9 września
2009
Marcin Gerwin

sopotNa serwerze urzędu miasta pojawiło się już nagranie z ostatniej sesji Rady Miasta i można na nim posłuchać dyskusji na temat zmian w budżecie Sopotu. To, co rzuca się w oczy, to właściwie w czyim interesie są planowane inwestycje w Sopocie? W interesie mieszkańców czy po to, by mieć co napisać na ulotkach na wybory? Nie rozumiem dlaczego budowa przystani jachtowej przy molo jest ważniejsza od budowy ścieżek rowerowych, modernizacji oświetlenia czy budowy nowego schroniska dla zwierząt. Nie rozumiem dlaczego jest ważniejsza od otwarcia dodatkowego oddziału przedszkola czy budowy mieszkań komunalnych dla młodych, którzy muszą się wyprowadzać z Sopotu, bo nie stać ich na kupno własnego mieszkania. Czy jeżeli przystań przy molo nie powstanie to turyści przestaną przyjeżdżać do Sopotu?

Skąd radni i prezydenci wiedzą, jakie są potrzeby mieszkańców? Czy ktoś nas zapytał, które inwestycje powinny być  finansowane, a które nie? Czy odbyła się na ten temat dyskusja mieszkańców? Czyje pieniądze tak właściwie wydają urzędnicy? Swoje prywatne czy wspólne mieszkańców Sopotu? Owszem, można argumentować, że mieszkańcy Sopotu, głosując na tych a nie innych reprezentantów, głosowali na projekty, które mieli kandydaci w swoich programach wyborczych. Brzmi to dobrze, problem polega jednak na tym, że jest to w znacznym stopniu fikcją. Wyborca nie może bowiem wybrać z programu kandydata inwestycji, które uważa za potrzebne, a odmówić wsparcia projektom, które uważa za zbędne. Musi głosować na cały pakiet, w którym mogą być projekty, z którymi się całkowicie nie zgadza. Ponadto, tak naprawdę może w ogóle nie zapoznać się z programem wyborczym i głosować tylko ze względu na fajne zdjęcie na plakacie albo logo ulubionej partii.

sesja

Pewnie się trochę narażę radnym pisząc ten akapit, ale przysłuchując się ich dyskusjom można zauważyć jak wiele czasu i energii poświęcają na zwalczanie osób z innych ugrupowań politycznych, zamiast po prostu wykonywać swoją pracę. Te spory są dla radnych ważne, albowiem osoby z konkurencyjnej partii mogą, w następnych wyborach, odebrać im miejsce w Radzie Miasta i całkiem spore diety. Wydaje mi się jednak, że nie po to wybieramy radnych i prezydenta, by zajmowali się załatwianiem sobie przedłużenia kadencji. Zajrzałem do statutu Sopotu i tam nigdzie nie jest napisane, że praca radnych polega na byciu w opozycji lub w koalicji. Jest za to fragment, który mówi o tym, że radni zatrudniani są po to, by działać dla dobra mieszkańców. O, proszę, cytat ze statutu miasta: „Do podstawowych obowiązków radnego należy utrzymywanie stałej więzi z mieszkańcami i ich organizacjami a w szczególności przyjmowanie zgłaszanych przez mieszkańców postulatów i  przedstawianie ich organom miasta do rozpatrzenia.”

Dyskusji z piątkowej sesji Rady Miasta można posłuchać tutaj (od ok. 14 minuty).


2 komentarze

  1. Ampersand
    29/09/2009

    Tak się zastanawiam, jak wielu mieszkańców Sopotu interesują takie sprawy jak zmiany w budżecie miasta. Czy braki w infrastrukturze miejskiej i utrudnienia w dostępie do usług świadczonych przez miejskie jednostki budżetowe przypisują rzeczywiście działalności radnych, których wybierają? Nie śledzę tego, ale jeśli w którejkolwiek z lokalnych gazet ktoś znalazł jakikolwiek artykuł na temat sesji Rady, będę wdzięczny za link.
    Czy po prostu nie opłaca im się o tym pisać, bo nikt tego nie zrozumie i nie przeczyta?

  2. 30/09/2009

    Artykuł na temat dziury w sopockim budżecie jest w najnowszym Kurierze Sopockim.

Komentarz