6 stycznia
2010
Marcin Gerwin

Od razu na wstępie chciałbym zaznaczyć, że nowoczesna architektura mieniąca się szkłem, stalą i betonem, całkowicie nie trafia w mój gust, stąd więc pewnie moje krytyczne spojrzenie na wznoszone obecnie budynki w Sopocie. Wieżowiec w Dubaju nawet jeszcze mi się podoba kształtem, ale jeżeli ktoś zaproponowałby postawienie jego kopii na dole Monciaka, to wolałbym nie. Kiedy więc zobaczyłem wizualizację nowej siedziby Teatru Kameralnego, pomyślałem: zgroza. To po prostu czarny bunkier, ani chybi inspirowany Wilczym Szańcem. Najgorsze jest jednak to, że ten budynek jest finansowany ze wspólnych składek mieszkańców Sopotu, a nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek zapytano nas o to, czy będzie się nam podobał.

Nowa siedziba Teatru Kameralnego w Sopocie.

Pomysł zgłoszenia Centrum Haffnera do miana „Chwały roku”, to kompletne nieporozumienie. Wolałbym przemilczeć jego pojawienie się. Te budynki nijak nie pasują do klimatu Sopotu, równie dobrze mogłyby stanąć na Morenie i trafne wydaje mi się porównanie Domu Zdrojowego do osiedlowego supermarketu. Pocieszam się jednak myślą, że domów zdrojowych było w Sopocie już kilka i pewnego słonecznego dnia ten najnowszy ktoś także rozbierze.

Moje zastrzeżenia odnośnie Centrum Haffnera dotyczą nie tylko samego projektu architektonicznego, ale jego skali. To dwie kolubryny, które postawiono w samym centrum Sopotu. Otwarcie w jednym z nich Multikina bynajmniej nie rekompensuje straty Kina Polonia, tak jak Krzywy Domek nie rekompensuje straty Kawiaretu. Nowe centrum konferencyjne jest, owszem, przydatne i praktyczne, ale jego pomieszczenia zajmują jedynie fragment budynku i nie uzasadniają rozmiarów całości.

Tak nawiasem mówiąc, to konsultowanie projektów architektonicznych budynków, które fundowane są przez mieszkańców Sopotu, wydaje mi się niezbędne. To nie jest tak, że cokolwiek by stanęło w miejscu baru „Pod wierzbą” i pawilonu handlowego byłoby lepsze. Nie wszystkie projekty architektoniczne przetrwają próbę czasu i będą się podobały ludziom w przyszłości tak, jak dziś nadal podoba się ludziom starówka Gdańska czy Krakowa. Nowoczesne Łazienki Północne straciły swój urok wraz z odejściem PRL-u (o ile w ogóle go miały), podobnie jak budynek Algi, który ma być wyburzony. A drewniane Łazienki Południowe ciągle się podobają, podobnie jak drewniane molo bez betonowej przystani jachtowej. Nie trafia do mnie także argument, że przecież już wkrótce będziemy latać na wakacje na Marsa, więc nowoczesna architektura powinna wyglądać jak stacja kosmiczna Bajkonur. Wydaje mi się, że klimat Sopotu tworzą nie galerie handlowe i monumentalne budowle, ale mała skala, secesyjna architektura, drewniane werandy, zieleń, plaża i przyjaźni mieszkańcy.

Poniżej jeszcze kilka zdjęć Centrum Haffnera.

Widok od strony ul. Powstańców Warszawy.

Wydaje mi się, że od strony molo dom zdrojowy wygląda lepiej dzięki temu, że odtworzono rotundę z poprzedniego projektu.


10 komentarzy

  1. Agata
    06/01/2010

    nie ze wszystkim sie zgodzę, w sparawie Centrum Haffnera wiele już zostało powiedziane
    np: dr. Jacek Friedrich http://wyborcza.pl/1,76842,7401465,Otchlan_chaosu.html?as=2&ias=2&startsz=x
    lub artykuł „ARCHITEKTURA murator” 11/09
    w sparwie teatru mam zupełnie inne zdanie, według mnie wizualizacja wygląda świetnie, wkońcu w Sopocie powstanie budynek którego forma i data powstania są wspólne, który nie udaje że przetyrwał conajmniej jedną wojnę, nie stara sie nieudolnie „zatrzymywać czasu” secesji.
    Świat sie zmienia i w nim zmieniac sie powinna też architektura, zeby uchronić nas od „pokurczów” w stylu Hotelu Rezydent, jak wszystko inne architektura bywa lepsza lub gorsza ale powinna być znakiem czasów w których powstaje, bez kłamstw , naciągania , udawania.
    I jeszcze kilka słow po pierwsze budynek Algi jest właśnie znakiem czasów w których powstawał i nie jest taki zły, bardziej obawiałąbym sie tego co mogłoby powstać zamiast niego. Po drugie mieszkańcy maja prawo decydować o funkcji i skali obiektów,(udział w tworzeniu planów zagospodarowania przestrzennego) formę pozostawmy projketantom, specjalistom wyłonoinym w konkusach.
    Po trzecie różnic pomiedzy starówką Gdańską a Krakowską jest wiele, nie wiem czy mozna je „wrzucać do jednego worka”
    i tu nasuwa sie jeszcze jedno o ile odbudowa Gdańska była jak leczenie powojennych ran w organiźmie miasta, o tyle nieustanne czerpnie z Sopockiej architektury zabytkowej jest niczym nie usprawiedliwionym lenistwaem estetycznym.
    i na koniec zadziwiające jak miedzywojenny Sopot naturalnie przyjął architekturę modernistyczną (jest kilka przykładów) szkoda że teraz nie jest tak łatwo przyjąć wspólczesne formy.

  2. 07/01/2010

    Agata, to, z czym przede wszystkim się nie zgadzam, to żeby ze środków z budżetu miasta powstawały budynki, które nie mają akceptacji mieszkańców. Jeżeli projekt teatru zyskałby uznanie mieszkańców, to OK, ale jeżeli nie, to potrzebny jest nowy projekt. Nie proponuję, żeby mieszkańcy decydowali o grubości ścian nośnych, bo to akurat wymaga specjalistycznej wiedzy. Ale o tym czy projekt się podoba czy nie, mieszkańcy wypowiedzieć się mogą, bo wspólnie go finansujemy i dotyczy to wspólnej przestrzeni miasta.
    A starówki Gdańska i Krakowa, pomimo wielu różnic, łączy jedna rzecz: są ładne ;)

  3. Ampersand
    07/01/2010

    Nie chce mi się dyskutować o centrum H, bo chyba wypowiedzieli się już w różnych miejscach internetu wszyscy, którzy wypowiedzieć się chcieli. Ale w sprawie kontenera chętnie poznałbym opinie mieszkańców podwórka, na którym stanie ten kontenerek kawowy – bo rozumiem że będzie się mieścił na działce kina Bałtyk?
    Poza tym architektura współczesna z reguły wywołuje niechęć współczesnych – oprócz Krzywego Domku oczywiście, który zbudowano dla odwiedzających fotoamatorów, więc jest fotografowany i dostępny na szerokiej gamie pocztówek.

  4. Agata
    08/01/2010

    Marcinie!
    cały problem w tym uznaniu mieszkańców, i akceptacji bo kazdy chciałby cos innego a, jak pokazują juz istniejące realizacje, w masowej wyobraźni rzadzi Krzywy dom. Funkcja Sceny kameralnej, i skala są raczej bezdyskusyjne, techniczne szczególy są oczywista koniecznością wynikającą z dwóch poprzednich przesłanek, najdelikatniejsza sprawa pozostaje estetyka czyli w skrócie okreslenie co jest piekne a co nie.
    Ja uwazam że podobnie jak o rodzaju leku którym skutecznie zawlcze jakąś chorobe powinien zadecydować lekarz, tak o formie powstającej architektury powinien decydowac architekt (profesjonalista laureat konkursu), a nie urzednik, kierownik sklepu, pani z warzywniaka, czy nawet moja Mama.
    Nie jest mozliwe dopasowanie sie do wszystkich gustów, a demokratyczny gust to niestety (według mnie) czesto raczej brak gustu. No ale o gustach sie nie dyskutuje…
    A o samym teatrze:
    1. Fajnie że wogóle dalsze istnienie Sceny kameralnej jest możliwe w naszym mieście
    2. Ampersand! o zdanie pewnie trzeba zapytac mieszkańców ale nawet przy dużej dozie niechęci do wspólczesnej architektury budynek teatru wyglada conajmniej porządniej niż baryła dawnego (nieodżałowanego) kina bałtyk. Nawiasem mowiąc krzywy dom wywołuje u mnie niehcęć :)
    3. dajmy szansę innej niz C.H. i D.Z. architekturze „może to coś da, kto wie?”

    A kontenery (takie prawdziwe) są super, moim zdaniem, byle były „dobrej jakości” :) i dobrym towarzystwie ale to już inna historia.
    http://www.nowyczas.co.uk/2009/10/miroslaw-balka-w-tate-modern/

  5. Agata
    08/01/2010

    aha i jeszcze jedno, muszę …
    „Wydaje mi się, że od strony molo dom zdrojowy wygląda lepiej dzięki temu, że odtworzono rotundę z poprzedniego projektu.”
    moim zdaniem odtworzona rotunada razem z bryłą domu zdrojowego od strony mola – masakra!

  6. 08/01/2010

    Agata, porównanie z lekarzem jest nietrafione, bo jego praca wymaga specjalistycznej wiedzy, a wybór najlepszego wizualnie projektu jest jedynie kwestią gustu. Pani z warzywniaka ma pełne prawo do decydowania o tym, na który projekt zostaną przeznaczone jej podatki. Jak najbardziej może zasięgnąć tu opinii architektów czy historyków sztuki, ale na końcu jest to jej decyzja, a nie ekspertów (chyba, że z niej zrezygnuje i przekaże architektom, do czego też ma prawo). Na tej samej zasadzie, jeżeli projektujesz dla kogoś łazienkę, to decyzję o jej ostatecznym wyglądzie podejmuje klient, a nie architekt. A tu akurat wszyscy mieszkańcy Sopotu, poprzez swoich przedstawicieli, zamówili budowę tego teatru.
    To nie jest też tak, że jeżeli ktoś zaprojektuje dziś budynek zainspirowany stylem na przykład z XVIII wieku, to od razu jest to udawanie lub zatrzymywanie na siłę czasu. Może jemu lub jej taki styl się po prostu podoba? Może uważa, że dzięki temu budynek będzie przyjemny dla oka i będzie tworzył przyjazny nastrój miejsca? Jak dla mnie to w zupełności wystarczy. Twierdzenie, że „świat idzie do przodu”, więc DVD musi zastąpić Blue Ray, a secesyjną kamieniczkę musi zastąpić kontener, jest tylko mitem naszego kręgu kulturowego. Jeżeli budynki przypominające kontenery nam się nie podobają, to naprawdę nie ma potrzeby ich budować. Jeżeli natomiast podoba się nam to, jak wyglądał Sopot w XIX wieku, to dlaczego by tego nie kontynuować?

  7. Agata
    10/01/2010

    Marcin!
    1.wybór jest kwestią gustu, ale tworzenie propozycji do wyboru wymaga specjalistycznej wiedzy. mozna polegać na guscie jednostki i doskonale sie sprawdza w przypadku łazienki (przestrzeń prywatna). Przestrzń publiczna to troche inna sprawa, ilość inwestorów jest spora (mieszkańcy sopotu), trwałość inwestycji (chyba trochę łatwiej zmienić wystrój nłazienki niz kawałaek miasta)itd.
    2. odbiór piekna jest subiektywny, ale o pieknie oprócz gustu decydują też mn. proporcje, harmonia, umiar, uzyteczność. Z pojęciem piekna związane jest tez pojęcie dobra i…prawdy. I włąśnie prawda jest tu bardzo ważna bo
    „jeżeli ktoś zaprojektuje dziś budynek zainspirowany stylem na przykład z XVIII wieku” to powinien tez zastosować materiały, technologie, proporcje, rozwiazania konstrukcyjne, detale dokładnie zwiazane z inspirującą go estetyką. We współczesnym budynku „zapakowanym” w stylizowaną elewację zabraknie właśnie prawdy a to może mieć zły wpływ na piękno. Nie wspomnę już o zagadnieniach prawnych czy ekonomicznych.
    3. Przyznaję że nawiązuję tu do antycznej definicji piękna, czyli niewątpliwie mitu naszego kregu kulturowego, a „secesyjne kamieniczki” z tradycji antycznych raczej nie czerpały ale to juz zupełnie inna historia.

  8. Andrzej
    24/01/2010

    ciekawe że niektóre realizacje wkomponowują się jak gdyby stały tam zawsze a te nad wodą i city wyglądają jak z innego miasta. Czy to tylko wina aluminium i szkła? Nie wiem ale nawet biedronka w kam – pocie odnalazła się lepiej niż „kamienica mieszczańska” z stadem weluxów na dachu po rozśmieszalizacji.

  9. krzysztof
    28/11/2010

    Szanowni Państwo,
    jeśli miesza się różne style architektoniczne, nieraz wygląda to tak, jakby na wierzchu tortu poutykać pierniczki i posypać całość ladrynkami, koniecznie ze szkla, betonu i metalu, bo to przecież takie trawale i nowoicześnie estetyczne.
    Jesteśmy obecnie zarażeni współczesnością, która nie dość, że staje się jedynym punktem odniesienia, ale do której w dodatku nie posiadamy żadnego dystansu. Jej cechami charakterystycznymi są nieustanne zmiany (niejaka migotliwość) i równie nieustanny pośpiech. A przecież przebudowujemy i niejako odbudowujemy Sopot w całkowicie odmiennych warunkach. Mamy czas na to, aby nasze miasto wypieścić, mamy możliwość pomocy finansowej z Unii Europejskiej, mamy – co chyba najważniejsze – możliwość aktywnego udziału w kształtowaniu naszego otoczenia na następne lata, dla przyszłych pokoleń. Bo odzyskaliśmy wreszcie swój głos i sposobność bycia otwarcie aktywnym.
    Czy większośc z nas nie znosi i ma pretensje do przedwojennych architektów Sopotu (przypominam niemieckich -od XIX wieku do lat 40-tych wieku XX), o to w jakim stylu zabudowano miasto? Czy większośc z nas pamięta jeszcze jak były zadbane i urządzone trasy spacerowe(równiez przez Niemców) w lasach wokół Sopotu? Czy większośc z nas, mimo panoszącej sie komuny, czuła sie w architektonicznym otoczeniu Sopotu obco? Czy to ostatecznie oznacza, że stare budynki winny byc zamienione w urokliwe pudełka a scieżki spacerowe w lasach mamy wykłożyć betonowymi płytkami i stawiac ławki ze szkła i metalu?

    Wiadomym jest, i nie tylko w naszym mieście czy naszym kraju – smak i gust większości współczesnych architektów opętanych ideą klocków lego, którymi wytrwale bawili się w dzieciństwie i które ukształtowały oich wyobraźnię, nijak się ma do odczucia ludzi, którym przychodzi nie tylko mieszkać w tych pudełkach, ale wśród nich na codzień się poruszać. Nie w momencie przyjazdu na miesiąc, w czasie wakacyjnego sezonu.
    Budynek to nie kobieta, która posługując się różnymi strojami, podmalowywaniem i biżuterią, mimo wszystko zachowuje swoją czystą, „pierwotną” urodę. Może jedynie ją miejscami podkreśla.
    Natomiast budynki winny się harmonijnie komponować z otoczeniem, tym bardziej, gdy usytuuowane są w przestrzeni przyrodniczej(las, wzgórza, morze). Jeśli w taką całość powrzucamy „kontenery”, obojętnie w jakich kolorach, w imię nowoczesnych trendów, to tą całość zapaskudzimy. Mamy już przykład takiego kontenera z czasów komunalnej komuny – leżąca szafa przy ul.Bitwy pod Płowcami. Gdy patrzy się z mola na panoramę Sopotu, wyraznie widać jak owa szafa zapaskudziła krajobraz. Natomiast, sterczące bloki koło Kamiennego Potoku z kolei zbytnio nie rażą, bo wkomponowują się w linię wzniesień.
    Nowoczesność powinna się niemiłosiernie panoszyć wewnątrz budynków, zapewniając ich funkcjonalność i sprawne działanie.
    Natomiast estetyka ogólna jakiegoś miejsca winna być zachowana i mamy na to liczne przykłady na całym świecie, szczególnie w Europie. Np. nowoczesność Gaudiego w Barcelonie ma wymiar ludzki, wzbudza ciepłe uczucia a pudełka metalowo-szklane (koniecznie imitujące morski kolor) są po prostu odpychające. Nikt nie śmie wybudować wielkiego, pozostańmy już przy określeniu p. Agaty, nowoczesnego „kontenera” w Avignon, we Francji. Na marginesie – kontenery są wspaniałym wynalazkiem, bardzo funkcjonalnym, ale dla handlu. Natomiast nie dla życia, chociaż nieraz ukrywają sie w nich biedaki próbujace dostac się do lepszych części świata.
    Z kolei przykład negatywny możemy znależć w mieście Iverness, w Szkocji, gdzie nadrzeczną panoramę całkowicie zapaskudzono, postawionym w latach 70-tych, betonowym pudełkiem przypominającym sowiecki Univiermag. I teraz od lat głowią się nad tym, co z tym paskudztwem uczynić.
    Ta niby nowoczesność wdarła się już także do naszych mieszkań, których „funkcjonalność i przestrzenność” kojarzy się z nasteęnym współczesnym trendem – sypiania w hotelu, w wielu przypadkach po zażyciu proszka nasennego. Mieszkanie staje się noclegownią, krótką przerwą w doprowadzonym już do obłędu wymiarze czasu pracy – od rana do wieczora. Bo przecież trzeba się jak najszybciej dorobić i spłacać to czego się natychmiast zapragnęło. Polecam przyjrzenie się wnętrzom współczesnej Polski (mieszkania, biura, miejsca usługowe) w filmie „Zero”.
    Tak więc ludzie są dla pracy a nie praca dla ludzi. I na tej samej zasadzie ludzie są dla otoczenia, dodatkiem dla niego a nie otoczenie dla ludzi.
    Należy także pamietać, że od szeregu lat jesteśmy świadkami ofensywy brzydoty i byle jakości, w tym osobistej.
    Czy nowoczesność ma byc wyznacznikiem naszego życia i kształtowania otoczenia wokół? Nie tylko należę do wątpiacych w tej materii, ale też do tych, którzy bez wahania wkładają palec w tryby nowoczesności. By ją spowolnić i dać czas na zastanowienie. By przenieśc wzrok z ekranów i rozejrzeć sie wokół, by nie pozbawiać się refleksji. Szczególnie, gdy się mieszka w tak pięknym mieście jak Sopot.

  10. Rafal
    12/01/2011

    Budynek teatru moze zostac – wiekszosc jest widoczna ‚od podworka’ lub ‚od parkingu’, wiec naprawde nie przeszkadza nikomu. Nie zgadzam sie z Agata, ze utrzymanie rotundy to masakra – to wlasnie jedyny udany fragment betonowej kolubryny, ktora zmasakrowala centrum Sopotu. Poczekajmy 20, 30 lat, jak to bedzie ‚nowoczesnie’ wygladalo. Zupelnie jak w Brukseli, gdzie ‚nowoczesne’ pomysly socjalistycznego burmistrza z lat 50tych nakazaly burzenie pieknych secesyjnych kamieniczek w zlym stanie. Czym sie to skonczylo? Obumarciem pozostalych kamieniczek i straszeniem pustostanem tych tworow fantazji architektow z lat 50tych. Teraz wladze Brukseli staraja sie to naprawic, tzn wlasciciele historycznych kamienic sa zachecani od restauracji budynkow, natomiast maszkarony z lat 50tych czy 70tych sie wyburza. W to miejsce stawiane sa budynki dopasowane do wygladu otoczenia. Ciekawe, co zaprojektuja ci wspaniali projektanci w Sopocie na miejksce Algi, bo przeciez wczesniej czy pozniej dorwa sie do tej dzialkki, czekaja tylko na dogadanie sie w sprawie parkingu na zapleczu…

Komentarz