18 maja
2009
Marcin Gerwin
shopping-hint-of-plum

Zdjęcie: hint of plum/Flickr.

Artykuł, o którym ostatnio często myślałem, to “The Gospel of Consumption” Jeffreya Kaplana. Pokazuje on historię powstania społeczeństwa konsumpcyjnego. Jakoś nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiałem. Wydawało mi się, że to po prostu tak wyszło. Jest to przecież proces, który sami mogliśmy obserwować przez ostatnie 20 lat w Polsce – społeczeństwo wychowane w siermiężnym socjaliźmie zaczyna robić zakupy w hipermarketach pod miastem, a weekendy spędzać w galeriach handlowych. Niby nie ma w tym nic niezwykłego. Mieszkańcy Polski po prostu skopiowali zachodni model. Tyle że ten konsumpcyjny styl życia, który można było wcześniej podziwiać w amerykańskich filmach, ma gdzieś swój początek. Amerykanie nie zawsze spędzali życie w McDonaldzie, na zakupach w Walmarcie czy kosząc trawnik przed domem na przedmieściach. Amerykański sen ktoś przecież wymyślił.

Kiedy w latach 20-tych ubiegłego wieku okazało się, że dzięki nowym maszynom w USA można w pół roku wyprodukować ilość ubrań, która wystarcza do tego, by zaspokoić potrzeby wszystkich mieszkańców całego kaju, wśród właścicieli firm zapanowała pewnego rodzaju konsternacja. Chwileczkę, co więc będziemy robić przez pozostałą część roku? Na czym będziemy zarabiać? Zaledwie 14% producentów obuwia wystarczała, żeby zaspokoić zapotrzebowanie całego kraju. Co z tym fantem zrobić? Hmm… Czy ludzie nie mogliby potrzebować więcej ubrań? Wtedy będziemy mogli więcej ich sprzedać i więcej zarobimy. Zaprzęgnięto więc do pracy ludzi z branży reklamowej, których zadaniem było rozniecić w ludziach pragnienie posiadania więcej. Celem było nie pozwolić na to, aby ludzie byli usatysfakcjonowani tym, co mają. Potem już nie tylko chodziło o więcej, ale także o to, by posiadać coraz to nowsze produkty. To tak jak z nowymi edycjami Windowsa. Niby Windows XP był już wystarczająco dobry, ale gdyby ludzie uznali, że to im wystarczy, to Microsoft musiałby zamknąć firmę. Powstała więc Vista, a niedługo na rynek wejdzie Windows 7. Czy ktoś oglądał kiedyś reklamę, która zachęcała do tego, by cieszyć się starym telewizorem albo starą lodówką?

koszyki-freddie-boy

Zdjęcie: freddie boy/Flickr.

Choć maszyny i fabryki stają się coraz bardziej wydajne, to ludzie jakoś wcale nie pracują mniej. Czy nie jest to trochę dziwne? Przecież te wszystkie maszyny zostały zaprojektowane po to, aby skrócić czas pracy. Właściwie to dlaczego tak właśnie nie miałoby być? Nowy komputer pozwala wykonać obliczenia szybciej, więc mogę szybciej wrócić z pracy do domu.

W latach 30-tych firma Kellog, producent płatków śniadaniowych, wprowadziła u siebie 6-godzinny dzień pracy. To nie było pół etatu. To był cały etat. Tylko 6 godzin dziennie. Chodziło o to, żeby ludzie mieli więcej czasu na swoje własne życie. I tak też się stało. Skutkiem skrócenia czasu pracy był rozkwit życia społecznego, ludzie mieli więcej czasu na swoje hobby, pracę w ogrodzie czy zabawę z dziećmi. I nie przeszkadzało im, że otrzymywali mniejszą pensję. Potem jednak zmienił się zarząd firmy i wrócono do 8-godzinnego dnia pracy.

Kiedy jednak w 1946 r. zapytano pracowników o to, czy zgodziliby się pracować 6 godzin dziennie, pomimo tego, że wiązało się to ze znaczną obniżką wynagrodzenia to, 77% mężczyzn i 87% kobiet odpowiedziało, że tak. Woleli zarabiać mniej, ale mieć za to więcej wolnego czasu. Nie wiem jak taki sondaż mógłby wypaść teraz w Polsce, ale już samo to, że Amerykanie mogli kiedyś tak uważać daje nadzieję. Ten wolny czas jest kluczem nie tylko do poprawy jakości życia, lecz także stwarza możliwość do angażowania się w demokrację.

Skoro w mieszkamy w demokratycznym państwie, to czy nie oznacza to, że możemy stworzyć taki system gospodarczy i społeczny, jaki tylko chcemy? Czy nie mógłby to być więc system, w którym ludzie mogą zaspokoić swoje wszystkie materialne potrzeby, a jednocześnie mają dużo wolnego czasu?

Zobacz także:

  • Film “Czeski sen” o kampanii promującej fikcyjny supermarket, poniżej fragment.



YouTube Preview Image


1 Komentarz

  1. Paweł Krzyżnowski
    18/05/2009

    W końcu kiedyś to się zapętli. Przecież ludzie nie będą kupowali co dzień nowego samochodu czy lodówki. Gdzieś jest granica. Na Zachodzie zaczynają to powoli rozumieć. Nam jeszcze do tego daleko. A do galerii niech chodzą jak najcześciej. Wyobraźmy sobie, że teraz Ci wszyscy ludzie zaczną jeździć na łono natury. Tragedia. Półwysep Helski i Zakopane niech będą ostrzeżeniem

Komentarz