11 sierpnia
2009
Marcin Gerwin
Dongria

Kobieta z plemienia Dorgia Kondh. Zdjęcie: Survival International.

Utkwiła mi w pamięci wypowiedź kogoś z ministerstwa środowiska, że sprawą puszek aluminiowych – ich pełnego recyklingu lub wycofania z użycia – nie ma w Polsce potrzeby zawracać sobie głowy. Oznacza to, że cały czas potrzebne jest wydobycie świeżej rudy aluminium, choć do recyklingu aluminium zużywa się ponad 75% mniej energii niż w przypadku oczyszczania jej rudy. Ilość marnowanego na świecie aluminium jest ogromna – gdyby przetworzyć wszystkie puszki, które wyrzucili Amerykanie w latach 1990 – 2000, to można by z nich zbudować 316 tysięcy samolotów typu Boeing 737 (1). Co ma to wszystko wspólnego z ludźmi z grupy etnicznej Dorgia Kondh, zamieszkującej wzgórza Niyamgiri we wschodnich Indiach? Ich ziemie, które zamieszkiwali przez stulecia, mają zostać zniszczone przez firmę z Wielkiej Brytanii Vedanta Resources, która chce wydobywać tam boksyt czyli rudę aluminium.

Dongaria Kondh znaczy dosłownie “Ludzie Wzgórz”. Ludzie ci żyją w małych grupach, uprawiają ziemię na wzgórzach i korzystają z bogactwa dzikich lasów i czystych strumieni do zaspokojenia podstawowych potrzeb – zbierają w lesie owoce i rośliny lecznicze. Według lokalnych wierzeń góra Niyamgiri jest święta i jest czczona jako bóstwo. Na szczycie góry celowo nie ma  żadnych upraw. Tam jednak planowana jest właśnie kopalnia odkrywkowa. Otwarcie dużej kopalni boksytu i rafinerii wiąże się nie tylko z wycięciem lasu, ale najprawdopodobniej także ze skażeniem wody, tak bowiem działo się w innych miejscach na świecie. A lasy, porastające wzgórza, to dziś zdrowe ekosystemy, w których można spotkać tygrysy, lamparty czy słonie. To tak, jakby proponować otwarcie dużej kopalni w Tatrach, wysadzenie w powietrze na przykład szczytu Giewontu, a w Zakopanem wybudować rafinerię aluminium.

Otwarcie kopalni ma spowodować przesiedlenie kolejnych 8 tysięcy osób. Dziś, choć wiodą proste życie, są samowystarczalni. Gdy powstawała rafineria u stóp wzgórz, wiele osób z innych plemion zostało przesiedlonych wbrew ich woli. Do wiosek wjechały buldożery, rzeczy mieszkańców wrzucono na ciężarówki i wraz z ludźmi zawieziono do obozu przejściowego. Wioska, założona przez firmę Vedanta, do której następnie trafili jest ogrodzona drutem kolczastym i znajdują się w niej betonowe domy z dwoma pokojami. Wynajęci przez Vedantę ochroniarze pilnują, żeby mieszkańcy nie mieli kontaktów sam na sam z osobami z zewnątrz, a wszyscy goście muszą posiadać pisemną zgodę firmy na wejście do wioski. Jej mieszkańcom zabroniono chodzić do lasu na wzgórzach Niyamgiri. Wiele z przesiedlonych rodzin wyprowadziło się z firmowej wioski mimo wszystko.

Z pomocą Ludziom Wzgórz przyszły organizacje pozarządowe, m.in. ActionAid i Survival International, które domagają się cofnięcia pozwolenia na budowę kopalni, jako wydanego niezgodnie z prawem. Naciskają one także na udziałowców firmy Vedanta, aby zarząd odstąpił od projektu. Kiedy sprawa nowej kopalni wyszła na jaw, norweski fundusz emerytalny sprzedał swoje udziały w Vedancie, by nie wspierać firmy, której działalność jest nieetyczna. Co ciekawe, udziały wysokości 2,5 miliona funtów ma w Vedancie również Kościół Anglii, który jak dotąd nie chce się ich pozbyć, nawet pomimo tego, że sprawa ich finansowego zaangażowania stała się głośna.

Konsumenci zwykle nie widzą tej całej batalii i dramatów, które rozgrywają się gdzieś na drugim końcu świata. Ludzie idą na zakupy, wkładają produkty do koszyka i nie zastanawiają się zbytnio (lub najczęściej wcale) się z czego zrobione jest opakowanie i skąd pochodzą surowce potrzebne do jego produkcji. To, co jest już niepotrzebne, ląduje często w koszu na śmieci. W samych tylko Stanach Zjednoczonych, w 2001 roku, Amerykanie nie przeznaczyli do recyklingu 51 milionów aluminiowych puszek (2). Po prostu wyrzucili je do śmietnika. Gdyby te puszki ułożyć jedna za drugą, to okrążyłyby Ziemię 153 razy. A aluminium to nie tylko puszki, lecz także opakowania żywności, naczynia kuchenne, części do budowy samochodów, samolotów, laptopów, a także rowerów.

W Danii, przez 10 lat, sprzedaż napojów w aluminiowych puszkach była w ogóle zabroniona, dlatego że jest to po prostu marnowanie surowców i energii do ich przetwarzania. Okazało się jednak, że jest to niezgodne z unijnym prawem i pod naciskiem unii puszki wróciły. Niemniej jednak, tak jak w przypadku szklanych butelek, pobierana jest przy ich sprzedaży kaucja, aby mobilizować konsumentów do ich zwrotu. Może warto takie rozwiązania w Polsce przemyśleć? Nawet jeżeli do Polski nie trafia aluminium z Indii czy z Brazylii, to działalność kopalni i rafinerii nie zawsze jest przyjazna dla ludzi i przyrody, a popyt na aluminium w Europie zachęca do otwierania nowych kopalń.

Zobacz także:

Przypisy:
(1) Payal Sampat, Scrapping Mining Dependence, State of the World 2003, s. 126.
(2) Good Stuff? – Beverages


Komentarz