
Zdjęcie: Arnoldo/Flickr.
Chciałbym zgłosić produkt do reklamacji. Ten wadliwy produkt to cywilizacja zachodnia. Błędy w jej konstrukcji uderzyły mnie szczególnie mocno, gdy czytałem artykuł Jean Liedloff o tym, jak Indianie z plemienia Yequana z Amazonii (na terytorium Wenezueli), wychowują swoje dzieci. Jean Liedloff pisze w nim: “Minęło trochę czasu zanim znaczenie tego, na co patrzyłam, dotarło do mego ‘ucywilizowanego’ umysłu. Spędziłam ponad dwa lata, mieszkając w dżunglach Ameryki Południowej z Indianami, którzy żyją jak w epoce kamiennej. Mali chłopcy wędrowali z nami, gdy ich ojców zatrudnialiśmy jako przewodników i pomocników, i czasem na kilka dni lub tygodni zatrzymywaliśmy się w wioskach Indian Yequana, gdzie dzieci bawiły się całymi dniami bez nadzoru dorosłych ani młodzieży. Dopiero po czwartej z moich pięciu wypraw dotarło do mnie, że nigdy nie widziałam kłótni pomiędzy dwójką dzieci, ani też pomiędzy dzieckiem a dorosłym. Dzieci nie tylko się nie biły, ale nawet nie kłóciły się. Słuchały się starszych natychmiast i z radością, a często podczas zabawy lub pomagania w pracy, nosiły ze sobą najmłodsze dzieci.
(…) Gdzie były napady złości, walka o to, by zrobić coś po swojemu, egoizm, skłonność do niszczenia, brak troski o swoje bezpieczeństwo, które my uważamy za normalne? Gdzie było zamęczanie rodziców, dyscyplina, “granice”, które miały pomóc okiełznać ciągłe sprzeciwianie się dorosłym? Gdzie wreszcie był konflikt pomiędzy dzieckiem a dorosłym, który traktujemy jako normalny? Gdzie było obwinianie, karanie lub w drugą stronę – przyzwalanie na złe zachowanie?
(…) Gdy chłopcy bawili się na dworze, było słychać wiele krzyków i śmiechów, jednak z chwilą, gdy wchodzili do chat, ściszali swoje głosy, by nie burzyć panującej w nich ciszy. Nigdy nie przeszkadzali w rozmowie dorosłych. Właściwie to prawie w ogóle nie odzywali się w ich towarzystwie, ograniczając się do słuchania lub pomagania w podawaniu jedzenia lub picia. Ich zachowanie nie wynikało z tego, że byli zmuszani do posłuszeństwa lub dyscyplinowani. Byli odprężeni i pogodni. A gdy dorastali, stawali się szczęśliwymi, pewnymi siebie ludźmi, którzy potrafili współpracować z innymi (1).”
To harmonijne życie nie jest jedynie specyfiką niektórych plemion z Amazonii. Dobre relacje pomiędzy ludźmi są możliwe także w tak odległych od siebie regionach, jak Ladakh w północnych Indiach i wyspy Vanuatu na Oceanie Spokojnym. W Europie, jako miejscu na mapie świata, jak najbardziej również, jednak wartości, na których opiera się cywilizacja zachodnia (czytaj: cywilizacja konsumpcyjna), utrudniają lub wręcz uniemożliwiają dobre życie. Kiedy włącza się telewizor, częstokroć można usłyszeć, że godne pochwały są chciwość, egoizm i walka o dominację, czyli konkurencja. Tymczasem wartości, które zapewniają dobre życie w społeczności są zupełnie inne – to współpraca, dzielenie się z innymi i zaspokajanie jedynie podstawowych potrzeb materialnych, zamiast ciągłego pomnażania majątku. To świadomość, kiedy powiedzieć “wystarczy”.
Mam wrażenie, że w naszej kulturze, kiedy tylko zaczyna się mówić o tym, że ludzie mogą być szczęśliwi, to od razu zbywa się to machnięciem ręki, mówiąc, że to niemożliwe, bo to przecież utopia. Argument, że to utopia, słyszałem już nawet w szkole podstawowej. Tymczasem akurat Utopia to fikcyjna wyspa, którą w XVI wieku wymyślił Thomas Moore i jego opowieść jest po dziś dzień używana jako dowód na to, że się nie da stworzyć harmonijnie funkcjonującego społeczeństwa. Otóż da się, a wykręcanie się od tego, by próbować, powołując się na nieprawdziwe historie, jest, co tu dużo mówić, żałosne.
Cywilizacja to nie tylko budynki i technologie, to także styl życia. W społeczeństwie konsumpcyjnym 8 lub 10 godzin pracy dziennie w biurze lub w fabryce to norma. Czy jest w nim możliwe, by wychowywać dzieci tak, jak robią to Indianie Yequana? Na pewno niektóre zasady można przenieść do nas, ale wiele spraw uniemożliwia zachodni styl życia i sposób zorganizowania gospodarki. A jeżeli ów styl życia i gospodarka nie pomagają w tym, by ludzie byli szczęśliwi, to, przynajmniej jak dla mnie, są one zdecydowanie do wymiany.
Przypisy:
(1) Jean Liedloff, Who’s in Control?
