18 lutego
2010
Marcin Gerwin

Okolice Boulder w stanie Kolorado objęte ochroną przed zabudową. Zdjęcie: Flickr.

Kolejny kawałek miasta wystawiony na sprzedaż, kolejny teren przeznaczony do zabudowania. “Przecież miasto musi się rozwijać…” Co jednak oznacza ten “rozwój”? Że w miejsce łąki pomiędzy domami trzeba wcisnąć cztero-piętrowy budynek mieszkalny? Każdego roku wystawiane są na sprzedaż tereny, będące wspólną własnością mieszkańców Sopotu (tzw. tereny gminne) i między innymi na nich powstają potem nowe budynki. Dzięki sprzedaży tych działek, do budżetu miasta trafiają środki, które można przeznaczyć na “superpotrzebne” projekty, jak hala widowiskowo-sportowa czy przystań jachtowa.

Tak jednak wcale być nie musi. Boulder w USA jest jednym z tych miast, w których rozwój zmierza dokładnie w przeciwnym kierunku. Ze środków miasta zakupiono do tej pory ponad 17 tysięcy hektarów ziemi w mieście i jego okolicach tylko po to, aby tereny te mogły pozostać niezabudowane i by mieszkańcy mogli cieszyć się otwartą przestrzenią. Wydano na ten cel około 150 milionów dolarów, a większość z tych terenów jest otwarta dla mieszkańców, którzy mogą korzystać z ponad 200 kilometrów ścieżek spacerowych. Jedną z głównych zalet programu ochrony otwartej przestrzeni w Boulder jest to, że miasto nie rozrasta się na okoliczne tereny rolnicze tak, jak dzieje się to obecnie w Gdańsku, w Gdyni i wielu innych miejscowościach. Zresztą nawet w Sopocie Karlikowo czy Świemirowo to było niegdyś odrębne wsie, które dopiero z czasem zostały włączone w granice miasta. Dziś w Sopocie pozostały już tylko nieliczne otwarte tereny zielone jak ujęcia wody przy ul. Bitwy pod Płowcami czy Park Grodowy i gdzieniegdzie jeszcze jakiś niezabudowany skwerek.

O programie otwartej przestrzeni w Boulder można przeczytać więcej na stronie Friends of Boulder Open Space. Tutaj natomiast można obejrzeć prezentację parków i obszarów otwartej przestrzeni w okolicach Boulder (12 MB). Aż się nie chce wierzyć, że wokół miasta może być tak ładnie. To, że okolice Boulder wyglądają w ten sposób, nie stało się przypadkiem, te tereny można było przecież zabudować. Celowo jednak tego nie uczyniono. Podobnie można zrobić w Sopocie, choć na mniejszą skalę. To, że większość wspólnych terenów już została sprzedana, nie oznacza jeszcze, że trzeba sprzedać wszystko. A co z następnymi megainwestycjami? Jakoś bez nich przeżyjemy.


1 Komentarz

  1. Paweł Krzyżanowski
    18/02/2010

    Moim marzenien jest aby obszar terenów zielonych w Polsce się zwiększał, a terenów zurbanizowanych zmniejszał. Gdybym był bogaty, to kupowałbym ziemię celem zachowania otwartej przestrzeni i przyrody. Niestety na razie nie ma na to szans. Dlatego zawsze marzę, aby inwestorzy poczuli przyrodniczą wrażliwość.
    Zawsze podkreślam, że rozwój zrównoważony to taki rozwój gdy jakośc życia człowieka nie rośnie wraz ze wzrostem zużycia energii, surowców i przestrzeni. W przeciwnym przypaku mamy do czynienia z rozwojem ekstensywnym, czyli bardziej lub mniej rabunkowym

Komentarz