
Zdjęcie: krb&nah/Flickr.
Pod koniec ubiegłego roku ukazała się w brytyjskim Guardianie wypowiedź anonimowego pracownika Międzynarodowej Agencji ds. Energii (IEA), który twierdził, że, pod naciskiem USA, agencja ukrywa prawdziwe dane na temat zasobów ropy. Artykuł ten wywołał spore poruszenie, a IEA zapewniała, że podane w najnowszym raporcie informacje są rzetelne. Dlaczego ta kwestia jest ważna? Dlatego, że funkcjonowanie globalnej gospodarki wymaga stałych dostaw taniej ropy. Kiedy ropa staje się zbyt droga lub zaczyna jej brakować, to globalna gospodarka dostaje zadyszki i pojawia się kryzys taki, jak w 2008 roku. Raporty IEA zawierają prognozy wydobycia ropy i zużycia energii na świecie, które rządy wielu państw świata, w tym Polski, wykorzystują do tworzenia wieloletnich planów na przyszłość. Jeżeli prognozy dotyczące ropy są nietrafione, to planowane inwestycje również mogą okazać się nietrafione.
Spójrzmy na dyskusję odnośnie rozbudowy lotniska w Gdańsku i budowy nowego lotniska w Gdyni. Prezydenci tych miast zakładają oczywiście, że za 10 lat ruch turystyczny będzie co najmniej równie duży jak obecnie, a domyślam się, że chcieliby, by do Trójmiasta przyjeżdżało jeszcze więcej turystów niż dotąd. Dla przyszłości tych lotnisk cena ropy ma kluczowe znaczenie. Jeżeli cena baryłki ropy idzie w górę, to w górę idzie także cena biletów lotniczych, a to przekłada się na liczbę pasażerów. Prezydent Gdyni uzasadniał swoją decyzję o budowie lotniska tym, że realizuje wieloletnią strategię rozwoju dla województwa Pomorskiego. Co jednak, jeżeli ta strategia jest oparta na nietrafionych założeniach? Co, jeżeli wiadomo, że dostawy ropy w najbliższych latach zaczną się kurczyć, a to oznacza mniejszą liczbę turystów w Trójmieście, a nie większą?

Odkrycia nowych złóż ropy w latach 1930-2005 (niebieskie słupki) a produkcja ropy (czerwone kropki). Źródło: Heads in the Sand, s. 26.
W Sopocie dopiero co ruszyła kolejna megainwestycja – budowa przystani jachtowej przy molo. Założenie jest oczywiście takie, że Sopot będą szturmować tłumy turystów, którzy na prawo i lewo będą wydawać pieniądze, wpływy do budżetu będą rosnąć, a mieszkańcy Sopotu, popijając martini na balkonach swoich willi, będą rozkoszować się letnią bryzą. Co jednak, jeżeli z danych makroekonomicznych wynika czarno na białym, że za kilka lat może czekać nas kryzys gospodarczy i z jego powodu do Sopotu przyjedzie mniej turystów niż dotąd? Jaka wówczas przyszłość czeka nowe hotele i megaprojekty?
Wydaje mi się, że inwestorzy, którzy przymierzają się do budowy hotelu na Stawowiu czy do postawienia dużego kompleksu hotelowego na miejscu Lucky Hotels, sporo ryzykują. Oni również zakładają, że gospodarka już wychodzi na prostą, że kryzys mamy za sobą. Nie, nie, kryzys dopiero mamy przed sobą. Wiele miast na świecie, jak na przykład Oakland czy Portland w USA, od lat przygotowuje się na czas mniejszych dostaw ropy. Planuje się nie tylko rozwiązanie kwestii transportu, lecz myśli się także o lokalnej gospodarce, o lokalnych walutach czy miejskich ogrodach. Takie przygotowania przydałyby się pilnie także w Sopocie.
O kwestii zasobów ropy przypomniałem sobie dziś czytając o tym, jak doszło do publikacji wspomnianego artykułu w Guardianie. Wszystko zaczęło się od studenta z Wielkiej Brytanii, który pisał pracę na temat przyszłego wydobycia ropy. Udało mu się umówić na rozmowę z pracownikiem IEA, od którego dowiedział się, że agencja celowo podaje nadmiernie optymistyczne prognozy odnośnie wydobycia ropy w przyszłości. Dalszy ciąg tej historii można przeczytać tutaj. Polecam ją szczególnie radnym i prezydentom.
Zobacz także:
