zwiększenia świadomości społeczeństwa, w atmosferze wzajemnego szacunku i zrozumienia, dlatego dochodzenie do niego bywa czasochłonne.

Aby zapobiec najpoważniejszym konsekwencjom „końca ropy” i zmian klimatycznych, niezbędne są nie tylko działania na poziomie rządu oraz indywidualnej odpowiedzialności. Wielu ludzi instynktownie rozumie, że konieczne są również wysiłki na poziomie lokalnych społeczności, jednak większości osób, które spotykamy, zrozumienie tego zajmuje trochę czasu. To jak elementy układanki i nauczenie się umiejętności pracy w grupie. Po roku działań, aby móc włączyć do naszej inicjatywy ludzi z całego Southend, zdecydowaliśmy się zmienić nazwę z Transition Westcliff na Southend-on-Sea in Transition.

Inicjatywy Transition to nie tylko sposób na wspólne przygotowanie się do zbliżającego się kryzysu paliwowego. To także okazja do spotkań towarzyskich, do tworzenia więzi między ludźmi i szansa na lepsze życie, bliżej przyrody.

Uczestnicy konferencji Transition w 2009 r. Zdjęcie: transitionus/Flickr.

Materiały:

Dla osób, które chciałyby założyć inicjatywę Transition w swojej miejscowości, przygotowany został przewodnik: „Transition Initiatives Primer”, który można pobrać za darmo ze strony www.transitiontowns.org. Został on  przetłumaczony na dziesięć języków.

Blog Roba Hopkinsa: www.transitionculture.org

Polecane książki o inicjatywach Transition:

– Rob Hopkins, The Transition Handbook: from oil dependency to local resilience

– Shaun Chamberlin, The Transition Timeline: for a local, resilient future

– Tamzin Pinkerton i Rob Hopkins, Local Food: How to Make it Happen in Your Community

– Peter North, Local Money: How to Make it Happen in Your Community

Film on-line:

– In Transition 1.0 (YouTube, Vimeo)

Pierwotnie tekst ukazał się w „Magazynie Obywatel” nr 46. Jego powyższa wersja została napisana dla projektu „Zielona Inicjatywa Gospodarcza„.


Komentarz